Rozdział ten jest taki troszeczkę Halloweenowy, ale nie jest czymś w rodzaju one-shota. Może kiedyś taki powstanie ;) Dopiero co go napisałam dlatego, dopiero teraz go wstawiam. Mam nadzieję, że osoby świętujące dobrze się bawiły (*^▽^*).
Znudzona lekcją spojrzałam na telefon. Niestety nie było tam nic, co przyciągnęłoby moją uwagę. Wstałam leniwie się rozciągając, gdy tylko zadzwonił dzwonek. Spakowałam wszystko do torby, którą zręcznie pochwyciłam i wyszłam na korytarz. Wolnym krokiem podeszłam pod salę, w której miała się odbyć następna, a za razem ostatnia lekcja. Obok mnie usiadła dziewczyna z mojej klasy. Uśmiechnęła się i zaczęła szukać czegoś w swojej torbie. Podkuliłam pod siebie nogi i oparłam na nich ręce. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. Chciałam o niczym nie myśleć, po prostu się zrelaksować. Słyszałam najmniejszy szmer w mojej okolicy.
-Buu!-ktoś burknął łapiąc mnie za ramiona, wywołując mój niekontrolowany krzyk.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na białowłosą ze złością.
-Chcesz żebym zeszła na zawał?-spytałam z wyrzutem.
-Nie, ale śmiesznie było.-uśmiechnęła się szeroko.
-Śmiesznie jak dla kogo. Jeszcze się za to zemszczę.
-Dobra, dobra. Tylko rób to jak będziesz miała genialny pomysł. Mnie nie łatwo przestraszyć.-rzuciła dumnie bijąc się w pierś.-A właśnie, á propos straszenia, przyjdziesz do mnie na imprezę.
-To pytanie?
-No chyba oczywiste, że i tak masz przyjść, więc stwierdzam fakty.
-Kiedy?
-W Halloween!-powiedziała uradowana.
-Ktoś jeszcze przyjdzie?-spytałam uważnie.
-A czy ty myślisz, że ja nie mam znajomych? Jasne, że przyjdą. Zaprosiłam już z 30 osób.
-Roza.-złapałam się za głowę.-gdzie ty ich wszystkich zmieścisz?
-No..-zastanowiła się chwilę.-u Lysia, idę mu to powiedzieć. Pa Syśka.-powiedziała biegnąc w stronę wyjścia.
Po kolejnych 45 minutach, w końcu mogłam wyjść ze szkoły. Pogoda nawet dopisywała, bo jak na jesień było dość ciepło. Postanowiłam przejść się przez park. Nie miałam zbyt wielkiej potrzeby szybkiego wracania do domu. Co jakiś czas spadały mi na głowę jesienne liście. Przez korony drzew przedostawały się promienie słońca. W końcu weszłam do domu. Ania siedziała w salonie przeglądając gazetkę. Przywitałam się z nią i usiadłam obok.
-Co czytasz?-zapytałam.
-Oglądam przebrania. Idę w sobotę na imprezkę.
-Tę sobotę?
-Tak, tak. Taki jeden chłopak mnie zaprosił.-powiedziała rumieniąc się.
-Uu to super. A kto to taki?-spytałam ciekawa.
-Nic ci na razie nie powiem.-oznajmiła wystawiając język.
-No niech będzie. Lepiej pokaż mi tą gazetę. Ja też w sobotę wychodzę. Koleżanka mnie do siebie zaprosiła.-uśmiechnęłam się.
-O to wspaniale. Mogę ci dać trochę kasy jak chcesz. A jak tam z tym chłopakiem? Jak mu było..A! Z Kastielem?-zapytała ucieszona, a ja wzdrygnęłam się na dźwięk jego imienia. Może coś do niego czułam, a może to po prostu dlatego, że się o niego "troszczyłam". Sama nie wiem.
-Ma inną.-odpowiedziałam beznamiętnie, przerzucając stronę.
-Ale jak to? Nie wierzę. On jest głupi czy co?-oburzona zaplotła ramiona.
-Możliwe.-uśmiechnęłam się.-Jego nowa dziewczyna, to tak na prawdę jego była, która go kiedyś wykorzystała.
-Czyli jednak jest głupi.-westchnęła.-To co z tym zrobisz?-zapytała skupiając na mnie wzrok.
-Jak to co zrobię?-spytałam nierozumiejąc.
-No chyba tak tego nie zostawisz?! Takie ciacho z niego, a w dodatku na ciebie leci. Co ty tu jeszcze robisz? Trzeba się pozbyć tej laski.
-Za bardzo się w to wczuwasz. Ja się poddałam, więc się tak nie emocjonuj.
-Głupia jesteś?-spytała łapiąc mnie za rękę.-Walcz. Rozumiesz? Jeżeli nie dla siebie, to dla niego.
-Lepiej mi pomóż wybrać jakieś przebranie.
Po jakimś czasie niebieskowłosa zaczęła przeglądać ze mną stroje. Najbardziej spodobał mi się strój wampirzycy, ale jednak zdecydowałam, że poproszę Rozę o pomoc w wyborze kostiumu. W końcu ona się na tym najlepiej zna. Moja siostra wybrała strój pielęgniarki. Gdy ona poszła robić nam coś do jedzenia, ja napisałam do białowłosej sms-a. Po chwili uzyskałam odpowiedź, że jutro po lekcjach idziemy do sklepu i żebym znalazła sobie chłopaka, z którym pójdę. Nie miałam kompletnie do tego głowy, a to już po jutrze. Nie mogąc się powstrzymać, zapytałam Rozę, czy zaprosiła czerwonowłosego. Moje serce szybciej zabiło, gdy otrzymałam odpowiedź twierdzącą.
Czekałam na białowłosą już ponad 15 minut. Przez myśl przeleciały mi różne scenariusze. Może zapomniała? Nie, to nie w jej stylu. Prędzej coś ją zatrzymało. Wyciągnęłam telefon i gdy wybierałam jej numer, zjawiła się u mojego boku. Przeprosiła mnie za to, że musiałam czekać. Musiała pożyczyć coś od dziewczyny z klasy. Poszłyśmy na przystanek, gdzie spotkałyśmy Ninę, którą, jak się okazało, Rozalia też zaprosiła. Gimnazjalistka ogromnie się ucieszyła, na wieść, że impreza odbędzie się w domu Lysandra. Wsiadłyśmy do autobusu zostawiając dziewczynę, która stała tam dalej, z ogromnym bananem na twarzy. Nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać.
-Uważaj, bo niedługo ty się tak będziesz zachowywała.-powiedziała Rozalia zachowując kamienną twarz, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
Dziewczyna opowiedziała mi kilka ciekawych rzeczy na temat małej blondynki. Jest ona ogromną fanką Lysa i jako jedyna należy do jego fanclubu. Mimo, że chodzi do ostatniej klasy gimnazjum, to ciągle przychodzi pod liceum, żeby zobaczyć białowłosego. Podeszłyśmy do sklepu, w którym były same straszne rzeczy. Od plastikowych pająków, które wprost urzekły białowłosą do peruk. Roza kupiła kilka dekoracyjnych rzeczy, a ja przeglądałam sukienki. Spodobała mi się jedna, ale dziewczyna powiedziała, że materiał z którego została uszyta jest okropny i strasznie szybko się zniszy. Zdałam się na jej wybór. Po przejściu się po 7 różnych sklepach w końcu coś wpadło w oko dla Rozy. Dała mi do przymierzenia sukienkę. Była ona czarnego koloru. Miała średniej grubości ramiączka, miała narysowany biały szkielet i rozszerzała się od pasa w dół. Osobiście bardzo przypadła mi do gustu. Kupiłam ją dość tanio. Roza spytała mnie czy już wymyśliłam z jakim chłopakiem pójdę na na bal. Oczywiście, nie miałam o tym zielonego pojęcia.
-A ty z kim idziesz Roza?
-Prawdopodobnie z Leo.
-Pogodziliście się?
-Nie, ale skoro tam będzie, to każdy może myśleć, że z nim tam jestem.
-Rozumiem. A masz może pomysł, z kim mogłabym tam pójść?-spytałam z nadzieją.
-No to wiem, że Nataniel idzie z Melanią, Dajan z Kamilą, Lysio z tego co wiem idzie z Niną. Możesz spytać Dake'a.-zaśmiała się.-Brakuje ci jeszcze podkolanówek. Idziemy.-rzuciła ciągnąc mnie w stronę sklepu.
Czy to dobry pomysł, żebym z nim poszła? W końcu po tym jak ostatnim razem go spotkałam to raczej wątpie, że będzie bardzo szczęśliwy z powodu, że mnie zobaczy. Byłam dla niego taka nie miła, a to wszystko dlatego, że się tak dziwnie zachowywał. Może powinnam go za to przeprosić? Sama już nie wiem. Im dużej o tym myślę, tym bardziej przechodzi mi ochota na pójście tam. Rozalia podała mi to co kupiła i poszłyśmy na przystanek. Mój autobus przyjechał pierwszy, więc pożegnałam dziewczynę i wsiadłam. Zajęłam miejsce na końcu przy oknie. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na numer, który należał do blondyna. Wpatrywałam się w niego już kilka minut, aż w końcu się przełamałam i zadzwoniłam. Po dwóch sygnałach odebrał.
-Cześć. Już myślałem, że nigdy nie zadzwonisz.
-No widzisz, a jednak.
-A kto dzwoni?-zrobiłam typowego facepalma.
-Sylwia.
-Sylwia, Sylwia, Sylwia. Aa Sylwia, co tam u ciebie?
-A w porządku. Zastanawiałam się, czy idziesz z kimś na imprezę do Rozalii.
-Idę z tobą piękna.
-Super.-rzuciłam cynicznie.-To co i jak?
-Może się spotkamy dzisiaj?
-Jestem umówiona z siostrą do kina.-skłamałam.
-Spoko. To jutro wpadne po ciebie o 16 dobra?
-Ok. To pa.
-Do zobaczenia.
Rozłączyłam się. Nie bardzo chciałam się z nim spotykać poza tą imprezą. Nie znałam go za dobrze. Nie wiem, czy po prostu się bałam, czy może go nie lubiłam.
Była godzina 15:00, a do przyjazdu blondyna pozostała godzina. Zrobiłam sobie szybki makijaż. Miałam całą białą twarz, dookoła oczu czarne cienie i czerwone usta. Ubrałam się w kupione wczoraj ciuchy. Spojrzałam w lustro. Bardzo podobały mi się te ubrania, ogólnie mój wygląd. Wielka szkoda, że tak mogę ubrać się tylko raz w roku. Spojrzałam na zegarek. Była 15:46. Dość dużo czasu mi to zajęło. Założyłam buty na obcasach i czekałam na chłopaka. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dostałam sms-a od Dake'a. Napisał mi, że czeka na dole. Zeszłam szybko po schodach uważając przy okazji na to, by się nie zabić. Przy motorze stał blondyn. Miał on na głowie diabelskie różki. Był w niebieskiej koszuli i czarnych dżinsach. Zdziwiło mnie, że nie ma żadnego fikuśnego przebrania, ale kto co lubi. Przywitał mnie komplementem i powiedział, żebym wsiadała na motor. Oczywiście to była moja pierwsza przejażdżka czymś takim więc okropnie się bałam. Chłopak podał mi kask i powiedział żebym mocno się trzymała. Oplotłam go rękoma i przylgnęłam do jego pleców. Jechał z dość dużą prędkością. Przez całą drogę towarzyszyła mi myśl, że zaraz możemy zginąć, ale gdy w końcu się zatrzymaliśmy lekko żałowałam, że to już koniec. Ruszyliśmy pod drzwi domu Lysa, z którego dobiegały śpiewt i okropnie głośna muzyka. Chłopak otworzył przede mną drzwi. W środku było pełno Halloweenowych dekoracji. Napisy, rysunki, dynie, serpentyny, dużo tego było. Widziałam przeróżne kostiumy. Wilkołaki, wampiry, duchy, skrzaty, wróżki. Oczywiście były też osoby z jakimś make-upem i tyle. W tłumie wyłapałam Kamilę i Lysandra, którzy ze sobą tańczyli. I jak na razie tylko tyle znajomych twarzy. Dake też gdzieś zniknął. Poczułam jak jakiś chłopak łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę parkietu. Miał on niebieskie włosy i był ubrany ekstrawagancko. Nie mając co robić przetańczyłam z nim dwie piosenki. Podeszliśmy do stołu z napojami. Powiedział, że nazwya się Alexy. Był bardzo miły i wyglądał bardzo ciekawie. Napiłam się pierwszej lepszej rzeczy, która była pod ręką i wyruszyłam w poszukiwaniu organizatorki imprezy. Siedziała ona na schodach całując się z Leo, więc postanowiłam im nie przeszkadzać. Po jakimś czasie wypita i zmęczona tańcem wyszłam na podwórko. Wdychałam świeże powietrze, gdy usłyszałam z boku domu czyjąś rozmowę. Wiedziałam, że nie powinnam podsłuchiwać, ale tym razem ciekawość wzięła górę. Podeszłam ostrożnie bliżej. Stała tam Debra. Tym bardziej chciałam usłyszeć o czym rozmawia.
-Tak, tak. Kastiel się nie dowie. Jestem pewna, że się zgodzi. Przecież i tak później się go pozbędziemy.-czego się nie dowie? zrobiłam krok bliżej, żeby lepiej słyszeć, ale popchnęłam niechcący kwiatek, który spadł i się rozbił.-Poczekaj, bo ktoś tu chyba jest strasznie ciekawski.-wbiegłam szybko do środka.
Jedyne co teraz pragnęłam to znaleźć czerwonowłosego. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii.
-Tutaj jesteś Charlotte. W końcu cię znalazłem.
Odwróciłam się w stronę osoby, która do mnie mówiła. Spojrzałam na niego z niezrozumieniem.
-Przepraszam, pomyłka.-powiedział zawstydzony chłopak drapiąc się po głowie, na co tylko się uśmiechnęłam.
Zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka. Bardzo chciałam iść zatańczyć, ale gdy tylko zobaczyłam czerwone włosy, zaczęłam iść w stronę chłopaka. Na moje nieszczęście wpadłam na Dake'a, który porwał mnie do tańca. Bardzo dobrze tańczy, muszę to przyznać. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliło bardzo nie wiele. Nie chciałam żeby mnie pocałował. Zręcznie wywinęłam się z jego objęć i poszłam w stronę, gdzie ostatnio widziałam czerwoną czuprynę. Niestety go już tam nie było. Zrezygnowana odwróciłam się w stronę wyjścia, gdy drzwi się otworzyły. Mało brakowało, a bym dostała nimi w głowę. W drzwiach stał czerwonowłosy. Zamilkłam. Nie miałam pojęcia co powiedzieć i tałam w bez ruchu. Chłopak usiadł na krześle. Miał na plecach czerwoną pelerynkę i rogi takie jak Dake. Spojrzał na mnie z podniesioną brwią. Stanęłam na przeciwko niego.
-Cześć.-powiedziałam niepewnie.
-Już myślałem, że na serio dasz się pocałować temu debilowi.
-O czym ty..A mówisz o Dake'u. Widziałeś?
-No skoro to mówię to chyba raczej tak.-burknął.
-Zazdrosny jestes?-zaśmiałam się pogardliwie.
-No jasne. Zwłaszcza, że jak na razie tylko ja cię całowałem.
-Skąd możesz to wiedzieć.
-Bo nie zaprzeczasz.
-Ty.. Nie ważne. Muszę ci coś powiedzieć.
-Zakładam, że wiem o co chodzi, ale mów.
-Chodzi o Debrę. Pewnie się zaraz wkurzysz, ale ona cię tylko wykorzystuje. Słyszałam jak..
-Czekaj.-przerwał mi.-Po co ty mi to mówisz?-spytał.-Myślałem że mi wyjedziesz z jakiś tekstem "zostaw ją, ja jestem lepsza", a ty mi takie scenki odwalasz? Dobrze wiem, co ona chce i nie pozwole jej się wykorzystać drugi raz. Rozumiesz?
To mnie kompletnie zbiło z tropu. Wie, że go wykorzystuje, ale jej się daje? To nie na moją głowę.
-To dlaczego z nią jesteś?
-Bo będę miał z tego zysk. Nie tylko ja, ale nasz cały zespół.
-Ale.. Czemu mi nic nie powiedziałeś!?
-Bo słodko wyglądasz jak jesteś zazdrosna.-powiedział kładąc mi rękę na policzku.
Byłam na niego okropnie zła, ale gdy spojżał w moje oczy, cała złość mi przeszła. Jakby wyparowała.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki.-odpowiedziałam rumieniąc się.
Jego brązowe oczy zalśniły. Mój oddech stawał się nierówny. Nawet nie wiem kiedy moja ręka powędrowała na jego szyję.
-Kastiel.
-Hm?
Chciałam mu to powiedzieć. Głos uwiązł mi w gardle i poczułam motyle w brzuchu. Próbowałam coś wydukać. Co przychodziło mi z wielkim trudem. W końcu kiedyś i tak musiałabym mu to powiedzieć. Sama nie byłam do końca pewna swoich uczuć, ale to, że za każdym razem, gdy go widzę, słyszę lub ktoś o nim wspomina i moje serve zaczyna szybciej bić, musi coś oznaczać. Trudno, może mnie odrzucić, ale dam radę. Wdech, wydech.
-Kocham cię.-powiedziałam z uśmiechem.
-Wiem.-powiedział zbliżając do mnie swoją twarz. Zatrzymałam go ruchem ręki. Spojrzał na mnie pytająco.
-A ty?
-Myślałem, że to oczywiste.-westchnął.-Ja też cię kocham.
Pokonał przestrzeń dzielącą nasze usta. Całował mnie z początku delikatnie, a później coraz bardziej zachłannie i namiętnie. Oparliśmy się o ścianę. W pewnym momencie otworzyły się drzwi. Odsunęliśmy się od siebie. Do środka weszła Roza. Uśmiechnęła się pod nosem na nasz widok.
-Co robicie?-spytała z chytrym uśmieszkiem.
-Gadamy.-rzucił Kastiel.
-Widać.-zaśmiała się.-Tylko zetrzyj szminkę zanim wyjdziesz.
Dotknęłam swoich ust i spojrzałam na chłopaka, który miał na twarzy moją pomadkę. Mimowolnie się zaśmiałam.
-Jak wam się podoba?-spytała.
-Jest super.-rzekłam.
-Super to będzie jak zobaczysz co przygotowałam dla Amber.-zaśmiała się złowieszczo.
Po chwili usłyszeliśmy głośny krzyk dobiegający z salonu. Blondwłosa dziewczyna z kręconymi włosami biegała dookoła próbójąc strzepnąć z głowy plastikowe pająki. Była cała w czerwonej farbie, która skapywała na podłogę. Wszyscy mieli z niej ogromny ubaw. Poszliśmy na górę, gdzie razem z Rozalią piłyśmy i śpiewałyśmy piosenki karaoke. Po jakimś czasie urwał mi się film.
---------------------------
Zapraszam do komentowania. ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz