niedziela, 18 października 2015

Rozdział XI

Wiem wiem wiem. Akcja leci strasznie szybko. Tylko, że ja po prostu nie chcę jej spowalniać, przynajmniej narazie. Możecie bić xD ale postanowiłam to postanowiłam.
         

           Rano obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła. Ospała, jak opażona ruszyłam szybko do miejsca, z którego słyszałam odgłosy. Weszłam do kuchni czego szybko pożałowałam. W moją stopę wbił się odłamek naczynia. Zaklęłam po cichu. Wykrzywiłam twarz w grymasie bólu po czym złapałam się za nogę.
-Sylwia, nic ci nie jest?-usłyszałam głos pełen troski.
Otworzyłam oczy i skierowałam wzrok na białowłosego, który stał tuż przy mnie. Chłopak obdarował mnie uważnym spojrzeniem, po czym zwrócił się do Rozalii.
-Mówiłem ci, żebyś uważała.-westchnął ze stoickim spokojem.
-Przepraszam, Syśka, proszę wybacz. Ja sama nie wiem jak to się stało.-powiedziała rozpaczliwie.-Zaraz to posprzątam. Tylko.. Gdzie masz zmiotkę?-spytała uśmiechając się przepraszająco.
Westchnęłam ciężko i wskazałam jej miejsce, gdzie znajdował się przedmiot. Z pomocą Lysandra dostałam się do salonu. W tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że jestem jeszcze w pidżamie. Na szczęście, nie była aż taka zła. Składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach, obie części były w babeczki, cukierki i jeszcze jakieś słodycze. Chłopak zaproponował, że wyjmie kawałek z mojej nogi. Od razu zaprotestowałam. Nie chciałam, żeby musiał coś takiego robić. Spróbowałam sama go wyciągnąć. Niestety, nie miałam w tym wprawy, ani odpowiedniego narzędzia, więc było to pewne, że mi się nie uda. Poprosiłam Lysandra, żeby przyniósł pęstetę z mojej kosmetyczki. Rozalia skończyła sprzątać i przyszła do pokoju, siadając na przeciwko mnie. Zauważyłam, że była jakaś nieobecna i krążyła wzrokiem. Było to dziwne, bo białowłosa jest zawsze wygadana i uśmiechnięta jak mało kto. Po chwili zjawił się chłopak, który zamiast podać mi narzędzie kucnął przede mną i wziął do ręki moją stopę. Nie mam pojęcia czemu, ale strasznie mnie to zawstydziło. Gdy skończył podziękowałam mu cała czerwona. Roza tylko lekko się uśmiechnęła i znów odpłynęła. Zajęłam miejsce obok niej i spoglądnęłam badawczym wzrokiem na dziewczynę. W jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach. Nie miałam pojęcia co robić, więc ją przytuliłam i spytałam o przyczynę jej płaczu, a ta jeszcze bardziej się rozkleiła. Lysander się nam przyglądał, więc postanowiłam to wykorzystać i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. On tylko wzruszył ramionami.
-B-bo Leoś..On, ja..-wyłkała mi w ramię.
-Roza, powiedz to na spokojnie bo cię ani trochę nie rozumiem.-poprosiłam ją delikatnie, na co ta jakby trochę się uspokoiła.
-Bo Leo ze mną zerwał.-wyjęczała.
Na tę wieść serce szybciej mi zabiło. Czyżby jednak nie byli tak idealną parą? Może często tak się kłócą? W końcu znamy się bardzo krótko. Ale..Lysander też wydawał się być zaskoczony i to nawet bardziej niż ja. Więc się to nie zdażało wcześniej.
          Po około godzinie Rozalia zasnęła w moich ramionach. Widać, że była wyczerpana. W końcu nie każdy dałby radę ryczeć przez taki czas bez przerwy, a na pewno nie ja. Przykryłam złotooką kocem i usiadłam w kuchni razem z chłopakiem. Zjedliśmy razem kanapki z wędliną i serem. Czułam się dość nieśmiało w jego towarzystwie. Może dlatego, że mało mówił i wydawał się przez to taki tajemniczy, a to jednocześnie mnie intrygowało i peszyło. W końcu po dość długim wpatrywaniu się w dwukolorowe tęczówki chłopaka zapytałam go o dwie nurtujące mnie rzeczy.
-Wiesz gdzie jest Kamila? Została u mnie na noc.
-Tak, wpuściła nas tutaj wcześniej. Postanowiliśmy, że poczekamy aż wstaniesz i mieliśmy ci zaproponować pójście z nami do kina.
-Nie mogliście po prostu napisać? Nie żeby mi przeszkadzało, że tu jesteście, tylko.. No rozumiesz.
-Rozalia się upierała, że chce przyjść.
-Aha, ale dalej nie wiem gdzie ona jest i czemu nie jesteście w szkole?.-zaśmiałam się.
-A no tak.-uśmiechnął się.-Musiała iść do domu coś zrobić. Tak nam przynajmniej powiedziała, a poza tym mamy dziś wolne. Święto szkoły i takie tam.
Znów zapadła cisza. Bardziej niezręczna niż wtedy. Lysander uporczywie nad czymś myślał. Coś go trapiło. Pomyślałam, że chodzi o Leo. Po jakimś czasie odezwał się. Zadał mi dosć dziwne pytanie.
-Pamiętasz może jak mówiłem ci o dziewczynie Kastiela?
Próbowałam odszukać wydarzenie w pamięci, jednak nie mogłam sobie nic przypomnieć, więc pokiwałam przecząco głową. Chłopak westchnął spuszczając głowę. Odruchowo położyłam rękę na jego dłoni. Białowłosy ożywił się i posłał mi posępne spojrzenie. Zrobiło mi się dość smutno z jego powodu. Nie często można go widzieć tak przybitego.
-O co chodzi z tą dziewczyną?-spytałam czule.
-Ona..Kastiel mnie zabije jak się dowie.-zaśmiał się.-Kiedyś była jego dziewczyną. Zakochany był jak mało kto. Grali razem na koncercie, jednak gdy tylko nadażyła się okazja zwiała, żeby podpisać kontrakt. Nie mógł się pozbierać dość długo. A teraz? Wróciła i w dodatku wczoraj spotkała się z Kastielem.
-To jest okropne.-wyszeptałam.-Jak ona tak może, co za..-zabrakło mi słów.
Przez myśl by mi nawet nie przeszło, że mogłabym zrobić coś takiego czyimś kosztem. To było czyste chamstwo. Jednak wpadłam na pomysł, żeby złożyć wizytę dla Kastiela. Dla białowłosego było to obojętne, więc się zgodził. Napisałam do Kamili, która także zgodziła się przyjść jak najszybciej. Pozostało nam tylko pytanie, co zrobimy z Rozalią.
           Pół godziny później we czwórkę staliśmy pod drzwiami czerwonowłosego. Zapukałam ostrożnie do drzwi. Poczułam jak serce zaczyna mi szybciej bić. W mieszkaniu było słychać różno odgłosy. Najbardziej zrozumiałe słowa, to były "kotek to do ciebie". Drzwi się otworzyły a w nich stanął Kastiel. Był on bez koszulki i miał potargane włosy. Obok niego stała jakaś dziewczyna. Brunetka miała niebieskie oczy, przesadny makijaż i tatuaże. Jej ubiór był bardzo śmiały, zbyt śmiały. Przytuliła się do chłopaka i przywitała nas ze sztucznym uśmiechem. To pewnie o niej mówił Lysander. Chłopak objął ją w pasie i spytał, czego tu chcemy. Zagotowało się we mnie na ten widok. Jeszcze kilka sekund temu chciałam mu pomóc, a teraz? Widać, że się dobrze bawi. Próbowałam zachować spokój. Niestety nie wyszło i po chwili wybiegłam na podwórko. Sama nie rozumiałam swojego zachowania. Czyżbym była zazdrosna? Nie. To nie możliwe. Usiadłam na pierwszej lepszej ławce i wyciągnęłam papierosa. Głośno przeklnęłam i podpaliłam fajkę drżącymi rękoma. Zaciągnęłam się i wypuściłam dym ze świstem. Po mojej prawej stronie ktoś stanął. Nie miałam ochoty patrzeć na tą osobę, więc to olałam. Ten ktoś wyrwał mi z ręki papierosa i rzucił go na ziemię. Zdenerwowana spojrzałam w twarz postaci. W jej oczach widziałam złość. Dziewczyna złapała mnie za brodę.
-Co ci odbiło?
-Nic. Po prostu nie chciałam przeszkadzać panu mam wszystko gdzieś.
-Sylwia. Weź się nie wygłupiaj.-powiedziała machając rękoma na wszystkie strony.-Swoją drogą, to Lysander chciał za tobą od razu pobiec. Ale Roza go zatrzymała i mnie wysłała. Ciekawe, ciekawe.-wymruczała do siebie.
-Co masz na myśli?-spytałam ze zdziwieniem.
-Dziewczyno gdzie ty masz oczy.-westchnęła bezradnie.
-Tutaj jesteście!-krzyknęła uradowana Roza, ciągnąc za sobą białowłosego. Przytuliła mnie do siebie i powiedziała zbulwersowana.-Tak mi przykro, jak on może cię tak zdradzać.
-Ja z nim nie jestem.-rzuciłam szybko.
-Czyli jednak wolisz Lysia?-uśmiechnęła się puszczając mnie.
-Roza co ty gadasz?-spytałam rumieniąc się razem z białowłosym.
-Widzisz Kami? Miałam rację.-zaśmiała się.
-Oh Roz dorośnij.-rzekła Kamila zakładając nogę na nogę.-A ty? Masz cały talerz ciastek, a podnosisz te z podłogi.
Nie dokońca rozumiem, co to miało znaczyć, ale chyba chodziło jej o Kastiela.
          Strasznie się nudziliśmy. Białowłosy zaproponował nam, żebyśmy spędzili trochę czasu u niego. Pojechaliśmy autobusem do domu chłopka. Wysiedliśmy po 6 przystanach. Później jeszcze 5 minut drogi i znaleźliśmy się pod mieszkaniem. Było dosć duże. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się. Piękny ogródek, kremowy kolor ścian i brązowe drzwi. Ciężko to opisać. Szczęka opadła mi z wrażenia, na co białowłosy się cicho zaśmiał. Weszliśmy do środka. Korytarz miał szare ściany. I stare meble, które wyglądały jakby były z innej epoki. Idealnie pasowały do stylu chłopaka. Weszliśmy do salonu, gdzie siedział szatyn. Białowłosa od razu chciała do niego podbiec, ale zatrzymała się. Spojrzała na niego smutno. Chłopak odwrócił się w naszą stronę. Lekko podpity, a może kompletnie pijany, trzymał w ręku wódkę.
-Chce się ktoś napić?-wybełkotał z trudem biorąc łyk.
-Leo!-krzyknęła Roza.-Mówiłam ci tyle razy żebyś nie pił.
-Co mnie to obchodzi? Nie jesteśmy już razem. Nie masz prawa wtrącać się w moje sprawy.
Oboje patrzyli na siebie z pogardą. Lysander stał załamany oparty o framugę, a Kamila stała obok Rozy. Nie wiedząc co mam zrobić, zajęłam miejsce obok Lysa. Leo wstał i spojrzał Rozie w oczy. Traciła zimną krew. Jednak starała się zachować kamienną twarz. Było mi jej strasznie szkoda.
-Mogę robić to co chcę i z kim chcę. Rozumiesz?-wysyczał jej w twarz.
-Patrz bo ci pozwolę.-rzuciła dziewczyna, a na twarzy szatyna pojawił się uśmiech.
Chłopak podszedł do Kamili, złapał ją za bluzkę i przyciągnął do siebie. Po czym złożył na jej ustach pocałunek. Zielonowłosa odepchnęła go z całej siły, tak, że przewrócił się i upadł na podłogę. Dziewczyna wytarła usta rękawem. I złapała Rozalię, zanim ta rzuciła się na Leo. Oboje podeszliśmy do niej i staraliśmy się ją utrzymać. Niestety, uderzyła Lysandra w brzuch i jakoś udało jej się wyrwać. Straciła nad sobą kontrolę. Rzuciła się na chłopaka i zaczęła go bić po twarzy. Ten tylko się uśmiechał, mimo bólu i tego, jaką sprawia przykrość dla Rozy.
          W końcu jakoś udało nam się uspokoić dziewczynę. Lysander powiedział, że odprowadzi ją do domu. Leo leżał na podłodze jeszcze, gdy wychodziliśmy. Wsiadłam do autobusu razem z Kamilą. Było dużo wolnego miejsca i usiadłyśmy na tyłach. Dziewczyna odezwała się do mnie niepewnym głosem.
-Sylwia. To był mój pierwszy pocałunek. Nie wyobrażałam go sobie tak, a już na pewno nie z Leo. Żeby chociaż nikt tego nie widział.. Może bym jakoś zapomniała. A teraz? Wiedziałam już, w kim się zakochałam. Miałam już plany, to jest bez sensu.-użalała się nad sobą.
-Nic nie jest bez sensu. Jeżeli chcesz możemy o tym zapomnieć.
-Nie, już trudno. Niech tak będzie.-uśmiechnęła się.
-To super. A tak właściwie, to w kim się zakochałaś?
Dziewczyna zrobiła się cała czerwona. Ale koniec końców, nic mi nie powiedziała na ten temat.

piątek, 9 października 2015

Rozdział X

          Niepewnym krokiem podeszłyśmy do drzwi balkonowych. Przez szybę udało mi się dostrzec osobę, która wcześniej pukała. Rozalia złośliwie się uśmiechnęła i odciągnęła mnie z powrotem na kanapę. Jak on się tam znalazł? Nie mam pojęcia. Najpierw mnie zostawia, gdzieś znika, a po chwili pojawia się jak gdyby nigdy nic. Najgorsze jest w nim to, że się mną bawi. Tak, bawi i nic więcej, a ja głupia myślę, że może się on dla mnie zmienić. Guzik prawda. Jestem naiwna, to muszę przyznać, a każdy dotyk jakiegokolwiek chłopaka sprawia, że tracę zdrowy rozsądek. Taka jestem i nic nie poradzę. Pewnie mi każdy by powiedział, że powinnam się leczyć. Rozalia delikatnie dotknęła mojego ramienia, co pozwoliło mi wrócić na ziemię.
-Ej słuchasz ty mnie?-zapytała z wyrzutem.
-Zamyśliłam się wybacz.-uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Zaczynasz mi przypominać Lysia.-westchnęła.-Pytałam czy chcesz go tu wpuścić.
-Wiesz co, nie bardzo chcę, ale raczej sam już nie zejdzie.-mruknęłam.
Białowłosa uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Może to był tylko uśmiech, ale odrazu spojrzałam na tą sytuację bardziej optymistycznie. Może nie będzie aż tak źle? Może po prostu wejdzie i wyjdzie? Chyba oczekuję niemożliwego. Dopóki jest tu ze mną Rozalia wszystko mamy pod kontrolą. Podeszłam kilka kroków i spoglądnęłam z zaciekawieniem za szybę. Stał tam czerwonowłosy chłopak w skurzanej kurtce paląc papierosa. Zapukałam ostrożnie w szkło tym samym wzbudzając jego uwagę. Odwrócił się naszą stronę.
-Może wpuścisz mnie do środka?-spytał sarkastycznie.
-A co z tego będziemy miały?-zadała pytanie Rozalia uprzedzając mnie.
-Towarzystwo bardzo przystojnego i uwodzicielskiego chłopaka.-rzucił narcystycznie.
-A co? Leoś przyjdzie?-zaśmiała się Roza.
-Albo Lysander.-dodałam.
Chłopakowi zrzedła mina, a białowłosa zaczęła się dusić ze śmiechu. Mnie też rozbawiła ta sytuacja. Spojrzałam na czerwonowłosego z politowaniem i otworzyłam drzwi. Chłopak na powitanie dmuchnął mi dymem w twarz. Przyjrzałam mu się skupionym wzrokiem, a ten uśmiechnął się uwodzicielsko. Usiadłam na kanapie obok Rozalii. Dziewczyna patrzyła na nas rozbawiona. Po chwili uspokoiła się i spojrzała na chłopaka poważnie.
-Co ci strzeliło do tej pustej głowy, żeby wchodzić po balkonach? Zabić się chciałeś?!-krzyknęła zdzielając go po głowie.
-No sory, tylko się opanuj dziewczyno.-warknął.
W tej samej chwili usłyszałam dzwonek w moim telefonie. Spojrzałam na wyświetlacz. Sms od Kamili. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Już miałam odczytać wiadomość, gdy obok mnie usiadł Kastiel. Może bardziej by pasowało, rzucił się na miejsce obok mnie. Uderzył do mnie zapach jego męskich perfum. Bezczelnie patrzył mi się w telefon, więc schowałam go za plecami. Rozalia usiadła na podłodze na przeciwko nas i obserwowała całe zdarzenie. Spojrzałam na chłopaka który zaczął się do mnie powoli zbliżać. Odsunęłam się gwałtownie. Niestety zatrzymała mnie poręcz od kanapy. Przeklnęłam w myślach. Najgorsze było w tym wszystkim to, że Roza w ogóle nie ragowała. Była biernym widzem.
-Co tam chowasz?-spytał chłopak opierając się na ręce, która była tuż przy moim brzuchu.
-Coś na pewno.-burknęłam.
-No dobra, skoro nie chcesz się tak bawić.-westchnął, po czym zaczął mnie łaskotać.
To była jedyna rzecz, która mnie najbardziej rozbawiała. W prost nie mogłam się powstrzymać od napadu śmiechu, a telefon który trzymałam jeszcze przed chwilą w ręku znalazł się na podłodze. Na szczęście białowłosa odciągnęła ode mnie chłopaka, który patrzył na mnie rozbrajającym wzrokiem. Wytarłam niewidzialną łezkę i podniosłam telefon, który na szczęście był cały. W końcu przeczytałam to, co napisała Kamila. "Wpuścisz nas w końcu?". Spojrzałam pytająco na Kastiela, który wzruszył ramionami. Wyszłam na balkon i rozejrzałam się. Na dole stały 3 osoby. Kolejno Dajan, Lysander, Kamila. Szybko założyłam buty i zeszłam na dół razem z moimi gośćmi. Na wstępie zostałam przytulona przez zielonowłosą. Przywitałam się też z resztą osób. Każdy trzymał reklamówkę, ze szklanymi butelkami, więc łatwo było się domyslić co tam mają.
          Po dwóch godzinach byliśmy u mnie w domu kompletnie pijani. Przynajmniej dziewczyny. Dołączył do nas jeszcze chłopak Rozalii, który trochę wcześniej skończył. Puszczaliśmy głośną muzykę. Na fioletowym dywanie leżał ledwo żywy ciemnoskóry chłopak. Lysander siedział na kanapie przysypiając, a o niego była oparta Rozalia. Leo siedział obok niej i jako, że przyjechał samochodem, nie pił. Kastiel i Kamila siedzieli obok mnie. Oboje jeszcze się trzymali. Czerwonowłosy co jakiś czas składał nam jakieś niemoralne propozycje, które oczywiście odmawiałyśmy. Osobiście uważam, że spędziliśmy bardzo miło, w ciekawym towarzystwie. Wiedziałam, że jutro muszę iść do szkoły. To nie tak, że mi na niej nie zależy. Ja po prostu cieszę się życiem i tyle. Wstałam powoli chwiejąc się i poszłam do kuchni. Usiadłam na krześle i wyjrzałam przez otwarte okno. Moją uwagę przykuł widok kota uciekającego przed psem. Wychyliłam się bardziej, żeby zobaczyć gdzie pobiegł. Na moje nieszczęście ręka na której się opierałam poślizgnęła się, przez co straciłam równowagę. Byłam pewna, że za chwilę znajdę się na samym dole. Na szczęście ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął do środka. Uderzyłam tyłkiem z impetem o podłogę. Po chwili zebrałam się w sobie i spojrzałam prosto w brązowe oczy osoby leżącej na mnie. Dziewczyna była cała czerwona, a jej włosy swobodnie opadały na moje ramiona. Nie powiem, że sama nie byłam zawstydzona zaistniałą sytuacją. Zielonowłosa mocniej zacisnęła rękę na mojej. Jakby z czymś walczyła. Pewnie to dziwne, ale wydawała mi się bardzo słodka. To nie tak, że ona mi się podobała. Po prostu uważałam, że jej reakcja była taka.
-Tutaj jesteś.-powiedział chłopak wchodzący do kuchni. Kamila szybko ze mnie zeszła i pomogła mi usiąść, nie patrząc mi w twarz.-Super. A więc schowałyście się tutaj, żeby pobaraszkować. Wybaczcie, że przeszkodziłem.-powiedział odwracając się.-A może chcecie żebym się dołączył?-spytał spoglądając na nas zalotnie.
-Nie dzięki Kastiel, dobrze się tu bawimy możesz już iść.
-Dopiero przyszedłem. Nie ważne. Roza wychodzi. Tyle.-rzucił po czym wyszedł.
Spojrzałam kątem oka na moją przyjaciółkę. Siedziała bez ruchu. Postanowiłam spytać czy wszystko z nią w porządku. Jednak mi nie odpowiedziała. Westchnęłam cicho i udałam się do pokoju. Rozalia ledwo  stała i próbowała założyć buta, co komicznie wyglądało. W mgnieniu oka podszedł do mnie jej chłopak.
-Poradzisz sobie tu z nimi?-zapytał niepewnie.
-Jasne. Jakoś dam radę, w końcu jestem tu z Kamilą.-zapewniłam go z uśmiechem.
-Dobrze. To my będziemy lecieć. Cześć wszystkim.-krzyknął po czym wyszedł razem z białowłosą.
Bardzo do siebie pasują-pomyślałam. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym jakie ma szczęście. Zastanawiałam się tylko co mam zrobić teraz z pozostałymi trzema chłopakami i Kamilą. Zwłaszcza, że nie długo ma wrócić Ania. Podeszłam do Kastiela, który uproczywie coś pisał. Gdy podeszłam do niego schował telefon za sobą lekko zmieszany i zapytał co chcę. Skrzyżowałam ramiona uważnie lustrując go wzrokiem. Byłam pewna, że coś przede mną ukrywa. Tylko co? Miałam już zadać mu pytanie, jednak mnie uprzedził. Powiedział, że ma coś do zrobienia i musi iść. Oczywiście było mi to na rękę, bo nie musiałam się z nim użerać, ale jednak trochę byłam zawiedziona. Może nie był on kimś, z kim byłam bardzo związana, ale na pewno stał się on już jakąś ważną dla mnie częścią życia. Chłopak ubrał się i wyszedł trzaskając drzwiami, co obudziło śpiącego Lysandra. Spojrzał na mnie zdezorientowanym wzrokiem. Rozejżał się po pokoju, po czym wstał. Miał on rozczochrane włosy, które śmiesznie opadały mu na zaspane, dwukolorowe oczy. Uśmiechnęłam się do niego, a on spytał: Gdzie są wszyscy?
-Roza i Leo pojechali do domu, Kastiel wyszedł przed chwilą, a Kamila jest w kuchni.
-A Dajan?
-On...-chwilę się zastanowiłam, ale nie miałam żadnych informacji o miejscu jego przebywania, więc wzruszyłam tylko ramionami.
Przeszłam się po domu w poszukiwaniu go, w końcu znalazłam go w łazience. Biedny siedział ledwo przytomny oparty o pralkę. Zawołałam do siebie resztę. Oboje ciężko westchnęli. Lysander, który ledwo stał, pomógł mi go zanieść i położyć w salonie. Był strasznie ciężki, ale jakoś nam się to udało. Wezwałam taksówkę dla chłopaków. Kamila spytała czy może u mnie przenocować, bo nie chce, żeby rodzice widzieli ją w takim stanie. Od razu się zgodziłam. Nie chciałam, żeby miała kłopoty.
           Po około godzinie zostałyśmy same. Siedziałyśmy w moim pokoju na łóżku. Zielonowłosa była strasznie cicha i ograniczała się do krótkich wypowiedzi. Zmartwiłam się, jednak nie chciałam dać tego po sobie poznać.
-Chcę zapalić.-oznajmiłam.-Idziesz ze mną?
-N-nie, zostanę tutaj.-wymruczała.
Westchnęłam cieżko i podeszłam do niej. Złapałam ją za rękę i spojrzałam prosto w twarz. Była strasznie zawstydzona. Zdziwiłam się strasznie tym, ale jej nie puściłam. Co więcej chwyciłam ją jeszcze mocniej. Była dla mnie bardzo bliska, więc chciałam jej pomóc. Cokolwiek by to nie było.
-Powiedz mi o co chodzi. Proszę.
-Sylwia..Ja..-wydukała.-Ja nie chcę ci się po prostu narzucać. Jeżeli chcesz mogę wrócić do domu.
-Nie wygaduj głupstw. Chcę żebyś tu została i kropka.-powiedziałam hardo.-Tylko o to chodziło?-spytałam niepewnie.
-Tak.-uśmiechnęła się.
-To się cieszę.
Udałyśmy się na balkon. Zapaliłam papierosa i zaczęłyśmy rozmawiać. Kamila położyła się na kanapie. Gdy wychodziłam powiedziała mi jeszcze "dobranoc". Wymęczona nie przebierając się położyłam się. Pomyślałam chwilę nad ostatnimi godzinami. Zauważyłam, że ostatnio przed snem bardzo często rozmyślam. Nie zdażało mi się to wcześniej. Jednego byłam pewna. Kamila mnie okłamała. Powiedziała, że zachowywała się tak, bo miała u mnie spać. Wiedziałam, że mnie oszukuje, ale skoro to zrobiła to musiała mieć powód. Prawda?