sobota, 14 listopada 2015

Rozdział XIII

            Usiadłam cała obolała na podłodze. Dookoła leżały jakieś puste puszki i butelki. Za oknem dopiero się rozjaśniało, a w pokoju byłam tylko ja. Nigdzie nie mogłam znaleźć swojego telefonu. Na szczęście dalej miałam na sobie swoje ubrania, co trochę mnie uspokoiło. Brakowało tylko mojego buta. Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, ale nic przydatnego nie przychodziło mi do głowy. Pamiętałam tylko jak śpiewałam coś z Rozą i z kimś się kłóciłam. Ale z kim? I o co? Nie miałam bladego pojęcia. Wstałam powoli łapiąc się za głowę, która niemiłosiernie dawała o sobie znać. Wyszłam na korytarz, na którym leżały pozrywane w połowie dekoracje. Zdjęłam mojego buta, bo bardzo nie wygodnie mi się z jednym szło. Na dole zobaczyłam śpiącą Rozalię i robiącą kanapki Kamilę. Podeszłam do dziewczyny, z którą się przywitałam. Zachowywała się bardzo dziwnie. 
-Masz może jakieś tabletki?-spytałam z nadzieją.
-Nie piłam, więc nie brałam ze sobą. A pamiętasz co wczoraj robiłaś?-zapytała z powagą zaplatając ramiona.
-Nic, a nic.-powiedziałam słabo, zgodnie z prawdą.-A powinnam?
Zielonowłosa pokręciła bezradnie głową. 
-Wczoraj byłaś tak pijana, że się nie dziwię. Jak śpiewałaś z Rozą karaoke, to Kas powiedział, że masz o wiele lepszy głos od Debry, która to usłyszała. Zaczęłyście się kłócić i ona wyjechała z tekstem.. Coś w stylu "i tak on kocha tylko mnie". Ty coś powiedziałaś, żeby uważała, bo się może zdziwić. Kastiel się na nią wkurzył, zwyzywał ją. Nie pamiętam dokładnie. I ona się rzuciła na ciebie, ale szybko ją odciągnęliśmy, Leo ją wyprowadził na podwórko. Później ty wybiegłaś i rzuciłaś w nią swoim butem. 
Szczerze, to nie mogłam uwierzyć w jej słowa. Nigdy bym nie pomyślała, że bym była zdolna do czegoś takiego. Chociaż to by wyjaśniało kwestię mojego zaginionego buta. Zastanowiłam się chwilę. Kamila wyglądała na zdenerwowaną. Czy to możliwe, że tak na prawdę szkoda jej Debry? Ciekawa spytałam, czy coś jeszcze pamięta, ale ona milczała. Wędrowała nieobecnym wzrokiem po meblach. Ponowiłam pytanie, sprowadzając ją na ziemię. 
-Nic szczególnego.-spojrzałam na nią z głupkowatym wyrazem twarzy, na co zielonowłosa się zaśmiała. Podała mi mały talerzyk z kilkoma kanapkami, które przygotowała wcześniej. Postawiłam go na stole i wyszłam na podwórko, żeby sprawdzić, czy może przypadkiem nie ma tam mojego buta. Od razu poczułam chłodne powietrze, które dostawało się do środka. Wyszłam na taras i rozejżałam się. Ujrzałam w oddali czarny przedmiot, który leżał na końcu chodnika. Szybko po niego pobiegłam i wróciłam do środka. Postawiłam oba buty obok siebie na korytarzu i weszłam do salonu, gdzie zostawiłam talerzyk. Zobaczyłam siedzącego na kanapie Kastiela, który pałaszował ze smakiem moje jedzenie. 
-Głupku to było moje.-krzynęłam obrażona.
-Też mu to mówiłam.-rzuciła dziewczyna siedząca obok niego.
Chłopak tylko wzruszył ramionami. Usiadłam obok niego i dźgnęłam go w brzuch. Chłopak tylko się do mnie uśmiechnął. 
-Jesteś wredny.-wyjęczałam. 
-Zapomniałaś dodać przystojny i boski, ale wybaczam.
-Ciekawe z której strony.-prychnęła Kamila.
-Z każdej.-wyszczerzył się.
Zrezygnowana poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Na mojej zmęczonej twarzy znajdował się cały rozmazany makijaż. Zmyłam z siebie jego resztki. Poszłam do pokoju, w którym zostawiłam torebkę i wróciłam do toalety. Pomalowałam rzęsy i usta. Włożyłam kosmetyki do kosmetyczki. Zapragnęłam się odświeżyć. Zamknęłam drzwi od łazienki i się rozebrałam. Odsłoniłam zasłonkę, która zakrywała wewnętrzną część wanny. Ledwo powstrzymałam się od krzyku. Zatkałam usta ręką i szybko założyłam ubrania. W śroku leżał cały mokry Lysander. Boże, co by było jakby zobaczył mnie nago? Wolę o tym nie myśleć. Spaliłabym się ze wstydu. Poprawiłam sukienkę i starałam się obudzić białowłosego lekko klepiąc go w twarz, co nie przynosiło efektu. Spanikowana zawołałam Kastiela, który po chwili się zjawił. Gdy tylko zobaczył chłopaka dostał napadu śmiechu. Dopiero po jakimś czasie pozbierał się i go obudził. Lys wyglądał na kompletnie zdziwionego. Kastiel wyprowadził go z łazienki, a ja zamknęłam drzwi. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam na dół. Siedział tam Leo, Roza i jakiś chłopak, którego imienia nie pamiętałam. Przysiadłam się do nich i zaczęliśmy rozmawiać. Po jakimś czasie zjawili się Kastiel i Lysander, który miał jeszcze mokre włosy. Mimowolnie się uśmiechnęłam do chłopaków. Obok mnie usiadł czerwonowłosy i położył rękę na moim ramieniu, którą po chwili zabrał. Spojrzałam na miejsce, na którym jeszcze kilka sekund temu znajdowała się dłoń chłopaka. Zobaczyłam wielkiego pająka na którego widok głośno pisnęłam i wstałam. Wszyscy się na mnie popatrzyli jak na wariatkę i wybuchli śmiechem. Wszyscy oprócz białowłosego, który lustrował Kastiela wzrokiem. Zajęłam swoje miejsce i dałam chłopakowi kuksańca w bok. Pomyślałam sobie wtedy, że wydurnia się jak pięciolatek. Jeszcze ten jego cyniczny uśmieszek. Co ja w nim takiego widzę? 
-Chcecie coś wypić, porobić, czy wracacie?-spytała białowłosa. 
-Ja osobiście muszę nie długo wracać.-rzekł smutno niebieskowłosy.
-Ja też.-powiedziałam.
-To ja też.-rzucił Kas, posyłając mi zalotny uśmiech.
             Po godzinie znaleźliśmy się na naszym osiedlu, nie daleko mojego bloku. Przez całą drogę rozmawialiśmy o mało ważnych rzeczach. Powiedział, że pamięta bardzo dobrze wczorajszy dzień i że na przyszłość nie powinnam tyle pić. Gdy zapytałam go o naszą wczorajszą rozmowę, chłopak jakby lekko się zdenerwował. To było dla mnie niezrozumiałe. Szybko jednak, powiedział, że to zależy od tego, czy chcę z nim być. Nie odpowiedziałam od razu. Miałam w głowie kompletną pustkę. Przeanalizowałam wszystkie za i przeciw. Oczywiście więcej punktów zdobyła strona negatywna. Jednak mimo takiego wyniku, wyraziłam chęć bycia z nim. Kastiel tylko tajemniczo się uśmiechnął. Zaproponowałam mu, żeby do mnie wpadł, na co zaczął się wykręcać, że musi wyprowadzić psa. Nie chciałam się z nim jeszcze rozstawać, więc poszłam tam z nim. Chłopak wyciągnął klucze i otworzył nam drzwi. To był pierwszy raz, gdy byłam u niego w domu. Gdy tylko weszliśmy na chłopaka zaczął skakać pies. Oczywiście po chwili skoczył też na mnie, a ja niezdarnie się przewróciłam wywalając chłopaka. Poczułam wilgotny, szorstki język, który lizał mój policzek i bynajmniej nie był to Kastiel. Podniosłam się do pozycji siedzącej, a właściwie klęczącej. Na podłodze leżał chłopak, który podpierał głowę ręką. Miał roztrzepane włosy, jakby każdy kosmyk żył własnym życiem. Patrzył na mnie ożywionym wzrokiem. Może jestem szalona, ale on wyglądał tak zniewalająco seksownie. Podczołgałam się do niego i zawisłam nad jego twarzą. Zalotnie się uśmiechnął. Chciałam go pocałować, jednak powstrzymałam się. Wstaliśmy oboje i wyszliśmy z psem Kasa. Rzucałam mu patyk od czasu do czasu, a on biegł za nim zabawnie merdając ogonem. W końcu wyszło tak, że Demon nie mógł znaleźć rzuconego przez Kastiela. Pies skoczył na mnie, zostawiając ślady pazurów na moim brzuchu. Chłopak spojrzał na mnie z przejęciem, na co lekko się uśmiechnęłam, mówiąc, że nic się nie stało. Chociaż tak na prawdę czułam mocny ból spowodowany ostrymi szponami. Słońce powoli zachodziło i robiło się coraz zimniej, dlatego Kastiel oddał mi swoją bluzę i mnie przytulił. To było słodkie, jak się o mnie troszczył. Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam kreślić jakiś wzorki na jego klatce. Chłopak tylko się zaśmiał i zawołał do siebie psa. Zapiął mu smycz i zaprowadził do domu. Poczekałam na niego i poszliśmy do mnie. Moja siostra się tylko do nas uśmiechnęła i schowała u siebie. Zawsze tak robiła. Szybko skoczyłam do lodówki. Oboje zjedliśmy i weszliśmy do mojego pokoju. Kastiel dosłownie rzucił na moje łóżko.
-Gdyby nie było twojej siostry moglibyśmy się zabrać za poważniejsze rzeczy.-zaśmiał się.
-Mogliśmy zostać u ciebie.
-Niby tak, ale mój brat by nie długo wrócił. 
-Masz brata?-zapytałam zdziwiona.
-Tak.-westchnął.-jest starszy od mnie i wpada czasami na tydzień, albo dwa.
-Serio? Nie wierzę ci. 
-Myśl co chcesz.-westchnął kolejny raz.-Chodź tu bo nudno tak mi samemu leżeć.-powiedział kładąc mnie na łóżku. 
Położył rękę na moim biodrze i wpił się w moje usta. Zachłannie spijałam każdy pocałunek. Wplotłam ręcę w jego włosy, a on bardziej przyciągnął mnie do siebie. Przejechał językiem po moich ustach, po czym wsunął go w moje rozchylone wargi. Nie wiem jakim cudem, ale tym razem to ja znalazłam się na górze. Wsunęłam rękę pod jego koszulkę i poczułam twarde wyrzeźbione mięśnie. Po chwili leżałam przygnieciona ciężarem chłopaka, którego dłoń znalazła się na mojej piersi. Kastiel oderwał się ode mnie.
-Nieźle się całujesz.-powiedział z uśmiechem.
-Lepiej od ciebie.-rzuciłam zadziornie.
-Może jak cię przeszkolę.
-Dobra, dobra, ale mógłbyś już zabrać tą rękę.
-Sory.-wymruczał przesuwając dłoń na mój brzuch.-Szkoda, że nie masz gitary.-westchnął.
-Anka ma. 
-A przyniesiesz?-zapytał szyderczo.
-Jasne, jasne.
Po chwili wróciłam do pokoju z klasyczną gitarą w dłoni. Podałam ją chłopakowi, który usiadł na podłodze i oparł się o moje łóżko. 
-Raz, dwa, trzy, zamawiam ty śpiewasz.-krzyknął.
-Nie ma mowy.-burknęłam.
-Nie jęcz. Ktoś musi zastąpić Lysandra. A na dodatek śpiewałaś z Rozalią karaoke i teraz też możesz. 
-Ale wtedy było inaczej.-broniłam się.-Chyba, że zaśpiewasz ze mną to się zgodzę.
-Chciałabyś.-rzucił.
-A żebyś wiedział, że bym chciała. 
-Nie ma mowy.-zacytował mnie.
-No dajesz Kas, wierzę w ciebie.-zaśmiałam się.-Może nie będzie aż tak źle.-powiedziałam z wrednym uśmieszkiem.
-Dobra.-warknął.-Ale jak komuś powiesz, to cię zabiję, poćwiartuje itd.
-Zgoda.-uśmiechnęłam się.
             Po kilku sekundach z gitary dało się usłyszeć pierwsze dźwięki. Położyłam się na łóżku i spuściłam głowę w dół. Spojrzałam na chłopaka, który w skupieniu pociągał za struny. Widziałam cień uśmiechu na jego twarzy. Jednak nie jest taki zły jak się wydaje.
              Niebieskowłosa dziewczyna siedziała na łóżku, trzymając laptopa. Uśmiechnęła się na samą myśl o chłopaku, który przyszedł do jej siostry. To okropne uczucie zazdrości rozdzierało ją od środka. Była pewna tego, że nie powie nic dla szatynki. Bo, po co? Żeby rozpętać kłótnię, która przerodzi się w nienawiść? Nie chciała tego. Nie chciała zdradzać swojej krewnej, nad którą sprawowała opiekę. Wolałaby, żeby dziewczyna mieszkała z matką. Nie musiałaby się nią w żaden sposób przejomać. Byłaby dla niej obojętna, a jedyne co by je łączyło to więzy krwi. Jednakże wiedziała, że to nie możliwe. Musiała sama sobie poradzić ze swoimi uczuciami, nawet aż tak bardzo go przypominał. Ścisnęła usta w wąską linię, a po jej policzku zaczęły spływać łzy. Czy aż tak bardzo się zmieniła, że chłopak jej nie poznał? Czy może było to jednostronne uczucie? Do pokoju weszła jej siostra. Ania otarła łzy i spytała swoją zmartwioną siostrę, czy coś się stało. Sylwia dokładnie przyjrzała się siostrze, która zrzuciła winę na bardzo smutny moment w filmie, który rzekomo przed chwilą oglądała. Czarnowłosa przyjęła tą wersję i zapytała o instrument. Ania wskazała na miejsce, w którym już dość długo leżał. Żadko na nim grała. To zwykle zależało od jej humoru. Tamten chłopak podziwiał jej umiejętności grania na gitarze, która zawsze jej o nim przypominała. Gdy drzwi do jej pokoju zatrzasnęły się, odczuła lekką ulgę. Zawsze musiała udawać uśmiechniętą i wesołą dziewczynę. Udawała kogoś kim nie jest oszukując samą siebię. Przytuliła się do poduszki i zasnęła dalej łkając. 

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział XII-Halloween

Rozdział ten jest taki troszeczkę Halloweenowy, ale nie jest czymś w rodzaju one-shota. Może kiedyś taki powstanie ;) Dopiero co go napisałam dlatego, dopiero teraz go wstawiam. Mam nadzieję, że osoby świętujące dobrze się bawiły (*^▽^*).



             Znudzona lekcją spojrzałam na telefon. Niestety nie było tam nic, co przyciągnęłoby moją uwagę. Wstałam leniwie się rozciągając, gdy tylko zadzwonił dzwonek. Spakowałam wszystko do torby, którą zręcznie pochwyciłam i wyszłam na korytarz. Wolnym krokiem podeszłam pod salę, w której miała się odbyć następna, a za razem ostatnia lekcja. Obok mnie usiadła dziewczyna z mojej klasy. Uśmiechnęła się i zaczęła szukać czegoś w swojej torbie. Podkuliłam pod siebie nogi i oparłam na nich ręce. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. Chciałam o niczym nie myśleć, po prostu się zrelaksować. Słyszałam najmniejszy szmer w mojej okolicy.
-Buu!-ktoś burknął łapiąc mnie za ramiona, wywołując mój niekontrolowany krzyk.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na białowłosą ze złością.
-Chcesz żebym zeszła na zawał?-spytałam z wyrzutem.
-Nie, ale śmiesznie było.-uśmiechnęła się szeroko.
-Śmiesznie jak dla kogo. Jeszcze się za to zemszczę.
-Dobra, dobra. Tylko rób to jak będziesz miała genialny pomysł. Mnie nie łatwo przestraszyć.-rzuciła dumnie bijąc się w pierś.-A właśnie, á propos straszenia, przyjdziesz do mnie na imprezę.
-To pytanie?
-No chyba oczywiste, że i tak masz przyjść, więc stwierdzam fakty.
-Kiedy?
-W Halloween!-powiedziała uradowana.
-Ktoś jeszcze przyjdzie?-spytałam uważnie.
-A czy ty myślisz, że ja nie mam znajomych? Jasne, że przyjdą. Zaprosiłam już z 30 osób.
-Roza.-złapałam się za głowę.-gdzie ty ich wszystkich zmieścisz?
-No..-zastanowiła się chwilę.-u Lysia, idę mu to powiedzieć. Pa Syśka.-powiedziała biegnąc w stronę wyjścia.
           Po kolejnych 45 minutach, w końcu mogłam wyjść ze szkoły. Pogoda nawet dopisywała, bo jak na jesień było dość ciepło. Postanowiłam przejść się przez park. Nie miałam zbyt wielkiej potrzeby szybkiego wracania do domu. Co jakiś czas spadały mi na głowę jesienne liście. Przez korony drzew przedostawały się promienie słońca. W końcu weszłam do domu. Ania siedziała w salonie przeglądając gazetkę. Przywitałam się z nią i usiadłam obok.
-Co czytasz?-zapytałam.
-Oglądam przebrania. Idę w sobotę na imprezkę.
-Tę sobotę?
-Tak, tak. Taki jeden chłopak mnie zaprosił.-powiedziała rumieniąc się.
-Uu to super. A kto to taki?-spytałam ciekawa.
-Nic ci na razie nie powiem.-oznajmiła wystawiając język.
-No niech będzie. Lepiej pokaż mi tą gazetę. Ja też w sobotę wychodzę. Koleżanka mnie do siebie zaprosiła.-uśmiechnęłam się.
-O to wspaniale. Mogę ci dać trochę kasy jak chcesz. A jak tam z tym chłopakiem? Jak mu było..A! Z Kastielem?-zapytała ucieszona, a ja wzdrygnęłam się na dźwięk jego imienia. Może coś do niego czułam, a może to po prostu dlatego, że się o niego "troszczyłam". Sama nie wiem.
-Ma inną.-odpowiedziałam beznamiętnie, przerzucając stronę.
-Ale jak to? Nie wierzę. On jest głupi czy co?-oburzona zaplotła ramiona.
-Możliwe.-uśmiechnęłam się.-Jego nowa dziewczyna, to tak na prawdę jego była, która go kiedyś wykorzystała.
-Czyli jednak jest głupi.-westchnęła.-To co z tym zrobisz?-zapytała skupiając na mnie wzrok.
-Jak to co zrobię?-spytałam nierozumiejąc.
-No chyba tak tego nie zostawisz?! Takie ciacho z niego, a w dodatku na ciebie leci. Co ty tu jeszcze robisz? Trzeba się pozbyć tej laski.
-Za bardzo się w to wczuwasz. Ja się poddałam, więc się tak nie emocjonuj.
-Głupia jesteś?-spytała łapiąc mnie za rękę.-Walcz. Rozumiesz? Jeżeli nie dla siebie, to dla niego.
-Lepiej mi pomóż wybrać jakieś przebranie.
Po jakimś czasie niebieskowłosa zaczęła przeglądać ze mną stroje. Najbardziej spodobał mi się strój wampirzycy, ale jednak zdecydowałam, że poproszę Rozę o pomoc w wyborze kostiumu. W końcu ona się na tym najlepiej zna. Moja siostra wybrała strój pielęgniarki. Gdy ona poszła robić nam coś do jedzenia, ja napisałam do białowłosej sms-a. Po chwili uzyskałam odpowiedź, że jutro po lekcjach idziemy do sklepu i żebym znalazła sobie chłopaka, z którym pójdę. Nie miałam kompletnie do tego głowy, a to już po jutrze. Nie mogąc się powstrzymać, zapytałam Rozę, czy zaprosiła czerwonowłosego. Moje serce szybciej zabiło, gdy otrzymałam odpowiedź twierdzącą.
            Czekałam na białowłosą już ponad 15 minut. Przez myśl przeleciały mi różne scenariusze. Może zapomniała? Nie, to nie w jej stylu. Prędzej coś ją zatrzymało. Wyciągnęłam telefon i gdy wybierałam jej numer, zjawiła się u mojego boku. Przeprosiła mnie za to, że musiałam czekać. Musiała pożyczyć coś od dziewczyny z klasy. Poszłyśmy na przystanek, gdzie spotkałyśmy Ninę, którą, jak się okazało, Rozalia też zaprosiła. Gimnazjalistka ogromnie się ucieszyła, na wieść, że impreza odbędzie się w domu Lysandra. Wsiadłyśmy do autobusu zostawiając dziewczynę, która stała tam dalej, z ogromnym bananem na twarzy. Nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać.
-Uważaj, bo niedługo ty się tak będziesz zachowywała.-powiedziała Rozalia zachowując kamienną twarz, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
Dziewczyna opowiedziała mi kilka ciekawych rzeczy na temat małej blondynki. Jest ona ogromną fanką Lysa i jako jedyna należy do jego fanclubu. Mimo, że chodzi do ostatniej klasy gimnazjum, to ciągle przychodzi pod liceum, żeby zobaczyć białowłosego. Podeszłyśmy do sklepu, w którym były same straszne rzeczy. Od plastikowych pająków, które wprost urzekły białowłosą do peruk. Roza kupiła kilka dekoracyjnych rzeczy, a ja przeglądałam sukienki. Spodobała mi się jedna, ale dziewczyna powiedziała, że materiał z którego została uszyta jest okropny i strasznie szybko się zniszy. Zdałam się na jej wybór. Po przejściu się po 7 różnych sklepach w końcu coś wpadło w oko dla Rozy. Dała mi do przymierzenia sukienkę. Była ona czarnego koloru. Miała średniej grubości ramiączka, miała narysowany biały szkielet i rozszerzała się od pasa w dół. Osobiście bardzo przypadła mi do gustu. Kupiłam ją dość tanio. Roza spytała mnie czy już wymyśliłam z jakim chłopakiem pójdę na na bal. Oczywiście, nie miałam o tym zielonego pojęcia.
-A ty z kim idziesz Roza?
-Prawdopodobnie z Leo.
-Pogodziliście się?
-Nie, ale skoro tam będzie, to każdy może myśleć, że z nim tam jestem.
-Rozumiem. A masz może pomysł, z kim mogłabym tam pójść?-spytałam z nadzieją.
-No to wiem, że Nataniel idzie z Melanią, Dajan z Kamilą, Lysio z tego co wiem idzie z Niną. Możesz spytać Dake'a.-zaśmiała się.-Brakuje ci jeszcze podkolanówek. Idziemy.-rzuciła ciągnąc mnie w stronę sklepu.
Czy to dobry pomysł, żebym z nim poszła? W końcu po tym jak ostatnim razem go spotkałam to raczej wątpie, że będzie bardzo szczęśliwy z powodu, że mnie zobaczy. Byłam dla niego taka nie miła, a to wszystko dlatego, że się tak dziwnie zachowywał. Może powinnam go za to przeprosić? Sama już nie wiem. Im dużej o tym myślę, tym bardziej przechodzi mi ochota na pójście tam. Rozalia podała mi to co kupiła i poszłyśmy na przystanek. Mój autobus przyjechał pierwszy, więc pożegnałam dziewczynę i wsiadłam. Zajęłam miejsce na końcu przy oknie. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na numer, który należał do blondyna. Wpatrywałam się w niego już kilka minut, aż w końcu się przełamałam i zadzwoniłam. Po dwóch sygnałach odebrał.
-Cześć. Już myślałem, że nigdy nie zadzwonisz.
-No widzisz, a jednak.
-A kto dzwoni?-zrobiłam typowego facepalma.
-Sylwia.
-Sylwia, Sylwia, Sylwia. Aa Sylwia, co tam u ciebie?
-A w porządku. Zastanawiałam się, czy idziesz z kimś na imprezę do Rozalii.
-Idę z tobą piękna.
-Super.-rzuciłam cynicznie.-To co i jak?
-Może się spotkamy dzisiaj?
-Jestem umówiona z siostrą do kina.-skłamałam.
-Spoko. To jutro wpadne po ciebie o 16 dobra?
-Ok. To pa.
-Do zobaczenia.
Rozłączyłam się. Nie bardzo chciałam się z nim spotykać poza tą imprezą. Nie znałam go za dobrze. Nie wiem, czy po prostu się bałam, czy może go nie lubiłam.
                 Była godzina 15:00, a do przyjazdu blondyna pozostała godzina. Zrobiłam sobie szybki makijaż. Miałam całą białą twarz, dookoła oczu czarne cienie i czerwone usta. Ubrałam się w kupione wczoraj ciuchy. Spojrzałam w lustro. Bardzo podobały mi się te ubrania, ogólnie mój wygląd. Wielka szkoda, że tak mogę ubrać się tylko raz w roku. Spojrzałam na zegarek. Była 15:46. Dość dużo czasu mi to zajęło. Założyłam buty na obcasach i czekałam na chłopaka. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dostałam sms-a od Dake'a. Napisał mi, że czeka na dole. Zeszłam szybko po schodach uważając przy okazji na to, by się nie zabić. Przy motorze stał blondyn. Miał on na głowie diabelskie różki. Był w niebieskiej koszuli i czarnych dżinsach. Zdziwiło mnie, że nie ma żadnego fikuśnego przebrania, ale kto co lubi. Przywitał mnie komplementem i powiedział, żebym wsiadała na motor. Oczywiście to była moja pierwsza przejażdżka czymś takim więc okropnie się bałam. Chłopak podał mi kask i powiedział żebym mocno się trzymała. Oplotłam go rękoma i przylgnęłam do jego pleców. Jechał z dość dużą prędkością. Przez całą drogę towarzyszyła mi myśl, że zaraz możemy zginąć, ale gdy w końcu się zatrzymaliśmy lekko żałowałam, że to już koniec. Ruszyliśmy pod drzwi domu Lysa, z którego dobiegały śpiewt i okropnie głośna muzyka. Chłopak otworzył przede mną drzwi. W środku było pełno Halloweenowych dekoracji. Napisy, rysunki, dynie, serpentyny, dużo tego było. Widziałam przeróżne kostiumy. Wilkołaki, wampiry, duchy, skrzaty, wróżki. Oczywiście były też osoby z jakimś make-upem i tyle. W tłumie wyłapałam Kamilę i Lysandra, którzy ze sobą tańczyli. I jak na razie tylko tyle znajomych twarzy. Dake też gdzieś zniknął. Poczułam jak jakiś chłopak łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę parkietu. Miał on niebieskie włosy i był ubrany ekstrawagancko. Nie mając co robić przetańczyłam z nim dwie piosenki. Podeszliśmy do stołu z napojami. Powiedział, że nazwya się Alexy. Był bardzo miły i wyglądał bardzo ciekawie. Napiłam się pierwszej lepszej rzeczy, która była pod ręką i wyruszyłam w poszukiwaniu organizatorki imprezy. Siedziała ona na schodach całując się z Leo, więc postanowiłam im nie przeszkadzać. Po jakimś czasie wypita i zmęczona tańcem wyszłam na podwórko. Wdychałam świeże powietrze, gdy usłyszałam z boku domu czyjąś rozmowę. Wiedziałam, że nie powinnam podsłuchiwać, ale tym razem ciekawość wzięła górę. Podeszłam ostrożnie bliżej. Stała tam Debra. Tym bardziej chciałam usłyszeć o czym rozmawia.
-Tak, tak. Kastiel się nie dowie. Jestem pewna, że się zgodzi. Przecież i tak później się go pozbędziemy.-czego się nie dowie? zrobiłam krok bliżej, żeby lepiej słyszeć, ale popchnęłam niechcący kwiatek, który spadł i się rozbił.-Poczekaj, bo ktoś tu chyba jest strasznie ciekawski.-wbiegłam szybko do środka.
Jedyne co teraz pragnęłam to znaleźć czerwonowłosego. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii.
-Tutaj jesteś Charlotte. W końcu cię znalazłem.
Odwróciłam się w stronę osoby, która do mnie mówiła. Spojrzałam na niego z niezrozumieniem.
-Przepraszam, pomyłka.-powiedział zawstydzony chłopak drapiąc się po głowie, na co tylko się uśmiechnęłam.
Zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka. Bardzo chciałam iść zatańczyć, ale gdy tylko zobaczyłam czerwone włosy, zaczęłam iść w stronę chłopaka. Na moje nieszczęście wpadłam na Dake'a, który porwał mnie do tańca. Bardzo dobrze tańczy, muszę to przyznać. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliło bardzo nie wiele. Nie chciałam żeby mnie pocałował. Zręcznie wywinęłam się z jego objęć i poszłam w stronę, gdzie ostatnio widziałam czerwoną czuprynę. Niestety go już tam nie było. Zrezygnowana odwróciłam się w stronę wyjścia, gdy drzwi się otworzyły. Mało brakowało, a bym dostała nimi w głowę. W drzwiach stał czerwonowłosy. Zamilkłam. Nie miałam pojęcia co powiedzieć i tałam w bez ruchu. Chłopak usiadł na krześle. Miał na plecach czerwoną pelerynkę i rogi takie jak Dake. Spojrzał na mnie z podniesioną brwią. Stanęłam na przeciwko niego.
-Cześć.-powiedziałam niepewnie.
-Już myślałem, że na serio dasz się pocałować temu debilowi.
-O czym ty..A mówisz o Dake'u. Widziałeś?
-No skoro to mówię to chyba raczej tak.-burknął.
-Zazdrosny jestes?-zaśmiałam się pogardliwie.
-No jasne. Zwłaszcza, że jak na razie tylko ja cię całowałem.
-Skąd możesz to wiedzieć.
-Bo nie zaprzeczasz.
-Ty.. Nie ważne. Muszę ci coś powiedzieć.
-Zakładam, że wiem o co chodzi, ale mów.
-Chodzi o Debrę. Pewnie się zaraz wkurzysz, ale ona cię tylko wykorzystuje. Słyszałam jak..
-Czekaj.-przerwał mi.-Po co ty mi to mówisz?-spytał.-Myślałem że mi wyjedziesz z jakiś tekstem "zostaw ją, ja jestem lepsza", a ty mi takie scenki odwalasz? Dobrze wiem, co ona chce i nie pozwole jej się wykorzystać drugi raz. Rozumiesz?
To mnie kompletnie zbiło z tropu. Wie, że go wykorzystuje, ale jej się daje? To nie na moją głowę.
-To dlaczego z nią jesteś?
-Bo będę miał z tego zysk. Nie tylko ja, ale nasz cały zespół.
-Ale.. Czemu mi nic nie powiedziałeś!?
-Bo słodko wyglądasz jak jesteś zazdrosna.-powiedział kładąc mi rękę na policzku.
Byłam na niego okropnie zła, ale gdy spojżał w moje oczy, cała złość mi przeszła. Jakby wyparowała.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki.-odpowiedziałam rumieniąc się.
Jego brązowe oczy zalśniły. Mój oddech stawał się nierówny. Nawet nie wiem kiedy moja ręka powędrowała na jego szyję.
-Kastiel.
-Hm?
Chciałam mu to powiedzieć. Głos uwiązł mi w gardle i poczułam motyle w brzuchu. Próbowałam coś wydukać. Co przychodziło mi z wielkim trudem. W końcu kiedyś i tak musiałabym mu to powiedzieć. Sama nie byłam do końca pewna swoich uczuć, ale to, że za każdym razem, gdy go widzę, słyszę lub ktoś o nim wspomina i moje serve zaczyna szybciej bić, musi coś oznaczać. Trudno, może mnie odrzucić, ale dam radę. Wdech, wydech.
-Kocham cię.-powiedziałam z uśmiechem.
-Wiem.-powiedział zbliżając do mnie swoją twarz. Zatrzymałam go ruchem ręki. Spojrzał na mnie pytająco.
-A ty?
-Myślałem, że to oczywiste.-westchnął.-Ja też cię kocham.
Pokonał przestrzeń dzielącą nasze usta. Całował mnie z początku delikatnie, a później coraz bardziej zachłannie i namiętnie. Oparliśmy się o ścianę. W pewnym momencie otworzyły się drzwi. Odsunęliśmy się od siebie. Do środka weszła Roza. Uśmiechnęła się pod nosem na nasz widok.
-Co robicie?-spytała z chytrym uśmieszkiem.
-Gadamy.-rzucił Kastiel.
-Widać.-zaśmiała się.-Tylko zetrzyj szminkę zanim wyjdziesz.
Dotknęłam swoich ust i spojrzałam na chłopaka, który miał na twarzy moją pomadkę. Mimowolnie się zaśmiałam.
-Jak wam się podoba?-spytała.
-Jest super.-rzekłam.
-Super to będzie jak zobaczysz co przygotowałam dla Amber.-zaśmiała się złowieszczo.
Po chwili usłyszeliśmy głośny krzyk dobiegający z salonu. Blondwłosa dziewczyna z kręconymi włosami biegała dookoła próbójąc strzepnąć z głowy plastikowe pająki. Była cała w czerwonej farbie, która skapywała na podłogę. Wszyscy mieli z niej ogromny ubaw. Poszliśmy na górę, gdzie razem z Rozalią piłyśmy i śpiewałyśmy piosenki karaoke. Po jakimś czasie urwał mi się film.

---------------------------
Zapraszam do komentowania. ;)