sobota, 26 września 2015

Rozdział VIII

Z powodu drastycznego obniżenia obecności osób czytających jestem "zmuszona" do zrobienia ankiety
------------>
Proszę o wzięcie udziału w głosowaniu.



Także ten, miłego czytania ;)



          Następnego dnia byłam w wspaniałym nastroju. Czułam się tak, bo dowiedziałam się, że w natępny weekend przyjedzie do nas w odwiedziny mama. Nie będę kłamała, stęskniłam się za nią i to bardzo. Ostatni raz widziałyśmy się jakiś miesiąc temu. A poza tym, przyjedzie z nią mój przyrodni brat Szymon, syn mojego ojczyma z poprzedniego małżeństwa. Gdy ojciec nas zostawił, moja rodzicielka postanowiła ułożyć sobie życie z kimś innym. Tak więc padło na Mariana-faceta mojej mamy. Nie mamy zbyt dobrego kontaktu i chyba jak na razie nie zamierzamy mieć. Jest on chłopakiem podobnym do Nataniela, ale tylko z charakteru. No więc wracając. Ania miała dziś wolne. Oczywiście nie obyło się bez wypytywania, co chciał ode mnie Kastiel w środku nocy. Mimo, że nie chciałam być dla niej chamska, powiedziałam, że to nie jest jej sprawa. O około godziny 14 wyszła z domu wyszykowana. Umówiła się ze znajomymi na picie. Jako, że nie chciałam siedzieć sama w domu, postanowiłam z kimś wyjść. Jako, że nie miałam numeru jeszcze nikogo z mojej szkoły i na myśl przychodził mi tylko czerwonowłosy, szybko porzuciłam pomysł umawiania się z kimś. Ubrałam się, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Bez obranego celu, wędrowałam zwiedzając nowe zakamarki. Pomyślałam, żeby się przejść do parku. Usiadłam na ławce, a delikatny wiatr rozwiewał mi włosy. Dookoła było pełno jesiennych liści. Uwielbiałam tę porę roku, ogólnie lubiłam, gdy przychodziliśmy całą rodziną do takich miejsc jak to. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałam Kastiela.. Czy ja jestem w jakiś sposób od niego uzależniona? Nie, to jest nie możliwe. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie mogłam uwierzyć, że jednak dalej myślę o tym głąbie. Skarciłam się w duchu. Nagle na moich spodniach znalazł się patyk. Nim się spostrzegłam na moich kolanach znalazł się ogromny pies. Pisnęłam z przerażenia i wzdrygnęłam się. Mimo, że nie miałam fobii dotyczących psów, to się wystraszyłam. Usłyszałam za sobą śmiech. Męski śmiech. Kilku chłopaków. Zgoniłam bestię z siebie i wstałam obruszona karcąc psa wzrokiem, który lekko spuścił głowę. Szkoda mi się go zrobiło jednak nie miałam zamiaru zwracać już na niego uwagi. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie.
-Ej wystraszyłaś mi psa i sobie idziesz?-usłyszałam za sobą znajomy głos.-Tak nie ładnie.-chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć z powrotem. Kiedy ujrzałam czerwony kolor włosów, wiedziałam kto to jest.
-Puść mnie idioto.-warknęłam wyrywając się.
Przede mną stała grupka ludzi. Było po równo chłopaków jak i dziewczyn. Niektórych kojarzyłam, ale większości nie znałam.
-Kto to?-spytała jedna z nich patrząc na mnie lekceważąco trzymając Lysandra pod rękę.
-Moja dziewczyna.-rzekł Kastiel.
-Chciałbyś.-prychnęłam.-Chyba już z tobą rozmawiałam na ten temat.
-Oj no nie bądź taka i nie rób mi obciachu.-zaśmiał się obruszając ramionami.-Sylwia.
-Miło mi cię poznać.-uśmiechnęła się sztucznie blondwłosa dziewczyna lustrując mnie wzrokiem.-Jestem Nina.
-Dajan.-puścił do mnie oczko, chłopak o ciemnej karnacji i dredach.
-Rozalia, ale mnie już znasz.-zaśmiała się białowłosa, co prawda nie dane mi było z nią długo rozmawiać, ale wydawała się miła, nie to co ta jasnowłosa laleczka.
Zza grupki wyszła dziewczyna o ciemno-zielonych włosach. Przyjrzała mi się chwilę, po czym zalśniły jej brązowe oczy i szybkim krokiem do mnie podbiegła. Krzyknęła jeszcze "Sysia!", po czym rzuciła się na mnie tak jak tamten pies. Nie znałam tej dziewczyny, a przynajmniej tak mi się w tamtej chwili wydawało. Ale skąd znała moje imię?


Stała tak we mnie wtulona, po chwili poczułam jak moja koszulka robi się mokra. Dziewczyna zaczęła drżeć. Objęłam ją mocniej. Wszyscy przyglądali się nam jakbyśmy były atrakcją w jakimś zoo. Zielonowłosa spojrzała na mnie i spytała:
-Rozmazałam się?-na co wszyscy wybuchli śmiechem.
-Skąd mnie znasz?-zapytałam doszczętnie zdziwiona jej zachowaniem.
-No jak to? Nie pamiętasz mnie?- zasmuciła się.
-Wybacz.
-A może przypominasz sobie taką brunetkę, którą poznałaś na dyskotece? Paliłyśmy później w piwnicy razem z twoją siostrą.-zaśmiała się.
Próbowałam odszukać wydarzenie w pamięci. Co prawda była z nami wtedy dziewczyna, ale nie była ani trochę podobna do tej, która przede mną stała. Tamta była grubsza, miała jasne niebieskie oczy i miała inny kolor włosów. Po prostu nie dało się jej rozpoznać.
-Kamila?-spytałam niepewnie.
-Ty mnie się pytasz czy odpowiadasz?
-Brawo! Masz rację.-krzyknął blondyn, którego nie zdążyłam jeszcze poznać.
-Ale tak szczerze nie wyglądasz jak ona.
-Chciałam się zmienić. Zmieniłam kolor włosów, schudłam, noszę soczewki i seksowne ciuszki.-zaśmiała się serdecznie.
Rozmawiałyśmy o niej, o mnie, o wszystkim w zasadzie. Przyszła tu z Dajanem, bo chciała poznać nowych ludzi. Osobiście poznałam Dake'a. Czyli zielonookiego blondyna, od którego Kastiel nie odwracał wzroku. Może nie znałam żadnego z chłopaków za dobrze, ale wydawało mi się, że czerwonowłosy widział w nim swojego rywala. Po jakimś czasie Rozalia razem z Lysandrem i Niną poszli do domu. Pobawiłam się z psem Kastiela. Pies wydawał się dla mnie być słodszy niż jego właściciel. Dochodziła powoli godzina 20 więc nadszedł czas, żeby zbierać się do domu. Kamila podała mi swój numer, żebyśmy się mogły skontaktować. Trochę przerażała mnie myśl, że Kastiel i ja idziemy w tą samą stronę. Pożegnaliśmy się z Dajanem i zielonowłosą, nie daleko fontanny, która jeszcze działała. Usiadłam na jej brzegu, a chłopcy spojrzeli na mnie pytająco.
-Jak chcecie to idźcie ja sobie trochę posiedzę.
-Właśnie idź już Dake.-wymamrotał Kastiel.
-Gdyby nie to, że muszę gdzieś jeszcze zajść, to bym tu został.-rzekł uśmiechając się sztucznie do Kastiela.-Tak więc, miło mi było cię poznać.-rzekł całując mnie w policzek.-Narka.
-Pa.-powiedziałam zaczerwieniona.
-Cześć.-rzucił Kastiel.
Nie zaprzeczę, spodobał mi się ten chłopak. Był bardzo miły w stosunku do mnie, ale chłodność z jaką traktował innych mężczyzn lekko mnie odpychał. Spojrzałam w przeciwną stronę i zagarnęłam włosy, żeby Kastiel nie zobaczył tego, że się rumienię. Co raczej mi nie wyszło, bo poczułam na sobie jego intensywny wzrok. Spojrzałam na jego twarz. Miał uniesioną jedną brew do góry i przyglądał mi się z pogardą. Zrobiło mi się głupio, nie mam pojęcia dlaczego. W końcu nic do niego nie czułam. Więc dlaczego tak dziwnie się czułam.
-Podoba ci się.-skwitował.
-Co ty pleciesz?-spytałam z niepokojem w głosie czując motyle w brzuchu.
-A nic, ostatnio bawię się w psychologa.-prychnął.
-Ogarnij się.-rzekłam do niego wstając.
Chłopak tylko potrząsnął lekko głową, po czym wziął psa na smycz. Spojrzałam na zwierzę. Nie znałam się na rasach, więc nie mogłam powiedzieć jaka to rasa. Swoją drogą zaciekawiło mnie to dlaczego tak się nazywa. Pewnie Kastiel to wymyślił. W końcu spytałam o to czerwonowłosego.
-A myślisz, że pasowało by do niego coś w stylu Reksio albo Ciapek? Bo ja nie sądzę.-zaśmiał się szczerze.
To chyba pierwszy raz, gdy zrobił to tak naturalnie, nie sztucznie. Tak na prawdę, to wydawał mi się on w tamtej chwili bardzo pociągający. Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Szybko otrząsnęłam sję od tych myśli. Nigdy się w nim nie zakocham. Nie ma mowy. W końcu postanowiliśmy wrócić. Niestety odezwała się moja niezdarność i potknęłam się o własną nogę. W ostatniej chwili złapał mnie za rękę Kastiel.


Demon pociągnął go niestety i oboje wpadliśmy do wody. Kastiel głośno przeklął. Nie mam pojęcia dlaczego, ale śmieszyła mnie ta cała sytuacja. Chłopak wyglądał komicznie. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Mimo, że byłam przemoknięta do suchej nitki. Oboje wyszliśmy z wody, która lała się z nas strumieniami.
-Lepiej to zdejmij, bo się przeziębisz.-powiedział chłopak zdejmując koszulkę. Ujrzałam jego wyrzeźbioną klatkę i brzuch. Wyglądał uroczo.
-Wolę być chora niż żebyś oglądał mnie w staniku.
-W sumie i tak by nie było na co popatrzeć.-prychnął.
-Świnia.
-Miło mi, Kastiel jestem.
-Nienawidzę cię.-rzuciłam bezradnie.
-Jak ty lubisz mi to powtarzać.
-Kocham.
-Mnie?
-Chciałbyś.-zaśmiałam się rumieniąc się.
Mokra koszulka przyległa mi do ciała, eksponując moje kształty. Zauważyłam, że Kastiel przygląda mi się na cycki. Odwróciłam się do niego plecami cała czerwona.
-No w sumie to coś tam jednak masz.
-Zboczeniec.-krzyknęłam.
-Przecież się tylko droczę.-powiedział przytulając mnie od tyłu.
Poczułam na plecach jego mięśnie. Nie mogłam oprzeć się temu uczuciu. To prawda co mówią, że pożądanie zwycięża zdrowy rozsądek. W tej chwili nie myślałam o niczym więcej tylko o nim. Poczułam jak całuję mnie w szyję. Przyjemny dreszcz przeszył moje ciało. Wydałam z siebie ciche westchnienie, tym samym dając mu "pozwolenie" na dalsze działanie w moim kierunku. Szepnął mi do ucha coś w stylu mówiłem, że się we mnie zakochasz.. Tym samym rozjaśnił mi się umysł. On robił to tylko dla zabawy. Odsunęłam się od niego. Na co tylko cicho się zaśmiał. Był ode mnie lepszy. Miał duże doświadczenie w sprawach o których ja czytałam w książkach. Nie mogłam odepchnąć wrażenia, że tak łatwo dałam się podpuścić. Nie chciałam żeby myślał, że jestem łatwa. Chłopak wziął do ręki smycz i spytał, czczy możemy już wracać. Odwróciłam od niego głowę. Wstydziłam się sama za siebie. Gdyby nie to, że wpadliśmy do tej fontanny, byłabym już w domu w moim wygodnym łóżku z kubkiem kakao. A teraz? Stoję cała przemoknięta obok chłopaka, który chce mnie tylko wykorzystać.
-Wszystko ok?-spytał.
-Jakby cię to obchodziło.-wymruczałam.
-Bo obchodzi.
-Nie, ciebie nic nie obchodzi. Dobrze wiem jaki jesteś. Zdążyłam to już zauważyć.
-Ty to potrafisz zepsuć romantyczną chwilę.-westchnął ponuro.-Chodź.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
Zaciągnął mnie pod sam blok nie wypowiadając ani słowa. Sama również nie zamierzałam zaczynać rozmowy. Przyjrzał mi się uważnie.
-Siostra się nie będzie czepiała, że jesteś cała mokra?-spytał.
-Poszła na imprezę.
-Czyli masz wolną chatę?-spytał ucieszony. Po co mu to mówiłam?
-Nie wiem. Może wróciła.
-Zaryzykuję. To do zobaczenia.
Rzucił szybko po czym poszedł w stronę swojego bloku. Weszłam do mieszkania. O dziwo drzwi były otwarte. W środku siedziała moja mama, ojczym, Szymon i Ania. Spojrzałam na nich zszokowana. Szybko poszłam do pokoju przebrać się w suche ubrania. Wróciłam do pokoju, po czym rzuciłam się mojej mamie na szyję. Była to kobieta około czterdziestki. Miała krótkie kruczoczarne włosy i zielone oczy. Obok niej siedział siwy mężczyzna w okularach, z którym się również przywitałem. Na końcu podeszłam do chłopaka w moim wieku. Był to przystojny, wysoki brunet o niebieskich oczach. Na szczęście nie zadawali pytań dlaczego byłam mokra. Okazało się, że Ania źle zrozumiała się z mamą. Bo miała przyjechać w następny weekend, a okazało się trochę inaczej. Wszyscy rozmawialiśmy w salonie, gdy usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi na korytarzu.
-Sylwia! Kochanie gdzie jesteś?!
Szybko pobiegłam do drzwi w których stał Kastiel, trzymając w rękach reklamówki z alkoholem. Moja mama stanęła za mną i spytała lustrując nas wzrokiem:
-Kim jest ten chłopak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz