Niepewnym krokiem podeszłyśmy do drzwi balkonowych. Przez szybę udało mi się dostrzec osobę, która wcześniej pukała. Rozalia złośliwie się uśmiechnęła i odciągnęła mnie z powrotem na kanapę. Jak on się tam znalazł? Nie mam pojęcia. Najpierw mnie zostawia, gdzieś znika, a po chwili pojawia się jak gdyby nigdy nic. Najgorsze jest w nim to, że się mną bawi. Tak, bawi i nic więcej, a ja głupia myślę, że może się on dla mnie zmienić. Guzik prawda. Jestem naiwna, to muszę przyznać, a każdy dotyk jakiegokolwiek chłopaka sprawia, że tracę zdrowy rozsądek. Taka jestem i nic nie poradzę. Pewnie mi każdy by powiedział, że powinnam się leczyć. Rozalia delikatnie dotknęła mojego ramienia, co pozwoliło mi wrócić na ziemię.
-Ej słuchasz ty mnie?-zapytała z wyrzutem.
-Zamyśliłam się wybacz.-uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Zaczynasz mi przypominać Lysia.-westchnęła.-Pytałam czy chcesz go tu wpuścić.
-Wiesz co, nie bardzo chcę, ale raczej sam już nie zejdzie.-mruknęłam.
Białowłosa uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Może to był tylko uśmiech, ale odrazu spojrzałam na tą sytuację bardziej optymistycznie. Może nie będzie aż tak źle? Może po prostu wejdzie i wyjdzie? Chyba oczekuję niemożliwego. Dopóki jest tu ze mną Rozalia wszystko mamy pod kontrolą. Podeszłam kilka kroków i spoglądnęłam z zaciekawieniem za szybę. Stał tam czerwonowłosy chłopak w skurzanej kurtce paląc papierosa. Zapukałam ostrożnie w szkło tym samym wzbudzając jego uwagę. Odwrócił się naszą stronę.
-Może wpuścisz mnie do środka?-spytał sarkastycznie.
-A co z tego będziemy miały?-zadała pytanie Rozalia uprzedzając mnie.
-Towarzystwo bardzo przystojnego i uwodzicielskiego chłopaka.-rzucił narcystycznie.
-A co? Leoś przyjdzie?-zaśmiała się Roza.
-Albo Lysander.-dodałam.
Chłopakowi zrzedła mina, a białowłosa zaczęła się dusić ze śmiechu. Mnie też rozbawiła ta sytuacja. Spojrzałam na czerwonowłosego z politowaniem i otworzyłam drzwi. Chłopak na powitanie dmuchnął mi dymem w twarz. Przyjrzałam mu się skupionym wzrokiem, a ten uśmiechnął się uwodzicielsko. Usiadłam na kanapie obok Rozalii. Dziewczyna patrzyła na nas rozbawiona. Po chwili uspokoiła się i spojrzała na chłopaka poważnie.
-Co ci strzeliło do tej pustej głowy, żeby wchodzić po balkonach? Zabić się chciałeś?!-krzyknęła zdzielając go po głowie.
-No sory, tylko się opanuj dziewczyno.-warknął.
W tej samej chwili usłyszałam dzwonek w moim telefonie. Spojrzałam na wyświetlacz. Sms od Kamili. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Już miałam odczytać wiadomość, gdy obok mnie usiadł Kastiel. Może bardziej by pasowało, rzucił się na miejsce obok mnie. Uderzył do mnie zapach jego męskich perfum. Bezczelnie patrzył mi się w telefon, więc schowałam go za plecami. Rozalia usiadła na podłodze na przeciwko nas i obserwowała całe zdarzenie. Spojrzałam na chłopaka który zaczął się do mnie powoli zbliżać. Odsunęłam się gwałtownie. Niestety zatrzymała mnie poręcz od kanapy. Przeklnęłam w myślach. Najgorsze było w tym wszystkim to, że Roza w ogóle nie ragowała. Była biernym widzem.
-Co tam chowasz?-spytał chłopak opierając się na ręce, która była tuż przy moim brzuchu.
-Coś na pewno.-burknęłam.
-No dobra, skoro nie chcesz się tak bawić.-westchnął, po czym zaczął mnie łaskotać.
To była jedyna rzecz, która mnie najbardziej rozbawiała. W prost nie mogłam się powstrzymać od napadu śmiechu, a telefon który trzymałam jeszcze przed chwilą w ręku znalazł się na podłodze. Na szczęście białowłosa odciągnęła ode mnie chłopaka, który patrzył na mnie rozbrajającym wzrokiem. Wytarłam niewidzialną łezkę i podniosłam telefon, który na szczęście był cały. W końcu przeczytałam to, co napisała Kamila. "Wpuścisz nas w końcu?". Spojrzałam pytająco na Kastiela, który wzruszył ramionami. Wyszłam na balkon i rozejrzałam się. Na dole stały 3 osoby. Kolejno Dajan, Lysander, Kamila. Szybko założyłam buty i zeszłam na dół razem z moimi gośćmi. Na wstępie zostałam przytulona przez zielonowłosą. Przywitałam się też z resztą osób. Każdy trzymał reklamówkę, ze szklanymi butelkami, więc łatwo było się domyslić co tam mają.
Po dwóch godzinach byliśmy u mnie w domu kompletnie pijani. Przynajmniej dziewczyny. Dołączył do nas jeszcze chłopak Rozalii, który trochę wcześniej skończył. Puszczaliśmy głośną muzykę. Na fioletowym dywanie leżał ledwo żywy ciemnoskóry chłopak. Lysander siedział na kanapie przysypiając, a o niego była oparta Rozalia. Leo siedział obok niej i jako, że przyjechał samochodem, nie pił. Kastiel i Kamila siedzieli obok mnie. Oboje jeszcze się trzymali. Czerwonowłosy co jakiś czas składał nam jakieś niemoralne propozycje, które oczywiście odmawiałyśmy. Osobiście uważam, że spędziliśmy bardzo miło, w ciekawym towarzystwie. Wiedziałam, że jutro muszę iść do szkoły. To nie tak, że mi na niej nie zależy. Ja po prostu cieszę się życiem i tyle. Wstałam powoli chwiejąc się i poszłam do kuchni. Usiadłam na krześle i wyjrzałam przez otwarte okno. Moją uwagę przykuł widok kota uciekającego przed psem. Wychyliłam się bardziej, żeby zobaczyć gdzie pobiegł. Na moje nieszczęście ręka na której się opierałam poślizgnęła się, przez co straciłam równowagę. Byłam pewna, że za chwilę znajdę się na samym dole. Na szczęście ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął do środka. Uderzyłam tyłkiem z impetem o podłogę. Po chwili zebrałam się w sobie i spojrzałam prosto w brązowe oczy osoby leżącej na mnie. Dziewczyna była cała czerwona, a jej włosy swobodnie opadały na moje ramiona. Nie powiem, że sama nie byłam zawstydzona zaistniałą sytuacją. Zielonowłosa mocniej zacisnęła rękę na mojej. Jakby z czymś walczyła. Pewnie to dziwne, ale wydawała mi się bardzo słodka. To nie tak, że ona mi się podobała. Po prostu uważałam, że jej reakcja była taka.
-Tutaj jesteś.-powiedział chłopak wchodzący do kuchni. Kamila szybko ze mnie zeszła i pomogła mi usiąść, nie patrząc mi w twarz.-Super. A więc schowałyście się tutaj, żeby pobaraszkować. Wybaczcie, że przeszkodziłem.-powiedział odwracając się.-A może chcecie żebym się dołączył?-spytał spoglądając na nas zalotnie.
-Nie dzięki Kastiel, dobrze się tu bawimy możesz już iść.
-Dopiero przyszedłem. Nie ważne. Roza wychodzi. Tyle.-rzucił po czym wyszedł.
Spojrzałam kątem oka na moją przyjaciółkę. Siedziała bez ruchu. Postanowiłam spytać czy wszystko z nią w porządku. Jednak mi nie odpowiedziała. Westchnęłam cicho i udałam się do pokoju. Rozalia ledwo stała i próbowała założyć buta, co komicznie wyglądało. W mgnieniu oka podszedł do mnie jej chłopak.
-Poradzisz sobie tu z nimi?-zapytał niepewnie.
-Jasne. Jakoś dam radę, w końcu jestem tu z Kamilą.-zapewniłam go z uśmiechem.
-Dobrze. To my będziemy lecieć. Cześć wszystkim.-krzyknął po czym wyszedł razem z białowłosą.
Bardzo do siebie pasują-pomyślałam. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym jakie ma szczęście. Zastanawiałam się tylko co mam zrobić teraz z pozostałymi trzema chłopakami i Kamilą. Zwłaszcza, że nie długo ma wrócić Ania. Podeszłam do Kastiela, który uproczywie coś pisał. Gdy podeszłam do niego schował telefon za sobą lekko zmieszany i zapytał co chcę. Skrzyżowałam ramiona uważnie lustrując go wzrokiem. Byłam pewna, że coś przede mną ukrywa. Tylko co? Miałam już zadać mu pytanie, jednak mnie uprzedził. Powiedział, że ma coś do zrobienia i musi iść. Oczywiście było mi to na rękę, bo nie musiałam się z nim użerać, ale jednak trochę byłam zawiedziona. Może nie był on kimś, z kim byłam bardzo związana, ale na pewno stał się on już jakąś ważną dla mnie częścią życia. Chłopak ubrał się i wyszedł trzaskając drzwiami, co obudziło śpiącego Lysandra. Spojrzał na mnie zdezorientowanym wzrokiem. Rozejżał się po pokoju, po czym wstał. Miał on rozczochrane włosy, które śmiesznie opadały mu na zaspane, dwukolorowe oczy. Uśmiechnęłam się do niego, a on spytał: Gdzie są wszyscy?
-Roza i Leo pojechali do domu, Kastiel wyszedł przed chwilą, a Kamila jest w kuchni.
-A Dajan?
-On...-chwilę się zastanowiłam, ale nie miałam żadnych informacji o miejscu jego przebywania, więc wzruszyłam tylko ramionami.
Przeszłam się po domu w poszukiwaniu go, w końcu znalazłam go w łazience. Biedny siedział ledwo przytomny oparty o pralkę. Zawołałam do siebie resztę. Oboje ciężko westchnęli. Lysander, który ledwo stał, pomógł mi go zanieść i położyć w salonie. Był strasznie ciężki, ale jakoś nam się to udało. Wezwałam taksówkę dla chłopaków. Kamila spytała czy może u mnie przenocować, bo nie chce, żeby rodzice widzieli ją w takim stanie. Od razu się zgodziłam. Nie chciałam, żeby miała kłopoty.
Po około godzinie zostałyśmy same. Siedziałyśmy w moim pokoju na łóżku. Zielonowłosa była strasznie cicha i ograniczała się do krótkich wypowiedzi. Zmartwiłam się, jednak nie chciałam dać tego po sobie poznać.
-Chcę zapalić.-oznajmiłam.-Idziesz ze mną?
-N-nie, zostanę tutaj.-wymruczała.
Westchnęłam cieżko i podeszłam do niej. Złapałam ją za rękę i spojrzałam prosto w twarz. Była strasznie zawstydzona. Zdziwiłam się strasznie tym, ale jej nie puściłam. Co więcej chwyciłam ją jeszcze mocniej. Była dla mnie bardzo bliska, więc chciałam jej pomóc. Cokolwiek by to nie było.
-Powiedz mi o co chodzi. Proszę.
-Sylwia..Ja..-wydukała.-Ja nie chcę ci się po prostu narzucać. Jeżeli chcesz mogę wrócić do domu.
-Nie wygaduj głupstw. Chcę żebyś tu została i kropka.-powiedziałam hardo.-Tylko o to chodziło?-spytałam niepewnie.
-Tak.-uśmiechnęła się.
-To się cieszę.
Udałyśmy się na balkon. Zapaliłam papierosa i zaczęłyśmy rozmawiać. Kamila położyła się na kanapie. Gdy wychodziłam powiedziała mi jeszcze "dobranoc". Wymęczona nie przebierając się położyłam się. Pomyślałam chwilę nad ostatnimi godzinami. Zauważyłam, że ostatnio przed snem bardzo często rozmyślam. Nie zdażało mi się to wcześniej. Jednego byłam pewna. Kamila mnie okłamała. Powiedziała, że zachowywała się tak, bo miała u mnie spać. Wiedziałam, że mnie oszukuje, ale skoro to zrobiła to musiała mieć powód. Prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz