Zapraszam wszystkich do czytania :))
Spojrzałam na niego zdumiona. Nie spodziewałam się, że on tu przyjdzie. Co on sobie w ogóle myśli? Na twarzy mojej mamy malowało się nie zadowolenie. Z resztą nie ma co się dziwić. Zaniemówiłam. Na szczęście sytuację uratowała Ania. Podeszła do Kastiela po czym wzięła od niego reklamówki.
-To jest chłopak Sylwii. Poprosiłam go wcześniej żeby coś nam przyniósł. W końcu trzeba to jakoś uczcić, że przyjechaliście do nas.-rzekła uradowana grając na zwłokę, a ja dalej nie mogłam z siebie wydusić słowa.-No przedstaw go mamie.-dodała szturchając mnie w bok i zaniosła trunki do salonu w którym siedzieli mężczyźni. To co przykuło moją uwagę, było to, że Szymon patrzy na mnie chłodnym wzrokiem.
-A tak. Mamo to jest Kastiel.-powiedziałam wskazując na chłopaka.
-Miło mi panią poznać.-oznajmił uprzejmie uśmiechając się.
-Mnie również jest miło. Ale czemu mi wcześniej nie powiedziałaś, że masz już kogoś?
-Bo nie było czego mówić.-wyszeptałam.
-Jak to?-burknęła.
-Nie nic mamusiu. Po prostu nie chciałam psuć niespodzianki.-zaśmiałam się nerwowo.
-Mamo chodź już! Daj im chwilę.-krzyknęła Ania i po chwili moja mama zmyła się do pokoju.
Przejechałam po chłopaku morderczym wzrokiem. W tamtej chwili wyobrażałam sobie jak umiera. Tak bardzo się wstydziłam spojrzeć mojej mamie w twarz. W końcu w pewien sposób ją oszukałam. Prawda? Trudno, później jej to może jakoś wyjaśnię. Spojrzałam na Kastiela wymownie, wyszliśmy na klatkę. Ledwo się powstrzymałam przed uderzeniem go. Zapewne zrozumiał, że nie może tak lekceważąco podchodzić do wszystkiego. Było mu głupio. Widziałam to. Ale co by było gdybym na prawdę była sama w domu? W sumie on jest nie obliczalny, mógłby zrobić wszystko.
-Po co tu przylazłeś?-warknęłam.
-Chciałem cię upić i przelecieć.-rzucił bezwstydnie.
-Żarty sobie robisz?!-chyba zaraz szlag mnie trafi.
-Nie, a czemu miałbym?
-Idź stąd.-wycedziłam przez zęby, powstrzymując łzy, które z nikąd napływały do moich oczu.
-Ej, dopiero przyszedłem.-powiedział lekceważąco.
-Nie zbliżaj się więcej do mnie. Rozumiesz?-spytałam popychając go, już miałam dość jego zabawy, znudziło mnie to.
-Ty chyba nie mówisz poważnie.-prychnął pewny siebie.
-W przeciwieństwie do ciebie wiem kiedy powinnam być poważna.
-No już, ogarnij się i mnie przytul.-rzekł zbliżając się do mnie.
Miałam już go dość. Dość jego gierek, tego fałszywego uśmiechu, prób zdobycia mnie. To koniec. Nie chciałam, żeby myślał o mnie jak o pierwszej lepszej. Dziś całkowicie przegiął. Do tej pory się zastanawiam, co ja takiego w nim widzę, że za każdym razem, gdy jest blisko mnie czuję przyjemne ciepło. W jednej chwili, poczułam jak robi mi się słabo. Oparłam się o ścianę i zsunęłam wzdłuż niej. Ostatnie co widziałam, zanim kompletnie odpłynęłam to były brązowe włosy.
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam jasno niebieskie tęczówki wpatrujące się we mnie z przerażeniem i troską. Brunet dotknął zimną ręką mojego czoła, a później policzka. Patrzyłam na niego jakby nieobecnym wzrokiem. W końcu westchnął i odezwał się do mnie.
-Jesteś rozpalona. Dasz radę wstać?-spytał czule.
-Dam radę.-oznajmiłam, po czym spróbowałam się podnieść.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o chłopaka. Który spojrzał na mnie z politowaniem i wziął na ręcę. Wszedł do mieszkania zamykając drzwi lekkim pchnięciem nogą. Zaniósł do mojego pokoju i położył na łóżko. Po chwili zjawiła się niebieskowłosa. Usiadła obok mnie pytając co się stało. Sama nie dokońca wiedziałam co. Nawet nie wiedziałam gdzie się podział Kastiel. Zaraz, po co ja sobie nim jeszcze zaprzątam głowę? Przecież sama kazałam mu się ode mnie odczepić.
Kilka godzin później wszyscy znaleźli się w łóżkach. Jako, że miałyśmy w sumie dwa łóżka i kanapę, musiałam spać z siostrą. Która cały czas się rozpychała, więc nie mogłam zasnąć. W końcu poddałam się i skierowałam do kuchni. Szymon siedział na kanapie oglądając telewizję. Gdy weszłam do salonu odwrócił głowę w moją stronę, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
-Lepiej się czujesz?-spytał anielskim głosem.
-Chyba tak.-rzekłam siadając obok niego.-Jeszcze ci nie podziękowałam za przeniesienie mnie tutaj. Pewnie byłam ciężka.-zmartwiłam się.
-Tak byłaś, powinnaś schudnąć.-rzucił z kamienną twarzą.-Dobra żartuję, nie ma za co dziękować.-zaśmiał się serdecznie. To było takie miłe doświadczenie siedzieć obok kogoś, kto nie skrywa się za maską. Ktoś, kto nie jest sztuczny i pusty.-Mam pytanie.
-Jakie?
-To nie jest twój chłopak prawda?-tego się nie spodziewałam, zupełnie nie wiedziałam jak mam odpowiedzieć, ale postanowiłam, że nie będę go okłamywała.
-Nie, jest chamskim, bezczelnym, naprzykrzającym się idiotą, ale czasem potrafi być miły. Rzadko, ale jednak.
-Rozumiem.
-Sama nie wiem czemu mnie tak traktuje.-westchnęłam.-Może jestem za brzydka.
-No coś ty, gdybym nie był twoim przyrodnim bratem to bym się w tobie zakochał, a on po prostu jest durnym egoistą.-powiedział oburzony.-Znaczy..no ten, rozumiesz nie?-dodał zarumieniony odwracając głowę.
-Haha weź przestań, bo jeszcze uwierzę, że się zakochałeś.-zaśmiałam się.
Po kilku minutach poszłam zrobić nam ciepłe kakao. Na prawdę, to zadziwiające, że mimo tego, że do tej pory unikaliśmy siebie nawzajem to odnaleźliśmy wspólny język. Wypiliśmy szybko zawartość kubków i włączyliśmy jakąś komedię. Oparłam głowę o jego ramię i oddałam się w objęcia Morfeusza.
Obudziłam się z bólem pleców w objęciach chłopaka. Trochę mi było głupio, że przeze mnie było mu nie wygodnie. Postarałam się wykaraskać tak, żeby go nie obudzić, co ledwo mi się udało. Westchnęłam z ulgą, gdy zadzwonił jego telefon. A więc wszystko poszło na marne. Chłopak miał rozczochrane włosy i zasnanym wzrokiem przyglądał mi się chwilę po czym złapał za telefon. Rozmawiał chwilę po czym nie mogąc powstrzymać ciekawości spytałam kto do niego dzwonił.
-Moja dziewczyna, pytała się o której wracam.-powiedział jak gdyby nigdy nic.
Tylko dlaczego poczułam to dziwne ukłucie w sercu? Czyżbym była zazdrosna o mojego brata? Nie, to chyba jakieś żarty. Czysty przypadek i tyle. Ale dlaczego?
Tego samego dnia pożegnałyśmy się ze wszystkimi. Trochę szkoda, że nie mogli zostać dłużej. Obiecałyśmy, że następnym razem to my do nich przyjedziemy. Resztę dnia spędziłyśmy na sprzątaniu i relaksowaniu się, przed kolejnym pracowitym tygodniem. Kilka razy ktoś do mnie dzwonił z nieznanego numeru. Trochę to dziwne. Nie miałam na nic ochoty i położyłam się spać.
Rano wstałam ze złym samopoczuciem. Po zjedzeniu śniadania udałam się do łazienki. Przejrzałam się w lustrze. Zaczerwienione oczy i nos dawały o sobie znać. Poczesałam rozczochrane włosy. Oczywiście przez kołtuny zajęło mi to trochę czasu. Nałożyłam lekki makijaż i się ubrałam. Wzięłam torbę z książkami, po czym wyszłam z domu. Do rozpoczęcia lekcji zostało mi 20 minut więc się zbytnio nie spieszyłam. Niespodziewanie zadzwonił mi telefon. Odebrałam najszybciej. W słuchawce usłyszałam znajomy mi głos. Tylko nie mogłam dopasować do kogo należał.
-Hej piękna.
-Cześć. Kto dzwoni?-spytałam.
-No nie poznajesz?
-Nie.-rzekłam zgodnie z prawdą.
Poczułam jak ktoś gwałtownie położył rękę na moim lewym ramieniu i stanął po prawej stronie. Spojrzałam na osobnika. Był to blondyn o zielonych oczach. Spoglądnał na mnie przenikliwym wzrokiem i uśmiechnął się.
-Dalej nie poznajesz?
-Poznaję, ale..skąd masz mój numer?
-Twoja przyjaciółeczka mi dała.-uśmiechnął się szelmowsko. Czyżby był z niego drugi Kastiel? Tylko nie to..
-Miło było, ale idę do szkoły.-powiedziałam odchodząc.
-Ej to ja się dla ciebie zrywam z lekcji, a ty mi uciekasz?-zapytał łapiąc mnie za ramię.
-Tak. Masz jakiś problem?-rzuciłam wyrywając mu się.
-Nie chcę się naprzykrzać ale...
-To tego nie rób.-przerwałam mu.-Cześć.
Odeszłam kilka kroków i gdy usłyszałam za sobą czyjeś kroki, od razu przyspieszyłam. Chciałam się tylko znaleźć w sali. Przynajmniej mogłabym sobie odpocząć od tego ciągłego rozmyślania. Zatęskniłam za swoim starym domem. Byłam tylko ja i on. Zawsze się dogadywaliśmy, a kłótnie to była u nas rzecz z którą nigdy się nie spotykaliśmy. Nawet moja mama go lubiła, a teraz? Wyprowadził się już dawno temu. Nawet nie mam jego numeru. Bez uprzedzenia ktoś zagrodził mi drogę. Nie spodziewałam się ujrzeć dwukolorowe tęczówki białowłosego. Chłopak spojrzał na mnie trochę zmartwiony. Zaprowadził mnie na ławkę znajdującą się na dziedzińcu. Wypytywał mnie o to czy wiem gdzie podziewa się Kastiel. Oczywiście odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jak to ja, nie mogąc powstrzymać ciekawości spytałam czy ta cała Nina jest jego dziewczyną. Chłopak tylko się tajemniczo uśmiechnął i powiedział coś niezrozumiałego, po czym rzekł stanowcze "Nie".
Po kilku nudnych, ciągnących się godzinach skończyły się lekcje. Na dziedzińcu pozostało kilka osób. Gdy mijałam próg szkoły, ktoś mnie zaczepił. Tym ktosiem była najbardziej denerwująca mnie w tamtej chwili osoba. Nataniel stanął przede mną z jakimś notesem w ręce i po chwili wydusił z siebie:
-Cieszę się, że cię złapałem.-jego sztywny ton przeszył mnie na wskroś.
-Nie podzielam wzjaemności.-powiedziałam krzyżując ręcę.-Co chcesz?
-Do jakiego klubu chcesz należeć?-spytał służbowo.
-Muszę?
-Jeżeli nie chcesz, będziesz musiała zostawać po lekcjach i pomagać nauczycielom w papierkowej robocie, zarządzenie pani dyrektor.
-A jakie są?-spytałam udając zainteresowanie.
-Mamy klub sportowy koszykarzy lub klub ogrodniczy.
-Duży wybór.-prychnęłam.-Zapisz mnie do ogrodników. Nie chce mi się latać za piłką.
-Tak właściwie, to miejsca w tym klubie są już zapełnione.-powiedział drapiąc się po głowie.
-To po co mi zawracasz głowę. Wpisz mnie gdziekolwiek. A kto jest w tym klubie oprócz mnie? Dużo osób?
-Około 20. Z twojej klasy to,-spojrzał do zeszytu.- Diana, Wiola, Amber i resztę mam zapisaną gdzieś indziej. -Dobra, to narka.
-Ej.-spojrzałam na niego.-Słuchaj, chcę cię przeprosić. Wtedy w parku ja, ja nie powinienem tego wysyłać. Już wiem jak to było na prawdę.-powiedział szczerze.
-Spoko. Przyczyniłeś się do rozpadu udawanego związku, który nie miał sensu więc ok. Mnie tam to zwisa.
-To się cieszę, że to już sobie wyjaśniliśmy. Także wiesz, ja wracam do pracy. Cześć.
Mimo tego jaki był dla mnie wcześniej, jakaś część mnie jest skłonna mu wybaczyć, więc czemu nie? Może nie poznałam go wystarczająco dobrze, żeby móc go osądzać i to dlatego wydaje mi się, że po dłuższej rozmowie jest z niego nawet dobry kolega.
Gdy wracałam do domu moją uwagę przykuła biała czupryna. Postanowiłam zagadać i podeszłam do dziewczyny. Jej złote oczy zalśniły i uśmiech pojawił się na twarzy. Wyglądała mi na miłą osobę. Najbardziej w jej wyglądzie zadziwił mnie jej piękny strój.
-Gdzie kupiłaś tą sukienkę?
-Tą?-pomyślała chwilę, po czym pojawił się na jej twarzy uśmiech.-Leoś mi ją podarował. Brat Lysia.
-To ty i Lysander nie jesteście rodzeństwem?-zdziwiłam się.
-Nie no co ty.-zaśmiała się.-Czemu tak pomyślałaś?-spytała zaciekawiona.
-Bo macie identyczny kolor włosów.
-Aha, kiedyś Lysio jak występował musiał sobie pofarbować, żeby pasowały do jego stroju, a że mu się spodobały, to takie zostawił.
Pogadałyśmy jeszcze trochę. Namówiłam ją, żeby do mnie wpadła. Zgodziła się, bo i by musiała czekać aż Leo skończy pracę, a nie chce mu przeszkadzać. Usiadłyśmy wygodnie na kanapie i włączyłyśmy telewizję. Ni stąd ni zowąd do drzwi balkonowych ktoś zaczął się dobijać. Spojrzałyśmy po sobie zaskoczone. Nie pewnie podeszłyśmy do mojego balkonu.
środa, 30 września 2015
sobota, 26 września 2015
Rozdział VIII
Z powodu drastycznego obniżenia obecności osób czytających jestem "zmuszona" do zrobienia ankiety
------------>
Proszę o wzięcie udziału w głosowaniu.
Także ten, miłego czytania ;)
Następnego dnia byłam w wspaniałym nastroju. Czułam się tak, bo dowiedziałam się, że w natępny weekend przyjedzie do nas w odwiedziny mama. Nie będę kłamała, stęskniłam się za nią i to bardzo. Ostatni raz widziałyśmy się jakiś miesiąc temu. A poza tym, przyjedzie z nią mój przyrodni brat Szymon, syn mojego ojczyma z poprzedniego małżeństwa. Gdy ojciec nas zostawił, moja rodzicielka postanowiła ułożyć sobie życie z kimś innym. Tak więc padło na Mariana-faceta mojej mamy. Nie mamy zbyt dobrego kontaktu i chyba jak na razie nie zamierzamy mieć. Jest on chłopakiem podobnym do Nataniela, ale tylko z charakteru. No więc wracając. Ania miała dziś wolne. Oczywiście nie obyło się bez wypytywania, co chciał ode mnie Kastiel w środku nocy. Mimo, że nie chciałam być dla niej chamska, powiedziałam, że to nie jest jej sprawa. O około godziny 14 wyszła z domu wyszykowana. Umówiła się ze znajomymi na picie. Jako, że nie chciałam siedzieć sama w domu, postanowiłam z kimś wyjść. Jako, że nie miałam numeru jeszcze nikogo z mojej szkoły i na myśl przychodził mi tylko czerwonowłosy, szybko porzuciłam pomysł umawiania się z kimś. Ubrałam się, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Bez obranego celu, wędrowałam zwiedzając nowe zakamarki. Pomyślałam, żeby się przejść do parku. Usiadłam na ławce, a delikatny wiatr rozwiewał mi włosy. Dookoła było pełno jesiennych liści. Uwielbiałam tę porę roku, ogólnie lubiłam, gdy przychodziliśmy całą rodziną do takich miejsc jak to. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałam Kastiela.. Czy ja jestem w jakiś sposób od niego uzależniona? Nie, to jest nie możliwe. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie mogłam uwierzyć, że jednak dalej myślę o tym głąbie. Skarciłam się w duchu. Nagle na moich spodniach znalazł się patyk. Nim się spostrzegłam na moich kolanach znalazł się ogromny pies. Pisnęłam z przerażenia i wzdrygnęłam się. Mimo, że nie miałam fobii dotyczących psów, to się wystraszyłam. Usłyszałam za sobą śmiech. Męski śmiech. Kilku chłopaków. Zgoniłam bestię z siebie i wstałam obruszona karcąc psa wzrokiem, który lekko spuścił głowę. Szkoda mi się go zrobiło jednak nie miałam zamiaru zwracać już na niego uwagi. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie.
-Ej wystraszyłaś mi psa i sobie idziesz?-usłyszałam za sobą znajomy głos.-Tak nie ładnie.-chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć z powrotem. Kiedy ujrzałam czerwony kolor włosów, wiedziałam kto to jest.
-Puść mnie idioto.-warknęłam wyrywając się.
Przede mną stała grupka ludzi. Było po równo chłopaków jak i dziewczyn. Niektórych kojarzyłam, ale większości nie znałam.
-Kto to?-spytała jedna z nich patrząc na mnie lekceważąco trzymając Lysandra pod rękę.
-Moja dziewczyna.-rzekł Kastiel.
-Chciałbyś.-prychnęłam.-Chyba już z tobą rozmawiałam na ten temat.
-Oj no nie bądź taka i nie rób mi obciachu.-zaśmiał się obruszając ramionami.-Sylwia.
-Miło mi cię poznać.-uśmiechnęła się sztucznie blondwłosa dziewczyna lustrując mnie wzrokiem.-Jestem Nina.
-Dajan.-puścił do mnie oczko, chłopak o ciemnej karnacji i dredach.
-Rozalia, ale mnie już znasz.-zaśmiała się białowłosa, co prawda nie dane mi było z nią długo rozmawiać, ale wydawała się miła, nie to co ta jasnowłosa laleczka.
Zza grupki wyszła dziewczyna o ciemno-zielonych włosach. Przyjrzała mi się chwilę, po czym zalśniły jej brązowe oczy i szybkim krokiem do mnie podbiegła. Krzyknęła jeszcze "Sysia!", po czym rzuciła się na mnie tak jak tamten pies. Nie znałam tej dziewczyny, a przynajmniej tak mi się w tamtej chwili wydawało. Ale skąd znała moje imię?
Stała tak we mnie wtulona, po chwili poczułam jak moja koszulka robi się mokra. Dziewczyna zaczęła drżeć. Objęłam ją mocniej. Wszyscy przyglądali się nam jakbyśmy były atrakcją w jakimś zoo. Zielonowłosa spojrzała na mnie i spytała:
-Rozmazałam się?-na co wszyscy wybuchli śmiechem.
-Skąd mnie znasz?-zapytałam doszczętnie zdziwiona jej zachowaniem.
-No jak to? Nie pamiętasz mnie?- zasmuciła się.
-Wybacz.
-A może przypominasz sobie taką brunetkę, którą poznałaś na dyskotece? Paliłyśmy później w piwnicy razem z twoją siostrą.-zaśmiała się.
Próbowałam odszukać wydarzenie w pamięci. Co prawda była z nami wtedy dziewczyna, ale nie była ani trochę podobna do tej, która przede mną stała. Tamta była grubsza, miała jasne niebieskie oczy i miała inny kolor włosów. Po prostu nie dało się jej rozpoznać.
-Kamila?-spytałam niepewnie.
-Ty mnie się pytasz czy odpowiadasz?
-Brawo! Masz rację.-krzyknął blondyn, którego nie zdążyłam jeszcze poznać.
-Ale tak szczerze nie wyglądasz jak ona.
-Chciałam się zmienić. Zmieniłam kolor włosów, schudłam, noszę soczewki i seksowne ciuszki.-zaśmiała się serdecznie.
Rozmawiałyśmy o niej, o mnie, o wszystkim w zasadzie. Przyszła tu z Dajanem, bo chciała poznać nowych ludzi. Osobiście poznałam Dake'a. Czyli zielonookiego blondyna, od którego Kastiel nie odwracał wzroku. Może nie znałam żadnego z chłopaków za dobrze, ale wydawało mi się, że czerwonowłosy widział w nim swojego rywala. Po jakimś czasie Rozalia razem z Lysandrem i Niną poszli do domu. Pobawiłam się z psem Kastiela. Pies wydawał się dla mnie być słodszy niż jego właściciel. Dochodziła powoli godzina 20 więc nadszedł czas, żeby zbierać się do domu. Kamila podała mi swój numer, żebyśmy się mogły skontaktować. Trochę przerażała mnie myśl, że Kastiel i ja idziemy w tą samą stronę. Pożegnaliśmy się z Dajanem i zielonowłosą, nie daleko fontanny, która jeszcze działała. Usiadłam na jej brzegu, a chłopcy spojrzeli na mnie pytająco.
-Jak chcecie to idźcie ja sobie trochę posiedzę.
-Właśnie idź już Dake.-wymamrotał Kastiel.
-Gdyby nie to, że muszę gdzieś jeszcze zajść, to bym tu został.-rzekł uśmiechając się sztucznie do Kastiela.-Tak więc, miło mi było cię poznać.-rzekł całując mnie w policzek.-Narka.
-Pa.-powiedziałam zaczerwieniona.
-Cześć.-rzucił Kastiel.
Nie zaprzeczę, spodobał mi się ten chłopak. Był bardzo miły w stosunku do mnie, ale chłodność z jaką traktował innych mężczyzn lekko mnie odpychał. Spojrzałam w przeciwną stronę i zagarnęłam włosy, żeby Kastiel nie zobaczył tego, że się rumienię. Co raczej mi nie wyszło, bo poczułam na sobie jego intensywny wzrok. Spojrzałam na jego twarz. Miał uniesioną jedną brew do góry i przyglądał mi się z pogardą. Zrobiło mi się głupio, nie mam pojęcia dlaczego. W końcu nic do niego nie czułam. Więc dlaczego tak dziwnie się czułam.
-Podoba ci się.-skwitował.
-Co ty pleciesz?-spytałam z niepokojem w głosie czując motyle w brzuchu.
-A nic, ostatnio bawię się w psychologa.-prychnął.
-Ogarnij się.-rzekłam do niego wstając.
Chłopak tylko potrząsnął lekko głową, po czym wziął psa na smycz. Spojrzałam na zwierzę. Nie znałam się na rasach, więc nie mogłam powiedzieć jaka to rasa. Swoją drogą zaciekawiło mnie to dlaczego tak się nazywa. Pewnie Kastiel to wymyślił. W końcu spytałam o to czerwonowłosego.
-A myślisz, że pasowało by do niego coś w stylu Reksio albo Ciapek? Bo ja nie sądzę.-zaśmiał się szczerze.
To chyba pierwszy raz, gdy zrobił to tak naturalnie, nie sztucznie. Tak na prawdę, to wydawał mi się on w tamtej chwili bardzo pociągający. Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Szybko otrząsnęłam sję od tych myśli. Nigdy się w nim nie zakocham. Nie ma mowy. W końcu postanowiliśmy wrócić. Niestety odezwała się moja niezdarność i potknęłam się o własną nogę. W ostatniej chwili złapał mnie za rękę Kastiel.
Demon pociągnął go niestety i oboje wpadliśmy do wody. Kastiel głośno przeklął. Nie mam pojęcia dlaczego, ale śmieszyła mnie ta cała sytuacja. Chłopak wyglądał komicznie. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Mimo, że byłam przemoknięta do suchej nitki. Oboje wyszliśmy z wody, która lała się z nas strumieniami.
-Lepiej to zdejmij, bo się przeziębisz.-powiedział chłopak zdejmując koszulkę. Ujrzałam jego wyrzeźbioną klatkę i brzuch. Wyglądał uroczo.
-Wolę być chora niż żebyś oglądał mnie w staniku.
-W sumie i tak by nie było na co popatrzeć.-prychnął.
-Świnia.
-Miło mi, Kastiel jestem.
-Nienawidzę cię.-rzuciłam bezradnie.
-Jak ty lubisz mi to powtarzać.
-Kocham.
-Mnie?
-Chciałbyś.-zaśmiałam się rumieniąc się.
Mokra koszulka przyległa mi do ciała, eksponując moje kształty. Zauważyłam, że Kastiel przygląda mi się na cycki. Odwróciłam się do niego plecami cała czerwona.
-No w sumie to coś tam jednak masz.
-Zboczeniec.-krzyknęłam.
-Przecież się tylko droczę.-powiedział przytulając mnie od tyłu.
Poczułam na plecach jego mięśnie. Nie mogłam oprzeć się temu uczuciu. To prawda co mówią, że pożądanie zwycięża zdrowy rozsądek. W tej chwili nie myślałam o niczym więcej tylko o nim. Poczułam jak całuję mnie w szyję. Przyjemny dreszcz przeszył moje ciało. Wydałam z siebie ciche westchnienie, tym samym dając mu "pozwolenie" na dalsze działanie w moim kierunku. Szepnął mi do ucha coś w stylu mówiłem, że się we mnie zakochasz.. Tym samym rozjaśnił mi się umysł. On robił to tylko dla zabawy. Odsunęłam się od niego. Na co tylko cicho się zaśmiał. Był ode mnie lepszy. Miał duże doświadczenie w sprawach o których ja czytałam w książkach. Nie mogłam odepchnąć wrażenia, że tak łatwo dałam się podpuścić. Nie chciałam żeby myślał, że jestem łatwa. Chłopak wziął do ręki smycz i spytał, czczy możemy już wracać. Odwróciłam od niego głowę. Wstydziłam się sama za siebie. Gdyby nie to, że wpadliśmy do tej fontanny, byłabym już w domu w moim wygodnym łóżku z kubkiem kakao. A teraz? Stoję cała przemoknięta obok chłopaka, który chce mnie tylko wykorzystać.
-Wszystko ok?-spytał.
-Jakby cię to obchodziło.-wymruczałam.
-Bo obchodzi.
-Nie, ciebie nic nie obchodzi. Dobrze wiem jaki jesteś. Zdążyłam to już zauważyć.
-Ty to potrafisz zepsuć romantyczną chwilę.-westchnął ponuro.-Chodź.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
Zaciągnął mnie pod sam blok nie wypowiadając ani słowa. Sama również nie zamierzałam zaczynać rozmowy. Przyjrzał mi się uważnie.
-Siostra się nie będzie czepiała, że jesteś cała mokra?-spytał.
-Poszła na imprezę.
-Czyli masz wolną chatę?-spytał ucieszony. Po co mu to mówiłam?
-Nie wiem. Może wróciła.
-Zaryzykuję. To do zobaczenia.
Rzucił szybko po czym poszedł w stronę swojego bloku. Weszłam do mieszkania. O dziwo drzwi były otwarte. W środku siedziała moja mama, ojczym, Szymon i Ania. Spojrzałam na nich zszokowana. Szybko poszłam do pokoju przebrać się w suche ubrania. Wróciłam do pokoju, po czym rzuciłam się mojej mamie na szyję. Była to kobieta około czterdziestki. Miała krótkie kruczoczarne włosy i zielone oczy. Obok niej siedział siwy mężczyzna w okularach, z którym się również przywitałem. Na końcu podeszłam do chłopaka w moim wieku. Był to przystojny, wysoki brunet o niebieskich oczach. Na szczęście nie zadawali pytań dlaczego byłam mokra. Okazało się, że Ania źle zrozumiała się z mamą. Bo miała przyjechać w następny weekend, a okazało się trochę inaczej. Wszyscy rozmawialiśmy w salonie, gdy usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi na korytarzu.
-Sylwia! Kochanie gdzie jesteś?!
Szybko pobiegłam do drzwi w których stał Kastiel, trzymając w rękach reklamówki z alkoholem. Moja mama stanęła za mną i spytała lustrując nas wzrokiem:
-Kim jest ten chłopak?
------------>
Proszę o wzięcie udziału w głosowaniu.
Także ten, miłego czytania ;)
Następnego dnia byłam w wspaniałym nastroju. Czułam się tak, bo dowiedziałam się, że w natępny weekend przyjedzie do nas w odwiedziny mama. Nie będę kłamała, stęskniłam się za nią i to bardzo. Ostatni raz widziałyśmy się jakiś miesiąc temu. A poza tym, przyjedzie z nią mój przyrodni brat Szymon, syn mojego ojczyma z poprzedniego małżeństwa. Gdy ojciec nas zostawił, moja rodzicielka postanowiła ułożyć sobie życie z kimś innym. Tak więc padło na Mariana-faceta mojej mamy. Nie mamy zbyt dobrego kontaktu i chyba jak na razie nie zamierzamy mieć. Jest on chłopakiem podobnym do Nataniela, ale tylko z charakteru. No więc wracając. Ania miała dziś wolne. Oczywiście nie obyło się bez wypytywania, co chciał ode mnie Kastiel w środku nocy. Mimo, że nie chciałam być dla niej chamska, powiedziałam, że to nie jest jej sprawa. O około godziny 14 wyszła z domu wyszykowana. Umówiła się ze znajomymi na picie. Jako, że nie chciałam siedzieć sama w domu, postanowiłam z kimś wyjść. Jako, że nie miałam numeru jeszcze nikogo z mojej szkoły i na myśl przychodził mi tylko czerwonowłosy, szybko porzuciłam pomysł umawiania się z kimś. Ubrałam się, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Bez obranego celu, wędrowałam zwiedzając nowe zakamarki. Pomyślałam, żeby się przejść do parku. Usiadłam na ławce, a delikatny wiatr rozwiewał mi włosy. Dookoła było pełno jesiennych liści. Uwielbiałam tę porę roku, ogólnie lubiłam, gdy przychodziliśmy całą rodziną do takich miejsc jak to. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałam Kastiela.. Czy ja jestem w jakiś sposób od niego uzależniona? Nie, to jest nie możliwe. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie mogłam uwierzyć, że jednak dalej myślę o tym głąbie. Skarciłam się w duchu. Nagle na moich spodniach znalazł się patyk. Nim się spostrzegłam na moich kolanach znalazł się ogromny pies. Pisnęłam z przerażenia i wzdrygnęłam się. Mimo, że nie miałam fobii dotyczących psów, to się wystraszyłam. Usłyszałam za sobą śmiech. Męski śmiech. Kilku chłopaków. Zgoniłam bestię z siebie i wstałam obruszona karcąc psa wzrokiem, który lekko spuścił głowę. Szkoda mi się go zrobiło jednak nie miałam zamiaru zwracać już na niego uwagi. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie.
-Ej wystraszyłaś mi psa i sobie idziesz?-usłyszałam za sobą znajomy głos.-Tak nie ładnie.-chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć z powrotem. Kiedy ujrzałam czerwony kolor włosów, wiedziałam kto to jest.
-Puść mnie idioto.-warknęłam wyrywając się.
Przede mną stała grupka ludzi. Było po równo chłopaków jak i dziewczyn. Niektórych kojarzyłam, ale większości nie znałam.
-Kto to?-spytała jedna z nich patrząc na mnie lekceważąco trzymając Lysandra pod rękę.
-Moja dziewczyna.-rzekł Kastiel.
-Chciałbyś.-prychnęłam.-Chyba już z tobą rozmawiałam na ten temat.
-Oj no nie bądź taka i nie rób mi obciachu.-zaśmiał się obruszając ramionami.-Sylwia.
-Miło mi cię poznać.-uśmiechnęła się sztucznie blondwłosa dziewczyna lustrując mnie wzrokiem.-Jestem Nina.
-Dajan.-puścił do mnie oczko, chłopak o ciemnej karnacji i dredach.
-Rozalia, ale mnie już znasz.-zaśmiała się białowłosa, co prawda nie dane mi było z nią długo rozmawiać, ale wydawała się miła, nie to co ta jasnowłosa laleczka.
Zza grupki wyszła dziewczyna o ciemno-zielonych włosach. Przyjrzała mi się chwilę, po czym zalśniły jej brązowe oczy i szybkim krokiem do mnie podbiegła. Krzyknęła jeszcze "Sysia!", po czym rzuciła się na mnie tak jak tamten pies. Nie znałam tej dziewczyny, a przynajmniej tak mi się w tamtej chwili wydawało. Ale skąd znała moje imię?
Stała tak we mnie wtulona, po chwili poczułam jak moja koszulka robi się mokra. Dziewczyna zaczęła drżeć. Objęłam ją mocniej. Wszyscy przyglądali się nam jakbyśmy były atrakcją w jakimś zoo. Zielonowłosa spojrzała na mnie i spytała:
-Rozmazałam się?-na co wszyscy wybuchli śmiechem.
-Skąd mnie znasz?-zapytałam doszczętnie zdziwiona jej zachowaniem.
-No jak to? Nie pamiętasz mnie?- zasmuciła się.
-Wybacz.
-A może przypominasz sobie taką brunetkę, którą poznałaś na dyskotece? Paliłyśmy później w piwnicy razem z twoją siostrą.-zaśmiała się.
Próbowałam odszukać wydarzenie w pamięci. Co prawda była z nami wtedy dziewczyna, ale nie była ani trochę podobna do tej, która przede mną stała. Tamta była grubsza, miała jasne niebieskie oczy i miała inny kolor włosów. Po prostu nie dało się jej rozpoznać.
-Kamila?-spytałam niepewnie.
-Ty mnie się pytasz czy odpowiadasz?
-Brawo! Masz rację.-krzyknął blondyn, którego nie zdążyłam jeszcze poznać.
-Ale tak szczerze nie wyglądasz jak ona.
-Chciałam się zmienić. Zmieniłam kolor włosów, schudłam, noszę soczewki i seksowne ciuszki.-zaśmiała się serdecznie.
Rozmawiałyśmy o niej, o mnie, o wszystkim w zasadzie. Przyszła tu z Dajanem, bo chciała poznać nowych ludzi. Osobiście poznałam Dake'a. Czyli zielonookiego blondyna, od którego Kastiel nie odwracał wzroku. Może nie znałam żadnego z chłopaków za dobrze, ale wydawało mi się, że czerwonowłosy widział w nim swojego rywala. Po jakimś czasie Rozalia razem z Lysandrem i Niną poszli do domu. Pobawiłam się z psem Kastiela. Pies wydawał się dla mnie być słodszy niż jego właściciel. Dochodziła powoli godzina 20 więc nadszedł czas, żeby zbierać się do domu. Kamila podała mi swój numer, żebyśmy się mogły skontaktować. Trochę przerażała mnie myśl, że Kastiel i ja idziemy w tą samą stronę. Pożegnaliśmy się z Dajanem i zielonowłosą, nie daleko fontanny, która jeszcze działała. Usiadłam na jej brzegu, a chłopcy spojrzeli na mnie pytająco.
-Jak chcecie to idźcie ja sobie trochę posiedzę.
-Właśnie idź już Dake.-wymamrotał Kastiel.
-Gdyby nie to, że muszę gdzieś jeszcze zajść, to bym tu został.-rzekł uśmiechając się sztucznie do Kastiela.-Tak więc, miło mi było cię poznać.-rzekł całując mnie w policzek.-Narka.
-Pa.-powiedziałam zaczerwieniona.
-Cześć.-rzucił Kastiel.
Nie zaprzeczę, spodobał mi się ten chłopak. Był bardzo miły w stosunku do mnie, ale chłodność z jaką traktował innych mężczyzn lekko mnie odpychał. Spojrzałam w przeciwną stronę i zagarnęłam włosy, żeby Kastiel nie zobaczył tego, że się rumienię. Co raczej mi nie wyszło, bo poczułam na sobie jego intensywny wzrok. Spojrzałam na jego twarz. Miał uniesioną jedną brew do góry i przyglądał mi się z pogardą. Zrobiło mi się głupio, nie mam pojęcia dlaczego. W końcu nic do niego nie czułam. Więc dlaczego tak dziwnie się czułam.
-Podoba ci się.-skwitował.
-Co ty pleciesz?-spytałam z niepokojem w głosie czując motyle w brzuchu.
-A nic, ostatnio bawię się w psychologa.-prychnął.
-Ogarnij się.-rzekłam do niego wstając.
Chłopak tylko potrząsnął lekko głową, po czym wziął psa na smycz. Spojrzałam na zwierzę. Nie znałam się na rasach, więc nie mogłam powiedzieć jaka to rasa. Swoją drogą zaciekawiło mnie to dlaczego tak się nazywa. Pewnie Kastiel to wymyślił. W końcu spytałam o to czerwonowłosego.
-A myślisz, że pasowało by do niego coś w stylu Reksio albo Ciapek? Bo ja nie sądzę.-zaśmiał się szczerze.
To chyba pierwszy raz, gdy zrobił to tak naturalnie, nie sztucznie. Tak na prawdę, to wydawał mi się on w tamtej chwili bardzo pociągający. Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Szybko otrząsnęłam sję od tych myśli. Nigdy się w nim nie zakocham. Nie ma mowy. W końcu postanowiliśmy wrócić. Niestety odezwała się moja niezdarność i potknęłam się o własną nogę. W ostatniej chwili złapał mnie za rękę Kastiel.
Demon pociągnął go niestety i oboje wpadliśmy do wody. Kastiel głośno przeklął. Nie mam pojęcia dlaczego, ale śmieszyła mnie ta cała sytuacja. Chłopak wyglądał komicznie. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Mimo, że byłam przemoknięta do suchej nitki. Oboje wyszliśmy z wody, która lała się z nas strumieniami.
-Lepiej to zdejmij, bo się przeziębisz.-powiedział chłopak zdejmując koszulkę. Ujrzałam jego wyrzeźbioną klatkę i brzuch. Wyglądał uroczo.
-Wolę być chora niż żebyś oglądał mnie w staniku.
-W sumie i tak by nie było na co popatrzeć.-prychnął.
-Świnia.
-Miło mi, Kastiel jestem.
-Nienawidzę cię.-rzuciłam bezradnie.
-Jak ty lubisz mi to powtarzać.
-Kocham.
-Mnie?
-Chciałbyś.-zaśmiałam się rumieniąc się.
Mokra koszulka przyległa mi do ciała, eksponując moje kształty. Zauważyłam, że Kastiel przygląda mi się na cycki. Odwróciłam się do niego plecami cała czerwona.
-No w sumie to coś tam jednak masz.
-Zboczeniec.-krzyknęłam.
-Przecież się tylko droczę.-powiedział przytulając mnie od tyłu.
Poczułam na plecach jego mięśnie. Nie mogłam oprzeć się temu uczuciu. To prawda co mówią, że pożądanie zwycięża zdrowy rozsądek. W tej chwili nie myślałam o niczym więcej tylko o nim. Poczułam jak całuję mnie w szyję. Przyjemny dreszcz przeszył moje ciało. Wydałam z siebie ciche westchnienie, tym samym dając mu "pozwolenie" na dalsze działanie w moim kierunku. Szepnął mi do ucha coś w stylu mówiłem, że się we mnie zakochasz.. Tym samym rozjaśnił mi się umysł. On robił to tylko dla zabawy. Odsunęłam się od niego. Na co tylko cicho się zaśmiał. Był ode mnie lepszy. Miał duże doświadczenie w sprawach o których ja czytałam w książkach. Nie mogłam odepchnąć wrażenia, że tak łatwo dałam się podpuścić. Nie chciałam żeby myślał, że jestem łatwa. Chłopak wziął do ręki smycz i spytał, czczy możemy już wracać. Odwróciłam od niego głowę. Wstydziłam się sama za siebie. Gdyby nie to, że wpadliśmy do tej fontanny, byłabym już w domu w moim wygodnym łóżku z kubkiem kakao. A teraz? Stoję cała przemoknięta obok chłopaka, który chce mnie tylko wykorzystać.
-Wszystko ok?-spytał.
-Jakby cię to obchodziło.-wymruczałam.
-Bo obchodzi.
-Nie, ciebie nic nie obchodzi. Dobrze wiem jaki jesteś. Zdążyłam to już zauważyć.
-Ty to potrafisz zepsuć romantyczną chwilę.-westchnął ponuro.-Chodź.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
Zaciągnął mnie pod sam blok nie wypowiadając ani słowa. Sama również nie zamierzałam zaczynać rozmowy. Przyjrzał mi się uważnie.
-Siostra się nie będzie czepiała, że jesteś cała mokra?-spytał.
-Poszła na imprezę.
-Czyli masz wolną chatę?-spytał ucieszony. Po co mu to mówiłam?
-Nie wiem. Może wróciła.
-Zaryzykuję. To do zobaczenia.
Rzucił szybko po czym poszedł w stronę swojego bloku. Weszłam do mieszkania. O dziwo drzwi były otwarte. W środku siedziała moja mama, ojczym, Szymon i Ania. Spojrzałam na nich zszokowana. Szybko poszłam do pokoju przebrać się w suche ubrania. Wróciłam do pokoju, po czym rzuciłam się mojej mamie na szyję. Była to kobieta około czterdziestki. Miała krótkie kruczoczarne włosy i zielone oczy. Obok niej siedział siwy mężczyzna w okularach, z którym się również przywitałem. Na końcu podeszłam do chłopaka w moim wieku. Był to przystojny, wysoki brunet o niebieskich oczach. Na szczęście nie zadawali pytań dlaczego byłam mokra. Okazało się, że Ania źle zrozumiała się z mamą. Bo miała przyjechać w następny weekend, a okazało się trochę inaczej. Wszyscy rozmawialiśmy w salonie, gdy usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi na korytarzu.
-Sylwia! Kochanie gdzie jesteś?!
Szybko pobiegłam do drzwi w których stał Kastiel, trzymając w rękach reklamówki z alkoholem. Moja mama stanęła za mną i spytała lustrując nas wzrokiem:
-Kim jest ten chłopak?
wtorek, 15 września 2015
Rozdział VII
-Kastiel, uspokój się.-skierowaliśmy oboje głowy w stronę osoby, która wypowiedziała te słowa. Był to nie kto inny jak Lysander.
-Spóźniłeś się.-skwitował go czerwonowłosy.
-Pójdę już.-wymruczałam i udałam się w stronę swojego bloku.
-Poczekaj.-rzekł białowłosy na co Kastiel tylko prychnął. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.-Skończcie to, co zaczęliście.
-Ja już z nią skończyłem.
-A o co poszło?-spytał dociekliwie Lysander.
-Od kiedy ty jesteś taki ciekawski?-warknął chłopak.
-Od kiedy mój przyjaciel ma problemy. O co?
-Spytaj pani lekkich obyczajów.-zaśmiał się Kastiel.
Co to, to nie. Niech sobie nie wyobraża, że może bezkarnie mnie wyzywać. W końcu ja też mam uczucia. No nie? Nie wytrzymałam i uderzyłam go z liścia. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Lysander nie był w ogóle poruszony tym co się stało. Jakby to była dla niego norma, formalność, czy coś w tym stylu.
-Powiecie mi czy nie?-spytał wzdychając.
Opowiedzieliśmy my mu, każdy swoją wersję zdarzeń, a Lysander słuchał nas ze skupieniem. Z tego co się dowiedziałam, to mimo moich próśb Nataniel od razu wysłał to bezsensowne zdjęcie do Kastiela i to dlatego, gdy spotkałam go pod moim blokiem był taki inny. W końcu po wysłuchaniu nas zabrał głos białowłosy.
-Byłem wtedy w parku, o tej godzinie. Pisałem kolejną piosenkę i wtedy widziałem jak ty Kastiel niosłeś Sylwię, a potem odszedłeś bez słowa. Chciałem do was podejść, ale nie bardzo mi to odpowiadało, bo nie chciałem się mieszać w wasze sprawy.
-Teraz się jakoś mieszasz i ci to nie przeszkadza.
-To zupełnie inna bajka. Mniejsza o to. Sylwia wtedy została z Wiktorem, który się do niej przystawiał, że tak to ujmę. Chciał ją pocałować, jednak ona go odepchnęła. Później zaczęli się wykłócać z naszym gospodarzem.
-Z tym dupkiem.-wymamrotał czerwonowłosy.
-A mówiłeś, że go lubisz..-westchnęłam.
-Kto niby tak powiedział?-bronił się.
-Dacie mi dokończyć?-oboje zamilkliśmy.-Gdybym tylko wiedział, że będzie z tego taka afera, to bym jakoś interweniował. Tak więc Kastiel, Sylwia mówiła prawdę. Nie możesz być zły na rzeczy, na które nie masz wpływu.Chłopak stał jak wryty. Szczerze mówiąc, to ja też nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Trochę było mi głupio z tego wszystkiego i żal mi się zrobiło Kastiela. Pomyślałam, że go jakoś pocieszę, ale Lysander pokręcił tylko głową, gdy chciałam podejść do niego. Zaraz potem zaczął odchodzić, rzucając jakieś słowa do Lysadra. "Zdzwonimy się."
-Zostawmy go, musi to przemyśleć.
-No dobrze. Tak się cieszę, gdyby cię tam nie było, ta kłótnia skończyłaby się inaczej.
Lysader chwilę się wahał, jednak po chwili rzekł:
-Tak naprawdę, to tam nie przebywałem.
-Jak to?-spytałam nie rozumiejąc.
-Wierzę ci, więc musiałem was jakoś pogodzić.-powiedział z uśmiechem.
-Dzięki Lysiu.-powiedziałam przytulając go, ledwo powstrzymując łzy radości.
-Nie ma za co.
-Oj jest, jest.
-No dobrze. Tylko nie płacz już więcej. Masz takie piękne oczy.
-Dziękuję.-rzekłam puszczając go, próbując ukryć to, że się zarumieniłam.-Może chcesz do mnie wpaść? Bo miałeś chyba się spotkać z Kastielem, a w tej sytuacji to..
-Chętnie bym wpadł, ale przez te spotkanie miałem zrezygnować z moich planów. Tak więc mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeżeli odmówię.
-Nie no co ty. W porządeczku.-uśmiechnęłam się.
-To do jutra.-rzekł po czym poszedł w swoją stronę.
-Do jutra.-wyszeptałam.Udałam się do swojego mieszkania. Siostry nie było jeszcze w domu, tak więc miałam dom tylko dla siebie. Pomyślałam, żeby urządzić jakąś małą imprezkę, ale nie miałam na to zbytnio humoru. Wyjęłam produkty z lodówki i zabrałam się za robienie naleśników. Miałam na nie ochotę i pomyślałam, że moja siostra również będzie miała. Po godzinie wszytko było już zrobione, a ja zjadłam swoją porcję, siedząc i oglądając telewizję. Oczywiście miałam takiego pecha, że nie leciało nic ciekawego. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a po chwili w mieszkaniu znalazła się Ania. Dziewczyna wyglądała na bardzo zmęczoną. Przywitała się ze mną i usiadła obok na kanapie.
-Zrobiłam naleśniki.-rzekłam z uśmiechem.
-Spoko. To ja szybko zjem i idę spać. Jestem taka padnięta, że zaraz tutaj zasnę.-wyjęczała.-Tylko błagam nie budź mnie.
-Nie będę.-przyrzekłam.
Niebieskowłosa wzięła z kuchni talerz z naleśnikami i zamknęła się w swoim pokoju. Nie mając co robić poszłam do siebie i odpaliłam jakąś grę, dla zabicia czasu. Niby jutro miałam mieć kartkówkę z fizyki, ale po co się uczyć skoro i tak zawsze dostaję tą samą ocenę, niezależnie od nauki. Ogarnęłam się i tak minęła mi kolejna godzina. W końcu, gdy wybiła godzina 22 położyłam się spać. Nie byłam zbyt zmęczona i przewracałam się z boku na bok, ale w końcu jakoś zasnęłam.
Ze spokojnego snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 2:32. Zaspana wyszłam z pokoju i spojrzałam na Anię, która stała przy drzwiach. Miała rozczochrane włosy i była wyraźnie zdenerwowana faktem, że ktoś przerwał jej spanie. W sumie to się jej nie dziwie. Otworzyła lekko drzwi, po czym rzuciła szybkie "Do ciebie." i wróciła do swojego pokoju. Podeszłam niepewnie do drzwi i ujrzałam w nich Kastiela. Trzymał w rękach pudełko z czekoladkami. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
-Mogę wejść?-spytał patrząc mi w oczy. Oczywiście pomimo niechęci i późnej pory nie miałam serca, aby zostawić go na klatce.
-Wchodź.-rzuciłam niechętnie i odsunęłam się robiąc mu przejście.-Czy ty w ogóle wiesz która jest godzina?
-A co to ma do rzeczy?-zdziwił się
-A to ma do rzeczy, że normalni ludzie o tej porze śpią.
-Dobra nie ważne. Musimy pogadać.-rzekł przygaszonym głosem podając mi słodycze.
-Dzięki, to może wyjdziemy? Jakoś nie bardzo podoba mi się wizja wkurzonej Anki.-wzdrygnęłam się.
-Dobra. To ja poczekam na dole.
-Daj mi 5 minut.-rzuciłam wchodząc do łazienki.Szybko przeczesałam włosy i założyłam pierwsze lepsze ubrania. Zastanawiałam się, po co Kastiel tu przyszedł. Rozumiem, że Lysander prosił, żebym dała mu trochę czasu, ale nachodzenie mnie o tej porze? Czy on do reszty zwariował? Wzięłam klucze, zamknęłam dom i zeszłam na dół. Czerwonowłosy stał oparty o ścianę. Skierował głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął. Wyszliśmy przed klatkę. Dookoła było ciemno, zimno i ponuro. Spojrzałam na Kastiela wyczekując, aż coś powie, ale milczał patrząc beznamiętnie na plac. Widać było, że jest zamyślony. Postanowiłam przerwać ciszę, która trwała pomiędzy nami, lecz on w tym samym momencie się odezwał, przez co oboje zamilkliśmy.
-To po co tu przyszedłeś?-spytałam z nie małym zaciekawieniem.
-Chciałem cię przeprosić.-powiedział z trudem.
Tak jak się spodziewałam Kastiel nie jest typem osoby, której przepraszanie innych przychodzi z łatwością.
-Przez te parę dni..
-Tydzień.-poprawiłam go.
-Niech będzie tydzień. Po prostu zachowałem się jak dupek i chcę cię przeprosić.
-Wybaczam ci.-powiedziałam uśmiechając się pokrzepiająco.
-Serio?-spytał nieźle zdziwiony.
-No tak.Chłopak widocznie bardzo się ucieszył, bo już po chwili chciał się do mnie przytulić. Jednak, gdy zbliżał do się do mnie, odepchnęłam go. Oboje byliśmy zdziwieni moim czynem.
-Aha czyli jednak sobie żartowałaś. Dobra, mogłaś powiedzieć tak od razu.-powiedział obruszony.-Nie, czekaj. Ja.. Ja tak nie mogę. Z początku myślałam, że sobie żartujesz sobie z tym związkiem i tak dalej, ale ja cię po prostu znam tylko nie całe dwa tygodnie. No i w dodatku nie widziałam cię tyle czasu. To po prostu jest dla mnie dziwne. -Wolisz jego.-wymruczał denerwując się.-Nie. Wolę cię poznać zanim wplątam się w coś poważniejszego.
-To mnie poznaj. Cześć jestem Kastiel.-rzekł wyciągając rękę.
-Głupku, dobrze wiesz o co mi chodzi.-zaśmiałam się.
-Dobra, już dobra. Ale i tak cię zdobędę.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
-To się jeszcze okaże.-prychnęłam.
-To do zobaczenia jutro w szkole.-puścił mi oczko.
-Cześć. Rzekłam, po czym odwróciłam się i weszłam do klatki. Usłyszałam jeszcze za sobą swoje imię. Odwróciłam się i przed oczami przemknęły mi czerwone włosy. Poczułam jak ktoś mnie przytulił i wpił się w moje usta z wielkim pożądaniem. Ten Kastiel to potrafi mnie zaskakiwać. Odsunął się ode mnie i chytrze uśmiechnął, po czym odszedł. Czułam jeszcze jak wargi pulsują mi od nagłego pocałunku. Zupełnie nie rozumiałam jego toku myślenia, najpierw z nim, można powiedzieć, zrywam, a po chwili mnie całuje. Do tej pory nie daje mi spokoju fakt, że on tylko bawi się dziewczynami. Według mnie jest to okropne, ale może inni myślą inaczej. Kto wie? Weszłam po schodach i wolnym krokiem podeszłam do drzwi. Sięgnęłam do kieszeni, nie miałam przy sobie kluczy, ale przecież miałam je przy sobie, gdy...Kastiel. Miałam do wyboru dwie opcje, walić w drzwi i słuchać jutro cały dzień skarg siostry lub znaleźć chłopaka. Z dwóch opcji żadna nie wydawała mi się dobra. I pomimo, iż uważałam, że spotkanie z Kastielem raczej jest tą gorszą opcją, to i tak ją wybrałam, w końcu musiałam odzyskać swoje klucze. W duchu tak bardzo go znienawidziłam, że myślałam, że go zabiję jak tylko dopadnę. Choć z drugiej strony było to całkiem zabawne, że ucieka się do tak dziecinnych sztuczek. Wyszłam przed blok i na szczęście ujrzałam Kastiela. Podeszłam do niego i grzecznie spytałam:
-Oddasz mi moje klucze?
-Masz fajny breloczek.-powiedział spoglądając na małą figurkę żabki.-Wiesz trochę lipa z tym wyszła..
-W sensie?
-No bo chciałem, żebyś do mnie przyszła, ale dopiero przed chwilą zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiesz gdzie dokładnie mieszkam.-skrzywił się
-Jesteś niemożliwy.-westchnęłam
-A i tak będziesz mnie kochała.-uśmiechnął się.
-A skąd wiesz, że jeszcze cię nie kocham?
-Bo gdyby tak było, to byś mi się rzuciła na szyję.
-Aha dobrze wiedzieć. A mogę wiedzieć dlaczego mnie pocałowałeś?-spytałam rumieniąc się.
-Nie słyszałem sprzeciwu i dobrze wiem, że ci się podobało.
-Dobra, nie będę niszczyć twoich marzeń.
-Jesteś okrutna.-rzekł teatralnie.
-Dasz mi klucze?-spytałam.
-Dasz mi buzi?-wyszczerzył się.
-Nie to nie, pójdę obudzić siostrę.-odwróciłam się i ruszyłam do domu. Chłopak złapał mnie w talii.
-Nie psuj zabawy słoneczko.-szepnął mi do ucha.
-Dobra daj mi te klucze, jestem zmęczona i nie mam ochoty na te twoje gierki.
-Daruję ci ten jeden, jedyny raz.-wyraźnie podkreślił ostatnie słowa, po czym dał mi klucze.
-Dzięki, a teraz cześć. Po kilku minutach znalazłam się w domu. Nie mam pojęcia co mu strzeliło do głowy, ale tak w sumie, to cieszę się, że nie tkwił długo w żadnym dołku. Odłożyłam klucze na biurko, zrzuciłam z siebie ciuchy i położyłam się do łóżka. Byłam aż tak zmęczona, że od razu zasnęłam.
Zostaw komentarz ;) byle jaki, ale zostaw XD
-Spóźniłeś się.-skwitował go czerwonowłosy.
-Pójdę już.-wymruczałam i udałam się w stronę swojego bloku.
-Poczekaj.-rzekł białowłosy na co Kastiel tylko prychnął. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.-Skończcie to, co zaczęliście.
-Ja już z nią skończyłem.
-A o co poszło?-spytał dociekliwie Lysander.
-Od kiedy ty jesteś taki ciekawski?-warknął chłopak.
-Od kiedy mój przyjaciel ma problemy. O co?
-Spytaj pani lekkich obyczajów.-zaśmiał się Kastiel.
Co to, to nie. Niech sobie nie wyobraża, że może bezkarnie mnie wyzywać. W końcu ja też mam uczucia. No nie? Nie wytrzymałam i uderzyłam go z liścia. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Lysander nie był w ogóle poruszony tym co się stało. Jakby to była dla niego norma, formalność, czy coś w tym stylu.
-Powiecie mi czy nie?-spytał wzdychając.
Opowiedzieliśmy my mu, każdy swoją wersję zdarzeń, a Lysander słuchał nas ze skupieniem. Z tego co się dowiedziałam, to mimo moich próśb Nataniel od razu wysłał to bezsensowne zdjęcie do Kastiela i to dlatego, gdy spotkałam go pod moim blokiem był taki inny. W końcu po wysłuchaniu nas zabrał głos białowłosy.
-Byłem wtedy w parku, o tej godzinie. Pisałem kolejną piosenkę i wtedy widziałem jak ty Kastiel niosłeś Sylwię, a potem odszedłeś bez słowa. Chciałem do was podejść, ale nie bardzo mi to odpowiadało, bo nie chciałem się mieszać w wasze sprawy.
-Teraz się jakoś mieszasz i ci to nie przeszkadza.
-To zupełnie inna bajka. Mniejsza o to. Sylwia wtedy została z Wiktorem, który się do niej przystawiał, że tak to ujmę. Chciał ją pocałować, jednak ona go odepchnęła. Później zaczęli się wykłócać z naszym gospodarzem.
-Z tym dupkiem.-wymamrotał czerwonowłosy.
-A mówiłeś, że go lubisz..-westchnęłam.
-Kto niby tak powiedział?-bronił się.
-Dacie mi dokończyć?-oboje zamilkliśmy.-Gdybym tylko wiedział, że będzie z tego taka afera, to bym jakoś interweniował. Tak więc Kastiel, Sylwia mówiła prawdę. Nie możesz być zły na rzeczy, na które nie masz wpływu.Chłopak stał jak wryty. Szczerze mówiąc, to ja też nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Trochę było mi głupio z tego wszystkiego i żal mi się zrobiło Kastiela. Pomyślałam, że go jakoś pocieszę, ale Lysander pokręcił tylko głową, gdy chciałam podejść do niego. Zaraz potem zaczął odchodzić, rzucając jakieś słowa do Lysadra. "Zdzwonimy się."
-Zostawmy go, musi to przemyśleć.
-No dobrze. Tak się cieszę, gdyby cię tam nie było, ta kłótnia skończyłaby się inaczej.
Lysader chwilę się wahał, jednak po chwili rzekł:
-Tak naprawdę, to tam nie przebywałem.
-Jak to?-spytałam nie rozumiejąc.
-Wierzę ci, więc musiałem was jakoś pogodzić.-powiedział z uśmiechem.
-Dzięki Lysiu.-powiedziałam przytulając go, ledwo powstrzymując łzy radości.
-Nie ma za co.
-Oj jest, jest.
-No dobrze. Tylko nie płacz już więcej. Masz takie piękne oczy.
-Dziękuję.-rzekłam puszczając go, próbując ukryć to, że się zarumieniłam.-Może chcesz do mnie wpaść? Bo miałeś chyba się spotkać z Kastielem, a w tej sytuacji to..
-Chętnie bym wpadł, ale przez te spotkanie miałem zrezygnować z moich planów. Tak więc mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeżeli odmówię.
-Nie no co ty. W porządeczku.-uśmiechnęłam się.
-To do jutra.-rzekł po czym poszedł w swoją stronę.
-Do jutra.-wyszeptałam.Udałam się do swojego mieszkania. Siostry nie było jeszcze w domu, tak więc miałam dom tylko dla siebie. Pomyślałam, żeby urządzić jakąś małą imprezkę, ale nie miałam na to zbytnio humoru. Wyjęłam produkty z lodówki i zabrałam się za robienie naleśników. Miałam na nie ochotę i pomyślałam, że moja siostra również będzie miała. Po godzinie wszytko było już zrobione, a ja zjadłam swoją porcję, siedząc i oglądając telewizję. Oczywiście miałam takiego pecha, że nie leciało nic ciekawego. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a po chwili w mieszkaniu znalazła się Ania. Dziewczyna wyglądała na bardzo zmęczoną. Przywitała się ze mną i usiadła obok na kanapie.
-Zrobiłam naleśniki.-rzekłam z uśmiechem.
-Spoko. To ja szybko zjem i idę spać. Jestem taka padnięta, że zaraz tutaj zasnę.-wyjęczała.-Tylko błagam nie budź mnie.
-Nie będę.-przyrzekłam.
Niebieskowłosa wzięła z kuchni talerz z naleśnikami i zamknęła się w swoim pokoju. Nie mając co robić poszłam do siebie i odpaliłam jakąś grę, dla zabicia czasu. Niby jutro miałam mieć kartkówkę z fizyki, ale po co się uczyć skoro i tak zawsze dostaję tą samą ocenę, niezależnie od nauki. Ogarnęłam się i tak minęła mi kolejna godzina. W końcu, gdy wybiła godzina 22 położyłam się spać. Nie byłam zbyt zmęczona i przewracałam się z boku na bok, ale w końcu jakoś zasnęłam.
Ze spokojnego snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 2:32. Zaspana wyszłam z pokoju i spojrzałam na Anię, która stała przy drzwiach. Miała rozczochrane włosy i była wyraźnie zdenerwowana faktem, że ktoś przerwał jej spanie. W sumie to się jej nie dziwie. Otworzyła lekko drzwi, po czym rzuciła szybkie "Do ciebie." i wróciła do swojego pokoju. Podeszłam niepewnie do drzwi i ujrzałam w nich Kastiela. Trzymał w rękach pudełko z czekoladkami. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
-Mogę wejść?-spytał patrząc mi w oczy. Oczywiście pomimo niechęci i późnej pory nie miałam serca, aby zostawić go na klatce.
-Wchodź.-rzuciłam niechętnie i odsunęłam się robiąc mu przejście.-Czy ty w ogóle wiesz która jest godzina?
-A co to ma do rzeczy?-zdziwił się
-A to ma do rzeczy, że normalni ludzie o tej porze śpią.
-Dobra nie ważne. Musimy pogadać.-rzekł przygaszonym głosem podając mi słodycze.
-Dzięki, to może wyjdziemy? Jakoś nie bardzo podoba mi się wizja wkurzonej Anki.-wzdrygnęłam się.
-Dobra. To ja poczekam na dole.
-Daj mi 5 minut.-rzuciłam wchodząc do łazienki.Szybko przeczesałam włosy i założyłam pierwsze lepsze ubrania. Zastanawiałam się, po co Kastiel tu przyszedł. Rozumiem, że Lysander prosił, żebym dała mu trochę czasu, ale nachodzenie mnie o tej porze? Czy on do reszty zwariował? Wzięłam klucze, zamknęłam dom i zeszłam na dół. Czerwonowłosy stał oparty o ścianę. Skierował głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął. Wyszliśmy przed klatkę. Dookoła było ciemno, zimno i ponuro. Spojrzałam na Kastiela wyczekując, aż coś powie, ale milczał patrząc beznamiętnie na plac. Widać było, że jest zamyślony. Postanowiłam przerwać ciszę, która trwała pomiędzy nami, lecz on w tym samym momencie się odezwał, przez co oboje zamilkliśmy.
-To po co tu przyszedłeś?-spytałam z nie małym zaciekawieniem.
-Chciałem cię przeprosić.-powiedział z trudem.
Tak jak się spodziewałam Kastiel nie jest typem osoby, której przepraszanie innych przychodzi z łatwością.
-Przez te parę dni..
-Tydzień.-poprawiłam go.
-Niech będzie tydzień. Po prostu zachowałem się jak dupek i chcę cię przeprosić.
-Wybaczam ci.-powiedziałam uśmiechając się pokrzepiająco.
-Serio?-spytał nieźle zdziwiony.
-No tak.Chłopak widocznie bardzo się ucieszył, bo już po chwili chciał się do mnie przytulić. Jednak, gdy zbliżał do się do mnie, odepchnęłam go. Oboje byliśmy zdziwieni moim czynem.
-Aha czyli jednak sobie żartowałaś. Dobra, mogłaś powiedzieć tak od razu.-powiedział obruszony.-Nie, czekaj. Ja.. Ja tak nie mogę. Z początku myślałam, że sobie żartujesz sobie z tym związkiem i tak dalej, ale ja cię po prostu znam tylko nie całe dwa tygodnie. No i w dodatku nie widziałam cię tyle czasu. To po prostu jest dla mnie dziwne. -Wolisz jego.-wymruczał denerwując się.-Nie. Wolę cię poznać zanim wplątam się w coś poważniejszego.
-To mnie poznaj. Cześć jestem Kastiel.-rzekł wyciągając rękę.
-Głupku, dobrze wiesz o co mi chodzi.-zaśmiałam się.
-Dobra, już dobra. Ale i tak cię zdobędę.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
-To się jeszcze okaże.-prychnęłam.
-To do zobaczenia jutro w szkole.-puścił mi oczko.
-Cześć. Rzekłam, po czym odwróciłam się i weszłam do klatki. Usłyszałam jeszcze za sobą swoje imię. Odwróciłam się i przed oczami przemknęły mi czerwone włosy. Poczułam jak ktoś mnie przytulił i wpił się w moje usta z wielkim pożądaniem. Ten Kastiel to potrafi mnie zaskakiwać. Odsunął się ode mnie i chytrze uśmiechnął, po czym odszedł. Czułam jeszcze jak wargi pulsują mi od nagłego pocałunku. Zupełnie nie rozumiałam jego toku myślenia, najpierw z nim, można powiedzieć, zrywam, a po chwili mnie całuje. Do tej pory nie daje mi spokoju fakt, że on tylko bawi się dziewczynami. Według mnie jest to okropne, ale może inni myślą inaczej. Kto wie? Weszłam po schodach i wolnym krokiem podeszłam do drzwi. Sięgnęłam do kieszeni, nie miałam przy sobie kluczy, ale przecież miałam je przy sobie, gdy...Kastiel. Miałam do wyboru dwie opcje, walić w drzwi i słuchać jutro cały dzień skarg siostry lub znaleźć chłopaka. Z dwóch opcji żadna nie wydawała mi się dobra. I pomimo, iż uważałam, że spotkanie z Kastielem raczej jest tą gorszą opcją, to i tak ją wybrałam, w końcu musiałam odzyskać swoje klucze. W duchu tak bardzo go znienawidziłam, że myślałam, że go zabiję jak tylko dopadnę. Choć z drugiej strony było to całkiem zabawne, że ucieka się do tak dziecinnych sztuczek. Wyszłam przed blok i na szczęście ujrzałam Kastiela. Podeszłam do niego i grzecznie spytałam:
-Oddasz mi moje klucze?
-Masz fajny breloczek.-powiedział spoglądając na małą figurkę żabki.-Wiesz trochę lipa z tym wyszła..
-W sensie?
-No bo chciałem, żebyś do mnie przyszła, ale dopiero przed chwilą zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiesz gdzie dokładnie mieszkam.-skrzywił się
-Jesteś niemożliwy.-westchnęłam
-A i tak będziesz mnie kochała.-uśmiechnął się.
-A skąd wiesz, że jeszcze cię nie kocham?
-Bo gdyby tak było, to byś mi się rzuciła na szyję.
-Aha dobrze wiedzieć. A mogę wiedzieć dlaczego mnie pocałowałeś?-spytałam rumieniąc się.
-Nie słyszałem sprzeciwu i dobrze wiem, że ci się podobało.
-Dobra, nie będę niszczyć twoich marzeń.
-Jesteś okrutna.-rzekł teatralnie.
-Dasz mi klucze?-spytałam.
-Dasz mi buzi?-wyszczerzył się.
-Nie to nie, pójdę obudzić siostrę.-odwróciłam się i ruszyłam do domu. Chłopak złapał mnie w talii.
-Nie psuj zabawy słoneczko.-szepnął mi do ucha.
-Dobra daj mi te klucze, jestem zmęczona i nie mam ochoty na te twoje gierki.
-Daruję ci ten jeden, jedyny raz.-wyraźnie podkreślił ostatnie słowa, po czym dał mi klucze.
-Dzięki, a teraz cześć. Po kilku minutach znalazłam się w domu. Nie mam pojęcia co mu strzeliło do głowy, ale tak w sumie, to cieszę się, że nie tkwił długo w żadnym dołku. Odłożyłam klucze na biurko, zrzuciłam z siebie ciuchy i położyłam się do łóżka. Byłam aż tak zmęczona, że od razu zasnęłam.
Zostaw komentarz ;) byle jaki, ale zostaw XD
niedziela, 6 września 2015
Rozdział VI
Dobra przyznaję, nie jestem zbyt dobrą blogerką XD Mam napisane na zapas ok 15 rozdziałów tylko problem w tym, że są one nie przepisane do komputera. Utkwiłam w momencie, gdy próbowałam napisać coś, żeby akcja w opowiadaniu nie leciała tak szybko i szczerze powiedziawszy to....średnio mi wyszło. Więc dalej myślałam nad tym i nim się obejrzałam minęło tyle czasu i wszystkie plany się posypały. Tak więc postanowiłam wrócić do regularnego pisania, choć sama nie wiem jak mi to wyjdzie i niczego nie obiecuje jak na razie. Zmienię wystrój bloga i to chyba na razie tyle. Proszę o skomentowanie tego rozdziału, jeżeli ktokolwiek w ogóle zechce go przeczytać. Może i krótki, ale jakoś to nadrobimy w następnych. Bo szczerze mówiąc ja sama wolę poczekać trochę i przeczytać kilka rozdziałów pod rząd. Tak więc zapraszam. :)
Gdy miałam już wracać do domu, spotkałam Wiktora, który miał rozciętą wargę i śliwę pod okiem. Widać było, że wdał się w jakąś bójkę. Na myśl przyszedł mi tylko jeden osobnik i był to Kastiel.
-Kto ci to zrobił?- spytałam prosto z mostu krzyżując ramiona.
-Nie ważne. Może chcesz żebym cię odprowadził?
-Kastiel?-spytałam nie odpowiadając mu.
-Nie.-mruknął
-Aha, nie no wcale. Mógłbyś łaskawie się nie unosić swoją męską dumą i mi łaskawie odpowiedzieć czy to był on czy nie?-spytałam lekko się denerwując.
-No tak, to był on, zadowolona?
-Co za idiota!- wydarłam się na cały korytarz.
-Po prostu nie wierzę, że on jest taki głupi, a dlaczego ci to zrobił?-spytałam gdy trochę ochłonęłam. -Ten czubek gospodarz pokazał mu to durne zdjęcie i się wkurzył.
-Kiedy?
-Co kiedy?-spytał zmieszany.
-Kiedy pokazał mu to zdjęcie? Ostatnio się strasznie dziwnie zachowuje..
-A skąd ja mam wiedzieć idź go spytać.
-Dobra, pójdę. Idziesz ze mną?
-Nie dzięki, odwiedzę naszą kochaną dyrektorkę.- rzekł sarkastycznie.
-To cześć.-rzuciłam odchodząc.
Ruszyłam szybkim krokiem do pokoju gospodarzy i błagałam w myślach, aby jeszcze tam był. Nie miałam pojęcia, co mu mogło strzelić do głowy, żeby pokazywać mu to durne zdjęcie. Przeklinam tego kto wymyślił aparat.. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że w pokoju jest tylko dziewczyna w moim wieku. Brunetka w niebieskim sweterku siedziała przy biurku. Wypełniała jakieś papiery popijając coś z kubka z napisem "Szefowa". Z tego co mówiły mi dziewczyny z mojej klasy, była ona zakochana w Natanielu i mimo, że tego nie okazywała łatwo się można było domyślić. Do tej pory nie mogę pojąć jak mogła się zakochać w takim bałwanie. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia dziewczyna uniosła lekko głowę, zdjęła okulary i prześwietliła mnie wzrokiem.
-Pukać cię nie nauczyli?
-Najwyraźniej nie. Gdzie jest Nataniel?
-Dlaczego go szukasz?-spytała wyraźnie poddenerwowana.
-Wyluzuj się. Na pewno nie mam zamiaru ci go zabierać.-wzdrygnęłam się.-Gdzie on jest?-ponowiłam pytanie.
-Wyszedł przed chwilą. Ale co od niego..-nie dałam jej dokończyć.
Wyszłam z pokoju trzaskając głośno drzwiami. Jeżeli miałam go jeszcze w ogóle dziś dogonić to musiałam się spieszyć. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższą pogawędkę. Chociaż może lepiej dla niej, bo zaczynała mnie wyprowadzać z równowagi. Ale jak on mógł to zrobić? No jak? Wybiegłam przed szkołę i panicznie zaczęłam się rozglądać. Niestety nigdzie go nie było, za murami liceum też go nie widziałam. Musiałam go znaleźć, no po prostu musiałam..
Miałam tylko wielką nadzieję, że nie przyjechali po niego rodzice. W końcu taki bogacz nie może sobie chyba pozwolić na jazdę autobusem, nie? Ale chyba nie zaszkodzi sprawdzić czy go nie ma na przystanku. Tylko problem tkwił w tym, że nie wiem na którym przystanku on może być. No trudno, jestem już dość zmęczona, więc nie mam zamiaru biec do najdalszego przystanku. Pierwszy lepszy, wybieram ten najbliżej szkoły. Lepiej się pospieszę. Pobiegłam najszybciej jak umiałam. Jednak w-f się do czegoś przydaje. Zobaczyłam osobę z blond czupryną i białą koszulą. To na pewno on! Wchodził do autobusu. O nie, nie, nie. Biegłam całą drogę nie po to żeby on mi teraz uciekł. Pociągnęłam z całej siły za koszulę blondyna, tym samym wyciągając go z pojazdu.
-Co ty wyprawiasz?
-Co ja wyprawiam?! Co ty wyprawiasz?! Jak mogłeś pokazać to durne zdjęcie dla Kastiela? Wiesz ile teraz mamy przez to problemów?-krzyczałam na niego, było mi w tamtej chwili obojętne, że ludzie się na nas patrzą.
-Wiem. Zasłużyłaś sobie na to.
-Wiesz? Nie masz pojęcia.-uderzyłam go w twarz, nie ma prawa mnie oceniać.-Jesteś kompletnym idiotą.-poczułam jak po policzku spłynęła mi łza. To całe zdarzenie musiało wyglądać komicznie. Jak w jakimś tanim teatrze. Czy coś w tym stylu.
-Sylwia. Ja nie chciałem, żebyś zmarnowała sobie życie, rozumiesz?-powiedział tłumacząc się.
-To moje życie i mam prawo z nim robić co mi się żywnie podoba.-wycedziłam zaciskając zęby.
-Ale pomyśl.. On cię ściągnie na dno, powinnaś być z kimś, kto ma dobre stopnie. Z kimś takim jak.. -Jak ty? Chyba sobie kpisz.
-Nie mówię konkretnie o sobie, to tylko przykład.
-Ty naprawdę masz nie równo pod sufitem.-prychnęłam.-Kiedy pokazałeś to zdjęcie dla Kasa?
-A co to ma do rzeczy?
-Odpowiadaj.
-Jakiś czas po tym jak się całowałaś z Arminem.
-Ja się z nim nie, a zresztą nie ważne.-powiedziałam odchodząc
-Ej gdzie idziesz? Sylwia? Pokazałam mu środkowego palca, po czym ruszyłam do domu rozmyślając nad tą całą sytuacją.
Gdy byłam już nie daleko mojego bloku, coś przykuło moją uwagę. W sumie nie coś, a raczej ktoś. Od razu zaczęłam iść w stronę osoby siedzącej na ławce, tylko tak, żeby mnie nie zobaczył, bo pewnie by mi uciekł. Podchodziłam do niego powoli, gdy zaczepiłam się o jakąś reklamówkę. Ninją to ja raczej nie zostanę. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i kiedy tylko mnie zobaczył, wsadził telefon do kieszeni i chciał odejść, ale ja go przytuliłam tym samym zatrzymując chłopaka. Miałam łzy w oczach, chciałam mu powiedzieć prawdę, ale i tak by mi nie uwierzył..
-Co? Przytulasz mnie tak jak wcześniej jego tak? Ty zdziro.- po tych słowach rozpłakałam się na dobre, mimo, że to nie była prawda, to i tak nie mogłam uwierzyć, jak mógł coś takiego powiedzieć.-Zostaw mnie i idź do swojego Wiktorka, pewnie leży gdzieś tam jeszcze w krzakach.- w sumie jak się nad tym zastanowić, to dlaczego pobił Wiktora? Czyżby mu choć trochę zależało?-Myślałem.. Myślałem, że jesteś inna, ale jesteś taka sama jak Debra.
-Nie..nie mów t-tak.-mówiłam przez łzy.
-A co? Może to nie jest prawda? Weź nie ściemniaj dobrze? Wiem co widziałem!-powiedział głośniejszym tonem.
-To chyba właśnie nie wiesz.
-Czego niby nie wiem?
-Tego jaka jest prawda.-rzekłam powoli się uspokajając.-Zresztą sam nie cierpisz Nataniela, a już tak nagle mu wierzysz we wszystko? To może zostańcie przyjaciółmi.-powiedziałam sarkastycznie. -Mam swoje powody, żeby mu wierzyć.
-Niby jakie?
-Nie będę ci tego tłumaczyć. Możesz mnie w końcu puścić?
-A możesz przestać być taki?-spytałam wkurzona patrząc mu w oczy.
-Nie.-rzucił odwracając wzrok.
-Kastiel uspokój się.-skierowaliśmy oboje głowy w stronę osoby, która wypowiedziała te słowa...
Gdy miałam już wracać do domu, spotkałam Wiktora, który miał rozciętą wargę i śliwę pod okiem. Widać było, że wdał się w jakąś bójkę. Na myśl przyszedł mi tylko jeden osobnik i był to Kastiel.
-Kto ci to zrobił?- spytałam prosto z mostu krzyżując ramiona.
-Nie ważne. Może chcesz żebym cię odprowadził?
-Kastiel?-spytałam nie odpowiadając mu.
-Nie.-mruknął
-Aha, nie no wcale. Mógłbyś łaskawie się nie unosić swoją męską dumą i mi łaskawie odpowiedzieć czy to był on czy nie?-spytałam lekko się denerwując.
-No tak, to był on, zadowolona?
-Co za idiota!- wydarłam się na cały korytarz.
-Po prostu nie wierzę, że on jest taki głupi, a dlaczego ci to zrobił?-spytałam gdy trochę ochłonęłam. -Ten czubek gospodarz pokazał mu to durne zdjęcie i się wkurzył.
-Kiedy?
-Co kiedy?-spytał zmieszany.
-Kiedy pokazał mu to zdjęcie? Ostatnio się strasznie dziwnie zachowuje..
-A skąd ja mam wiedzieć idź go spytać.
-Dobra, pójdę. Idziesz ze mną?
-Nie dzięki, odwiedzę naszą kochaną dyrektorkę.- rzekł sarkastycznie.
-To cześć.-rzuciłam odchodząc.
Ruszyłam szybkim krokiem do pokoju gospodarzy i błagałam w myślach, aby jeszcze tam był. Nie miałam pojęcia, co mu mogło strzelić do głowy, żeby pokazywać mu to durne zdjęcie. Przeklinam tego kto wymyślił aparat.. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że w pokoju jest tylko dziewczyna w moim wieku. Brunetka w niebieskim sweterku siedziała przy biurku. Wypełniała jakieś papiery popijając coś z kubka z napisem "Szefowa". Z tego co mówiły mi dziewczyny z mojej klasy, była ona zakochana w Natanielu i mimo, że tego nie okazywała łatwo się można było domyślić. Do tej pory nie mogę pojąć jak mogła się zakochać w takim bałwanie. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia dziewczyna uniosła lekko głowę, zdjęła okulary i prześwietliła mnie wzrokiem.
-Pukać cię nie nauczyli?
-Najwyraźniej nie. Gdzie jest Nataniel?
-Dlaczego go szukasz?-spytała wyraźnie poddenerwowana.
-Wyluzuj się. Na pewno nie mam zamiaru ci go zabierać.-wzdrygnęłam się.-Gdzie on jest?-ponowiłam pytanie.
-Wyszedł przed chwilą. Ale co od niego..-nie dałam jej dokończyć.
Wyszłam z pokoju trzaskając głośno drzwiami. Jeżeli miałam go jeszcze w ogóle dziś dogonić to musiałam się spieszyć. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższą pogawędkę. Chociaż może lepiej dla niej, bo zaczynała mnie wyprowadzać z równowagi. Ale jak on mógł to zrobić? No jak? Wybiegłam przed szkołę i panicznie zaczęłam się rozglądać. Niestety nigdzie go nie było, za murami liceum też go nie widziałam. Musiałam go znaleźć, no po prostu musiałam..
Miałam tylko wielką nadzieję, że nie przyjechali po niego rodzice. W końcu taki bogacz nie może sobie chyba pozwolić na jazdę autobusem, nie? Ale chyba nie zaszkodzi sprawdzić czy go nie ma na przystanku. Tylko problem tkwił w tym, że nie wiem na którym przystanku on może być. No trudno, jestem już dość zmęczona, więc nie mam zamiaru biec do najdalszego przystanku. Pierwszy lepszy, wybieram ten najbliżej szkoły. Lepiej się pospieszę. Pobiegłam najszybciej jak umiałam. Jednak w-f się do czegoś przydaje. Zobaczyłam osobę z blond czupryną i białą koszulą. To na pewno on! Wchodził do autobusu. O nie, nie, nie. Biegłam całą drogę nie po to żeby on mi teraz uciekł. Pociągnęłam z całej siły za koszulę blondyna, tym samym wyciągając go z pojazdu.
-Co ty wyprawiasz?
-Co ja wyprawiam?! Co ty wyprawiasz?! Jak mogłeś pokazać to durne zdjęcie dla Kastiela? Wiesz ile teraz mamy przez to problemów?-krzyczałam na niego, było mi w tamtej chwili obojętne, że ludzie się na nas patrzą.
-Wiem. Zasłużyłaś sobie na to.
-Wiesz? Nie masz pojęcia.-uderzyłam go w twarz, nie ma prawa mnie oceniać.-Jesteś kompletnym idiotą.-poczułam jak po policzku spłynęła mi łza. To całe zdarzenie musiało wyglądać komicznie. Jak w jakimś tanim teatrze. Czy coś w tym stylu.
-Sylwia. Ja nie chciałem, żebyś zmarnowała sobie życie, rozumiesz?-powiedział tłumacząc się.
-To moje życie i mam prawo z nim robić co mi się żywnie podoba.-wycedziłam zaciskając zęby.
-Ale pomyśl.. On cię ściągnie na dno, powinnaś być z kimś, kto ma dobre stopnie. Z kimś takim jak.. -Jak ty? Chyba sobie kpisz.
-Nie mówię konkretnie o sobie, to tylko przykład.
-Ty naprawdę masz nie równo pod sufitem.-prychnęłam.-Kiedy pokazałeś to zdjęcie dla Kasa?
-A co to ma do rzeczy?
-Odpowiadaj.
-Jakiś czas po tym jak się całowałaś z Arminem.
-Ja się z nim nie, a zresztą nie ważne.-powiedziałam odchodząc
-Ej gdzie idziesz? Sylwia? Pokazałam mu środkowego palca, po czym ruszyłam do domu rozmyślając nad tą całą sytuacją.
Gdy byłam już nie daleko mojego bloku, coś przykuło moją uwagę. W sumie nie coś, a raczej ktoś. Od razu zaczęłam iść w stronę osoby siedzącej na ławce, tylko tak, żeby mnie nie zobaczył, bo pewnie by mi uciekł. Podchodziłam do niego powoli, gdy zaczepiłam się o jakąś reklamówkę. Ninją to ja raczej nie zostanę. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i kiedy tylko mnie zobaczył, wsadził telefon do kieszeni i chciał odejść, ale ja go przytuliłam tym samym zatrzymując chłopaka. Miałam łzy w oczach, chciałam mu powiedzieć prawdę, ale i tak by mi nie uwierzył..
-Co? Przytulasz mnie tak jak wcześniej jego tak? Ty zdziro.- po tych słowach rozpłakałam się na dobre, mimo, że to nie była prawda, to i tak nie mogłam uwierzyć, jak mógł coś takiego powiedzieć.-Zostaw mnie i idź do swojego Wiktorka, pewnie leży gdzieś tam jeszcze w krzakach.- w sumie jak się nad tym zastanowić, to dlaczego pobił Wiktora? Czyżby mu choć trochę zależało?-Myślałem.. Myślałem, że jesteś inna, ale jesteś taka sama jak Debra.
-Nie..nie mów t-tak.-mówiłam przez łzy.
-A co? Może to nie jest prawda? Weź nie ściemniaj dobrze? Wiem co widziałem!-powiedział głośniejszym tonem.
-To chyba właśnie nie wiesz.
-Czego niby nie wiem?
-Tego jaka jest prawda.-rzekłam powoli się uspokajając.-Zresztą sam nie cierpisz Nataniela, a już tak nagle mu wierzysz we wszystko? To może zostańcie przyjaciółmi.-powiedziałam sarkastycznie. -Mam swoje powody, żeby mu wierzyć.
-Niby jakie?
-Nie będę ci tego tłumaczyć. Możesz mnie w końcu puścić?
-A możesz przestać być taki?-spytałam wkurzona patrząc mu w oczy.
-Nie.-rzucił odwracając wzrok.
-Kastiel uspokój się.-skierowaliśmy oboje głowy w stronę osoby, która wypowiedziała te słowa...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)