Zapraszam wszystkich do czytania :))
Spojrzałam na niego zdumiona. Nie spodziewałam się, że on tu przyjdzie. Co on sobie w ogóle myśli? Na twarzy mojej mamy malowało się nie zadowolenie. Z resztą nie ma co się dziwić. Zaniemówiłam. Na szczęście sytuację uratowała Ania. Podeszła do Kastiela po czym wzięła od niego reklamówki.
-To jest chłopak Sylwii. Poprosiłam go wcześniej żeby coś nam przyniósł. W końcu trzeba to jakoś uczcić, że przyjechaliście do nas.-rzekła uradowana grając na zwłokę, a ja dalej nie mogłam z siebie wydusić słowa.-No przedstaw go mamie.-dodała szturchając mnie w bok i zaniosła trunki do salonu w którym siedzieli mężczyźni. To co przykuło moją uwagę, było to, że Szymon patrzy na mnie chłodnym wzrokiem.
-A tak. Mamo to jest Kastiel.-powiedziałam wskazując na chłopaka.
-Miło mi panią poznać.-oznajmił uprzejmie uśmiechając się.
-Mnie również jest miło. Ale czemu mi wcześniej nie powiedziałaś, że masz już kogoś?
-Bo nie było czego mówić.-wyszeptałam.
-Jak to?-burknęła.
-Nie nic mamusiu. Po prostu nie chciałam psuć niespodzianki.-zaśmiałam się nerwowo.
-Mamo chodź już! Daj im chwilę.-krzyknęła Ania i po chwili moja mama zmyła się do pokoju.
Przejechałam po chłopaku morderczym wzrokiem. W tamtej chwili wyobrażałam sobie jak umiera. Tak bardzo się wstydziłam spojrzeć mojej mamie w twarz. W końcu w pewien sposób ją oszukałam. Prawda? Trudno, później jej to może jakoś wyjaśnię. Spojrzałam na Kastiela wymownie, wyszliśmy na klatkę. Ledwo się powstrzymałam przed uderzeniem go. Zapewne zrozumiał, że nie może tak lekceważąco podchodzić do wszystkiego. Było mu głupio. Widziałam to. Ale co by było gdybym na prawdę była sama w domu? W sumie on jest nie obliczalny, mógłby zrobić wszystko.
-Po co tu przylazłeś?-warknęłam.
-Chciałem cię upić i przelecieć.-rzucił bezwstydnie.
-Żarty sobie robisz?!-chyba zaraz szlag mnie trafi.
-Nie, a czemu miałbym?
-Idź stąd.-wycedziłam przez zęby, powstrzymując łzy, które z nikąd napływały do moich oczu.
-Ej, dopiero przyszedłem.-powiedział lekceważąco.
-Nie zbliżaj się więcej do mnie. Rozumiesz?-spytałam popychając go, już miałam dość jego zabawy, znudziło mnie to.
-Ty chyba nie mówisz poważnie.-prychnął pewny siebie.
-W przeciwieństwie do ciebie wiem kiedy powinnam być poważna.
-No już, ogarnij się i mnie przytul.-rzekł zbliżając się do mnie.
Miałam już go dość. Dość jego gierek, tego fałszywego uśmiechu, prób zdobycia mnie. To koniec. Nie chciałam, żeby myślał o mnie jak o pierwszej lepszej. Dziś całkowicie przegiął. Do tej pory się zastanawiam, co ja takiego w nim widzę, że za każdym razem, gdy jest blisko mnie czuję przyjemne ciepło. W jednej chwili, poczułam jak robi mi się słabo. Oparłam się o ścianę i zsunęłam wzdłuż niej. Ostatnie co widziałam, zanim kompletnie odpłynęłam to były brązowe włosy.
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam jasno niebieskie tęczówki wpatrujące się we mnie z przerażeniem i troską. Brunet dotknął zimną ręką mojego czoła, a później policzka. Patrzyłam na niego jakby nieobecnym wzrokiem. W końcu westchnął i odezwał się do mnie.
-Jesteś rozpalona. Dasz radę wstać?-spytał czule.
-Dam radę.-oznajmiłam, po czym spróbowałam się podnieść.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o chłopaka. Który spojrzał na mnie z politowaniem i wziął na ręcę. Wszedł do mieszkania zamykając drzwi lekkim pchnięciem nogą. Zaniósł do mojego pokoju i położył na łóżko. Po chwili zjawiła się niebieskowłosa. Usiadła obok mnie pytając co się stało. Sama nie dokońca wiedziałam co. Nawet nie wiedziałam gdzie się podział Kastiel. Zaraz, po co ja sobie nim jeszcze zaprzątam głowę? Przecież sama kazałam mu się ode mnie odczepić.
Kilka godzin później wszyscy znaleźli się w łóżkach. Jako, że miałyśmy w sumie dwa łóżka i kanapę, musiałam spać z siostrą. Która cały czas się rozpychała, więc nie mogłam zasnąć. W końcu poddałam się i skierowałam do kuchni. Szymon siedział na kanapie oglądając telewizję. Gdy weszłam do salonu odwrócił głowę w moją stronę, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
-Lepiej się czujesz?-spytał anielskim głosem.
-Chyba tak.-rzekłam siadając obok niego.-Jeszcze ci nie podziękowałam za przeniesienie mnie tutaj. Pewnie byłam ciężka.-zmartwiłam się.
-Tak byłaś, powinnaś schudnąć.-rzucił z kamienną twarzą.-Dobra żartuję, nie ma za co dziękować.-zaśmiał się serdecznie. To było takie miłe doświadczenie siedzieć obok kogoś, kto nie skrywa się za maską. Ktoś, kto nie jest sztuczny i pusty.-Mam pytanie.
-Jakie?
-To nie jest twój chłopak prawda?-tego się nie spodziewałam, zupełnie nie wiedziałam jak mam odpowiedzieć, ale postanowiłam, że nie będę go okłamywała.
-Nie, jest chamskim, bezczelnym, naprzykrzającym się idiotą, ale czasem potrafi być miły. Rzadko, ale jednak.
-Rozumiem.
-Sama nie wiem czemu mnie tak traktuje.-westchnęłam.-Może jestem za brzydka.
-No coś ty, gdybym nie był twoim przyrodnim bratem to bym się w tobie zakochał, a on po prostu jest durnym egoistą.-powiedział oburzony.-Znaczy..no ten, rozumiesz nie?-dodał zarumieniony odwracając głowę.
-Haha weź przestań, bo jeszcze uwierzę, że się zakochałeś.-zaśmiałam się.
Po kilku minutach poszłam zrobić nam ciepłe kakao. Na prawdę, to zadziwiające, że mimo tego, że do tej pory unikaliśmy siebie nawzajem to odnaleźliśmy wspólny język. Wypiliśmy szybko zawartość kubków i włączyliśmy jakąś komedię. Oparłam głowę o jego ramię i oddałam się w objęcia Morfeusza.
Obudziłam się z bólem pleców w objęciach chłopaka. Trochę mi było głupio, że przeze mnie było mu nie wygodnie. Postarałam się wykaraskać tak, żeby go nie obudzić, co ledwo mi się udało. Westchnęłam z ulgą, gdy zadzwonił jego telefon. A więc wszystko poszło na marne. Chłopak miał rozczochrane włosy i zasnanym wzrokiem przyglądał mi się chwilę po czym złapał za telefon. Rozmawiał chwilę po czym nie mogąc powstrzymać ciekawości spytałam kto do niego dzwonił.
-Moja dziewczyna, pytała się o której wracam.-powiedział jak gdyby nigdy nic.
Tylko dlaczego poczułam to dziwne ukłucie w sercu? Czyżbym była zazdrosna o mojego brata? Nie, to chyba jakieś żarty. Czysty przypadek i tyle. Ale dlaczego?
Tego samego dnia pożegnałyśmy się ze wszystkimi. Trochę szkoda, że nie mogli zostać dłużej. Obiecałyśmy, że następnym razem to my do nich przyjedziemy. Resztę dnia spędziłyśmy na sprzątaniu i relaksowaniu się, przed kolejnym pracowitym tygodniem. Kilka razy ktoś do mnie dzwonił z nieznanego numeru. Trochę to dziwne. Nie miałam na nic ochoty i położyłam się spać.
Rano wstałam ze złym samopoczuciem. Po zjedzeniu śniadania udałam się do łazienki. Przejrzałam się w lustrze. Zaczerwienione oczy i nos dawały o sobie znać. Poczesałam rozczochrane włosy. Oczywiście przez kołtuny zajęło mi to trochę czasu. Nałożyłam lekki makijaż i się ubrałam. Wzięłam torbę z książkami, po czym wyszłam z domu. Do rozpoczęcia lekcji zostało mi 20 minut więc się zbytnio nie spieszyłam. Niespodziewanie zadzwonił mi telefon. Odebrałam najszybciej. W słuchawce usłyszałam znajomy mi głos. Tylko nie mogłam dopasować do kogo należał.
-Hej piękna.
-Cześć. Kto dzwoni?-spytałam.
-No nie poznajesz?
-Nie.-rzekłam zgodnie z prawdą.
Poczułam jak ktoś gwałtownie położył rękę na moim lewym ramieniu i stanął po prawej stronie. Spojrzałam na osobnika. Był to blondyn o zielonych oczach. Spoglądnał na mnie przenikliwym wzrokiem i uśmiechnął się.
-Dalej nie poznajesz?
-Poznaję, ale..skąd masz mój numer?
-Twoja przyjaciółeczka mi dała.-uśmiechnął się szelmowsko. Czyżby był z niego drugi Kastiel? Tylko nie to..
-Miło było, ale idę do szkoły.-powiedziałam odchodząc.
-Ej to ja się dla ciebie zrywam z lekcji, a ty mi uciekasz?-zapytał łapiąc mnie za ramię.
-Tak. Masz jakiś problem?-rzuciłam wyrywając mu się.
-Nie chcę się naprzykrzać ale...
-To tego nie rób.-przerwałam mu.-Cześć.
Odeszłam kilka kroków i gdy usłyszałam za sobą czyjeś kroki, od razu przyspieszyłam. Chciałam się tylko znaleźć w sali. Przynajmniej mogłabym sobie odpocząć od tego ciągłego rozmyślania. Zatęskniłam za swoim starym domem. Byłam tylko ja i on. Zawsze się dogadywaliśmy, a kłótnie to była u nas rzecz z którą nigdy się nie spotykaliśmy. Nawet moja mama go lubiła, a teraz? Wyprowadził się już dawno temu. Nawet nie mam jego numeru. Bez uprzedzenia ktoś zagrodził mi drogę. Nie spodziewałam się ujrzeć dwukolorowe tęczówki białowłosego. Chłopak spojrzał na mnie trochę zmartwiony. Zaprowadził mnie na ławkę znajdującą się na dziedzińcu. Wypytywał mnie o to czy wiem gdzie podziewa się Kastiel. Oczywiście odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jak to ja, nie mogąc powstrzymać ciekawości spytałam czy ta cała Nina jest jego dziewczyną. Chłopak tylko się tajemniczo uśmiechnął i powiedział coś niezrozumiałego, po czym rzekł stanowcze "Nie".
Po kilku nudnych, ciągnących się godzinach skończyły się lekcje. Na dziedzińcu pozostało kilka osób. Gdy mijałam próg szkoły, ktoś mnie zaczepił. Tym ktosiem była najbardziej denerwująca mnie w tamtej chwili osoba. Nataniel stanął przede mną z jakimś notesem w ręce i po chwili wydusił z siebie:
-Cieszę się, że cię złapałem.-jego sztywny ton przeszył mnie na wskroś.
-Nie podzielam wzjaemności.-powiedziałam krzyżując ręcę.-Co chcesz?
-Do jakiego klubu chcesz należeć?-spytał służbowo.
-Muszę?
-Jeżeli nie chcesz, będziesz musiała zostawać po lekcjach i pomagać nauczycielom w papierkowej robocie, zarządzenie pani dyrektor.
-A jakie są?-spytałam udając zainteresowanie.
-Mamy klub sportowy koszykarzy lub klub ogrodniczy.
-Duży wybór.-prychnęłam.-Zapisz mnie do ogrodników. Nie chce mi się latać za piłką.
-Tak właściwie, to miejsca w tym klubie są już zapełnione.-powiedział drapiąc się po głowie.
-To po co mi zawracasz głowę. Wpisz mnie gdziekolwiek. A kto jest w tym klubie oprócz mnie? Dużo osób?
-Około 20. Z twojej klasy to,-spojrzał do zeszytu.- Diana, Wiola, Amber i resztę mam zapisaną gdzieś indziej. -Dobra, to narka.
-Ej.-spojrzałam na niego.-Słuchaj, chcę cię przeprosić. Wtedy w parku ja, ja nie powinienem tego wysyłać. Już wiem jak to było na prawdę.-powiedział szczerze.
-Spoko. Przyczyniłeś się do rozpadu udawanego związku, który nie miał sensu więc ok. Mnie tam to zwisa.
-To się cieszę, że to już sobie wyjaśniliśmy. Także wiesz, ja wracam do pracy. Cześć.
Mimo tego jaki był dla mnie wcześniej, jakaś część mnie jest skłonna mu wybaczyć, więc czemu nie? Może nie poznałam go wystarczająco dobrze, żeby móc go osądzać i to dlatego wydaje mi się, że po dłuższej rozmowie jest z niego nawet dobry kolega.
Gdy wracałam do domu moją uwagę przykuła biała czupryna. Postanowiłam zagadać i podeszłam do dziewczyny. Jej złote oczy zalśniły i uśmiech pojawił się na twarzy. Wyglądała mi na miłą osobę. Najbardziej w jej wyglądzie zadziwił mnie jej piękny strój.
-Gdzie kupiłaś tą sukienkę?
-Tą?-pomyślała chwilę, po czym pojawił się na jej twarzy uśmiech.-Leoś mi ją podarował. Brat Lysia.
-To ty i Lysander nie jesteście rodzeństwem?-zdziwiłam się.
-Nie no co ty.-zaśmiała się.-Czemu tak pomyślałaś?-spytała zaciekawiona.
-Bo macie identyczny kolor włosów.
-Aha, kiedyś Lysio jak występował musiał sobie pofarbować, żeby pasowały do jego stroju, a że mu się spodobały, to takie zostawił.
Pogadałyśmy jeszcze trochę. Namówiłam ją, żeby do mnie wpadła. Zgodziła się, bo i by musiała czekać aż Leo skończy pracę, a nie chce mu przeszkadzać. Usiadłyśmy wygodnie na kanapie i włączyłyśmy telewizję. Ni stąd ni zowąd do drzwi balkonowych ktoś zaczął się dobijać. Spojrzałyśmy po sobie zaskoczone. Nie pewnie podeszłyśmy do mojego balkonu.
Najlepszaa <3
OdpowiedzUsuńWitam :)
OdpowiedzUsuńWpadłam na twojego bloga przypadkiem (już nawet nie pamiętam jak) 2 dni temu. Niestety nie miałam za bardzo czasu czytać, a komentuję dopiero teraz, gdyż czytałam na telefonie, a tam komentarze zawsze i gdzieś giną -.-
Dobra, mniejsza. Twój blog bardzo mi się podoba i cieszę się, że na niego trafiłam xd Fajowo też, że zeswatałaś Sylwię z Kastielem, gdyż ja go wręcz uwielbiam *.*
Ogólnie rzecz biorąc - świetny blog i jedynym moim zastrzeżeniem jest to, iż akcja leci trochę za szybko. Najlepiej dawaj po prostu dużo opisów przeżyć, bo to też strasznie zapełnia rozdziały xd
Będę tu wpadać częściej, pozdrawiam c:
To może tak, witam na blogu i cieszę się że wpadłaś ^.^ Bardzo dobrze wiem o co chodzi z tym pisaniem na telefonie, tragedia -,-Szczerze mówiąc, to też go uwielbiam i chociaż jest masa opowiadań z jego udziałem, to trudno xD A jeżeli chodzi o akcję, wiem, że za szybko to wszystko leci, ale tak jakoś mam, że gdy tylko wpadnie mi jakiś pomysł do głowy, to go jak najszybciej realizuję. Sama nie jestem zwolenniczką wolnej akcji i lubię jak coś się dzieje, ale się jakoś postaram to ciągnąć. Więc mam nadzieję, że będziesz wpadała ;)
Usuń