niedziela, 6 września 2015

Rozdział VI

Dobra przyznaję, nie jestem zbyt dobrą blogerką XD Mam napisane na zapas ok 15 rozdziałów tylko problem w tym, że są one nie przepisane do komputera. Utkwiłam w momencie, gdy próbowałam napisać coś, żeby akcja w opowiadaniu nie leciała tak szybko i szczerze powiedziawszy to....średnio mi wyszło. Więc dalej myślałam nad tym i nim się obejrzałam minęło tyle czasu i wszystkie plany się posypały. Tak więc postanowiłam wrócić do regularnego pisania, choć sama nie wiem jak mi to wyjdzie i niczego nie obiecuje jak na razie. Zmienię wystrój bloga i to chyba na razie tyle. Proszę o skomentowanie tego rozdziału, jeżeli ktokolwiek w ogóle zechce go przeczytać. Może i krótki, ale jakoś to nadrobimy w następnych. Bo szczerze mówiąc ja sama wolę poczekać trochę i przeczytać kilka rozdziałów pod rząd. Tak więc zapraszam. :)


          Gdy miałam już wracać do domu, spotkałam Wiktora, który miał rozciętą wargę i śliwę pod okiem. Widać było, że wdał się w jakąś bójkę. Na myśl przyszedł mi tylko jeden osobnik i był to Kastiel.
 -Kto ci to zrobił?- spytałam prosto z mostu krzyżując ramiona. 
-Nie ważne. Może chcesz żebym cię odprowadził? 
 -Kastiel?-spytałam nie odpowiadając mu. 
-Nie.-mruknął 
-Aha, nie no wcale. Mógłbyś łaskawie się nie unosić swoją męską dumą i mi łaskawie odpowiedzieć czy to był on czy nie?-spytałam lekko się denerwując. 
-No tak, to był on, zadowolona? 
-Co za idiota!- wydarłam się na cały korytarz.
-Po prostu nie wierzę, że on jest taki głupi, a dlaczego ci to zrobił?-spytałam gdy trochę ochłonęłam. -Ten czubek gospodarz pokazał mu to durne zdjęcie i się wkurzył. 
-Kiedy? 
-Co kiedy?-spytał zmieszany. 
-Kiedy pokazał mu to zdjęcie? Ostatnio się strasznie dziwnie zachowuje.. 
-A skąd ja mam wiedzieć idź go spytać. 
-Dobra, pójdę. Idziesz ze mną? 
-Nie dzięki, odwiedzę naszą kochaną dyrektorkę.- rzekł sarkastycznie. 
-To cześć.-rzuciłam odchodząc.
 Ruszyłam szybkim krokiem do pokoju gospodarzy i błagałam w myślach, aby jeszcze tam był. Nie miałam pojęcia, co mu mogło strzelić do głowy, żeby pokazywać mu to durne zdjęcie. Przeklinam tego kto wymyślił aparat.. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że w pokoju jest tylko dziewczyna w moim wieku. Brunetka w niebieskim sweterku siedziała przy biurku. Wypełniała jakieś papiery popijając coś z kubka z napisem "Szefowa". Z tego co mówiły mi dziewczyny z mojej klasy, była ona zakochana w Natanielu i mimo, że tego nie okazywała łatwo się można było domyślić. Do tej pory nie mogę pojąć jak mogła się zakochać w takim bałwanie. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia dziewczyna uniosła lekko głowę, zdjęła okulary i prześwietliła mnie wzrokiem. 
-Pukać cię nie nauczyli? 
-Najwyraźniej nie. Gdzie jest Nataniel? 
-Dlaczego go szukasz?-spytała wyraźnie poddenerwowana. 
-Wyluzuj się. Na pewno nie mam zamiaru ci go zabierać.-wzdrygnęłam się.-Gdzie on jest?-ponowiłam pytanie. 
-Wyszedł przed chwilą. Ale co od niego..-nie dałam jej dokończyć. 
Wyszłam z pokoju trzaskając głośno drzwiami. Jeżeli miałam go jeszcze w ogóle dziś dogonić to musiałam się spieszyć. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższą pogawędkę. Chociaż może lepiej dla niej, bo zaczynała mnie wyprowadzać z równowagi. Ale jak on mógł to zrobić? No jak? Wybiegłam przed szkołę i panicznie zaczęłam się rozglądać. Niestety nigdzie go nie było, za murami liceum też go nie widziałam. Musiałam go znaleźć, no po prostu musiałam.. 
          Miałam tylko wielką nadzieję, że nie przyjechali po niego rodzice. W końcu taki bogacz nie może sobie chyba pozwolić na jazdę autobusem, nie? Ale chyba nie zaszkodzi sprawdzić czy go nie ma na przystanku. Tylko problem tkwił w tym, że nie wiem na którym przystanku on może być. No trudno, jestem już dość zmęczona, więc nie mam zamiaru biec do najdalszego przystanku. Pierwszy lepszy, wybieram ten najbliżej szkoły. Lepiej się pospieszę. Pobiegłam najszybciej jak umiałam. Jednak w-f się do czegoś przydaje. Zobaczyłam osobę z blond czupryną i białą koszulą. To na pewno on! Wchodził do autobusu. O nie, nie, nie. Biegłam całą drogę nie po to żeby on mi teraz uciekł. Pociągnęłam z całej siły za koszulę blondyna, tym samym wyciągając go z pojazdu. 
-Co ty wyprawiasz? 
-Co ja wyprawiam?! Co ty wyprawiasz?! Jak mogłeś pokazać to durne zdjęcie dla Kastiela? Wiesz ile teraz mamy przez to problemów?-krzyczałam na niego, było mi w tamtej chwili obojętne, że ludzie się na nas patrzą. 
-Wiem. Zasłużyłaś sobie na to. 
-Wiesz? Nie masz pojęcia.-uderzyłam go w twarz, nie ma prawa mnie oceniać.-Jesteś kompletnym idiotą.-poczułam jak po policzku spłynęła mi łza. To całe zdarzenie musiało wyglądać komicznie. Jak w jakimś tanim teatrze. Czy coś w tym stylu. 
-Sylwia. Ja nie chciałem, żebyś zmarnowała sobie życie, rozumiesz?-powiedział tłumacząc się. 
-To moje życie i mam prawo z nim robić co mi się żywnie podoba.-wycedziłam zaciskając zęby. 
-Ale pomyśl.. On cię ściągnie na dno, powinnaś być z kimś, kto ma dobre stopnie. Z kimś takim jak.. -Jak ty? Chyba sobie kpisz. 
-Nie mówię konkretnie o sobie, to tylko przykład. 
-Ty naprawdę masz nie równo pod sufitem.-prychnęłam.-Kiedy pokazałeś to zdjęcie dla Kasa? 
-A co to ma do rzeczy? 
-Odpowiadaj. 
-Jakiś czas po tym jak się całowałaś z Arminem. 
-Ja się z nim nie, a zresztą nie ważne.-powiedziałam odchodząc 
 -Ej gdzie idziesz? Sylwia? Pokazałam mu środkowego palca, po czym ruszyłam do domu rozmyślając nad tą całą sytuacją. 
          Gdy byłam już nie daleko mojego bloku, coś przykuło moją uwagę. W sumie nie coś, a raczej ktoś. Od razu zaczęłam iść w stronę osoby siedzącej na ławce, tylko tak, żeby mnie nie zobaczył, bo pewnie by mi uciekł. Podchodziłam do niego powoli, gdy zaczepiłam się o jakąś reklamówkę. Ninją to ja raczej nie zostanę. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i kiedy tylko mnie zobaczył, wsadził telefon do kieszeni i chciał odejść, ale ja go przytuliłam tym samym zatrzymując chłopaka. Miałam łzy w oczach, chciałam mu powiedzieć prawdę, ale i tak by mi nie uwierzył.. 
-Co? Przytulasz mnie tak jak wcześniej jego tak? Ty zdziro.- po tych słowach rozpłakałam się na dobre, mimo, że to nie była prawda, to i tak nie mogłam uwierzyć, jak mógł coś takiego powiedzieć.-Zostaw mnie i idź do swojego Wiktorka, pewnie leży gdzieś tam jeszcze w krzakach.- w sumie jak się nad tym zastanowić, to dlaczego pobił Wiktora? Czyżby mu choć trochę zależało?-Myślałem.. Myślałem, że jesteś inna, ale jesteś taka sama jak Debra. 
-Nie..nie mów t-tak.-mówiłam przez łzy.
-A co? Może to nie jest prawda? Weź nie ściemniaj dobrze? Wiem co widziałem!-powiedział głośniejszym tonem. 
-To chyba właśnie nie wiesz. 
-Czego niby nie wiem? 
-Tego jaka jest prawda.-rzekłam powoli się uspokajając.-Zresztą sam nie cierpisz Nataniela, a już tak nagle mu wierzysz we wszystko? To może zostańcie przyjaciółmi.-powiedziałam sarkastycznie. -Mam swoje powody, żeby mu wierzyć. 
-Niby jakie? 
-Nie będę ci tego tłumaczyć. Możesz mnie w końcu puścić? 
-A możesz przestać być taki?-spytałam wkurzona patrząc mu w oczy.
-Nie.-rzucił odwracając wzrok. 
-Kastiel uspokój się.-skierowaliśmy oboje głowy w stronę osoby, która wypowiedziała te słowa... 

2 komentarze:

  1. Super , uwielbiam czytać Twojego bloga :-) , czekam na next !!! , powodzenia Ci życzę w pisaniu następnego rozdziału :-)

    OdpowiedzUsuń