-Kastiel, uspokój się.-skierowaliśmy oboje głowy w stronę osoby, która wypowiedziała te słowa. Był to nie kto inny jak Lysander.
-Spóźniłeś się.-skwitował go czerwonowłosy.
-Pójdę już.-wymruczałam i udałam się w stronę swojego bloku.
-Poczekaj.-rzekł białowłosy na co Kastiel tylko prychnął. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.-Skończcie to, co zaczęliście.
-Ja już z nią skończyłem.
-A o co poszło?-spytał dociekliwie Lysander.
-Od kiedy ty jesteś taki ciekawski?-warknął chłopak.
-Od kiedy mój przyjaciel ma problemy. O co?
-Spytaj pani lekkich obyczajów.-zaśmiał się Kastiel.
Co to, to nie. Niech sobie nie wyobraża, że może bezkarnie mnie wyzywać. W końcu ja też mam uczucia. No nie? Nie wytrzymałam i uderzyłam go z liścia. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Lysander nie był w ogóle poruszony tym co się stało. Jakby to była dla niego norma, formalność, czy coś w tym stylu.
-Powiecie mi czy nie?-spytał wzdychając.
Opowiedzieliśmy my mu, każdy swoją wersję zdarzeń, a Lysander słuchał nas ze skupieniem. Z tego co się dowiedziałam, to mimo moich próśb Nataniel od razu wysłał to bezsensowne zdjęcie do Kastiela i to dlatego, gdy spotkałam go pod moim blokiem był taki inny. W końcu po wysłuchaniu nas zabrał głos białowłosy.
-Byłem wtedy w parku, o tej godzinie. Pisałem kolejną piosenkę i wtedy widziałem jak ty Kastiel niosłeś Sylwię, a potem odszedłeś bez słowa. Chciałem do was podejść, ale nie bardzo mi to odpowiadało, bo nie chciałem się mieszać w wasze sprawy.
-Teraz się jakoś mieszasz i ci to nie przeszkadza.
-To zupełnie inna bajka. Mniejsza o to. Sylwia wtedy została z Wiktorem, który się do niej przystawiał, że tak to ujmę. Chciał ją pocałować, jednak ona go odepchnęła. Później zaczęli się wykłócać z naszym gospodarzem.
-Z tym dupkiem.-wymamrotał czerwonowłosy.
-A mówiłeś, że go lubisz..-westchnęłam.
-Kto niby tak powiedział?-bronił się.
-Dacie mi dokończyć?-oboje zamilkliśmy.-Gdybym tylko wiedział, że będzie z tego taka afera, to bym jakoś interweniował. Tak więc Kastiel, Sylwia mówiła prawdę. Nie możesz być zły na rzeczy, na które nie masz wpływu.Chłopak stał jak wryty. Szczerze mówiąc, to ja też nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Trochę było mi głupio z tego wszystkiego i żal mi się zrobiło Kastiela. Pomyślałam, że go jakoś pocieszę, ale Lysander pokręcił tylko głową, gdy chciałam podejść do niego. Zaraz potem zaczął odchodzić, rzucając jakieś słowa do Lysadra. "Zdzwonimy się."
-Zostawmy go, musi to przemyśleć.
-No dobrze. Tak się cieszę, gdyby cię tam nie było, ta kłótnia skończyłaby się inaczej.
Lysader chwilę się wahał, jednak po chwili rzekł:
-Tak naprawdę, to tam nie przebywałem.
-Jak to?-spytałam nie rozumiejąc.
-Wierzę ci, więc musiałem was jakoś pogodzić.-powiedział z uśmiechem.
-Dzięki Lysiu.-powiedziałam przytulając go, ledwo powstrzymując łzy radości.
-Nie ma za co.
-Oj jest, jest.
-No dobrze. Tylko nie płacz już więcej. Masz takie piękne oczy.
-Dziękuję.-rzekłam puszczając go, próbując ukryć to, że się zarumieniłam.-Może chcesz do mnie wpaść? Bo miałeś chyba się spotkać z Kastielem, a w tej sytuacji to..
-Chętnie bym wpadł, ale przez te spotkanie miałem zrezygnować z moich planów. Tak więc mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeżeli odmówię.
-Nie no co ty. W porządeczku.-uśmiechnęłam się.
-To do jutra.-rzekł po czym poszedł w swoją stronę.
-Do jutra.-wyszeptałam.Udałam się do swojego mieszkania. Siostry nie było jeszcze w domu, tak więc miałam dom tylko dla siebie. Pomyślałam, żeby urządzić jakąś małą imprezkę, ale nie miałam na to zbytnio humoru. Wyjęłam produkty z lodówki i zabrałam się za robienie naleśników. Miałam na nie ochotę i pomyślałam, że moja siostra również będzie miała. Po godzinie wszytko było już zrobione, a ja zjadłam swoją porcję, siedząc i oglądając telewizję. Oczywiście miałam takiego pecha, że nie leciało nic ciekawego. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a po chwili w mieszkaniu znalazła się Ania. Dziewczyna wyglądała na bardzo zmęczoną. Przywitała się ze mną i usiadła obok na kanapie.
-Zrobiłam naleśniki.-rzekłam z uśmiechem.
-Spoko. To ja szybko zjem i idę spać. Jestem taka padnięta, że zaraz tutaj zasnę.-wyjęczała.-Tylko błagam nie budź mnie.
-Nie będę.-przyrzekłam.
Niebieskowłosa wzięła z kuchni talerz z naleśnikami i zamknęła się w swoim pokoju. Nie mając co robić poszłam do siebie i odpaliłam jakąś grę, dla zabicia czasu. Niby jutro miałam mieć kartkówkę z fizyki, ale po co się uczyć skoro i tak zawsze dostaję tą samą ocenę, niezależnie od nauki. Ogarnęłam się i tak minęła mi kolejna godzina. W końcu, gdy wybiła godzina 22 położyłam się spać. Nie byłam zbyt zmęczona i przewracałam się z boku na bok, ale w końcu jakoś zasnęłam.
Ze spokojnego snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 2:32. Zaspana wyszłam z pokoju i spojrzałam na Anię, która stała przy drzwiach. Miała rozczochrane włosy i była wyraźnie zdenerwowana faktem, że ktoś przerwał jej spanie. W sumie to się jej nie dziwie. Otworzyła lekko drzwi, po czym rzuciła szybkie "Do ciebie." i wróciła do swojego pokoju. Podeszłam niepewnie do drzwi i ujrzałam w nich Kastiela. Trzymał w rękach pudełko z czekoladkami. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
-Mogę wejść?-spytał patrząc mi w oczy. Oczywiście pomimo niechęci i późnej pory nie miałam serca, aby zostawić go na klatce.
-Wchodź.-rzuciłam niechętnie i odsunęłam się robiąc mu przejście.-Czy ty w ogóle wiesz która jest godzina?
-A co to ma do rzeczy?-zdziwił się
-A to ma do rzeczy, że normalni ludzie o tej porze śpią.
-Dobra nie ważne. Musimy pogadać.-rzekł przygaszonym głosem podając mi słodycze.
-Dzięki, to może wyjdziemy? Jakoś nie bardzo podoba mi się wizja wkurzonej Anki.-wzdrygnęłam się.
-Dobra. To ja poczekam na dole.
-Daj mi 5 minut.-rzuciłam wchodząc do łazienki.Szybko przeczesałam włosy i założyłam pierwsze lepsze ubrania. Zastanawiałam się, po co Kastiel tu przyszedł. Rozumiem, że Lysander prosił, żebym dała mu trochę czasu, ale nachodzenie mnie o tej porze? Czy on do reszty zwariował? Wzięłam klucze, zamknęłam dom i zeszłam na dół. Czerwonowłosy stał oparty o ścianę. Skierował głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął. Wyszliśmy przed klatkę. Dookoła było ciemno, zimno i ponuro. Spojrzałam na Kastiela wyczekując, aż coś powie, ale milczał patrząc beznamiętnie na plac. Widać było, że jest zamyślony. Postanowiłam przerwać ciszę, która trwała pomiędzy nami, lecz on w tym samym momencie się odezwał, przez co oboje zamilkliśmy.
-To po co tu przyszedłeś?-spytałam z nie małym zaciekawieniem.
-Chciałem cię przeprosić.-powiedział z trudem.
Tak jak się spodziewałam Kastiel nie jest typem osoby, której przepraszanie innych przychodzi z łatwością.
-Przez te parę dni..
-Tydzień.-poprawiłam go.
-Niech będzie tydzień. Po prostu zachowałem się jak dupek i chcę cię przeprosić.
-Wybaczam ci.-powiedziałam uśmiechając się pokrzepiająco.
-Serio?-spytał nieźle zdziwiony.
-No tak.Chłopak widocznie bardzo się ucieszył, bo już po chwili chciał się do mnie przytulić. Jednak, gdy zbliżał do się do mnie, odepchnęłam go. Oboje byliśmy zdziwieni moim czynem.
-Aha czyli jednak sobie żartowałaś. Dobra, mogłaś powiedzieć tak od razu.-powiedział obruszony.-Nie, czekaj. Ja.. Ja tak nie mogę. Z początku myślałam, że sobie żartujesz sobie z tym związkiem i tak dalej, ale ja cię po prostu znam tylko nie całe dwa tygodnie. No i w dodatku nie widziałam cię tyle czasu. To po prostu jest dla mnie dziwne. -Wolisz jego.-wymruczał denerwując się.-Nie. Wolę cię poznać zanim wplątam się w coś poważniejszego.
-To mnie poznaj. Cześć jestem Kastiel.-rzekł wyciągając rękę.
-Głupku, dobrze wiesz o co mi chodzi.-zaśmiałam się.
-Dobra, już dobra. Ale i tak cię zdobędę.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
-To się jeszcze okaże.-prychnęłam.
-To do zobaczenia jutro w szkole.-puścił mi oczko.
-Cześć. Rzekłam, po czym odwróciłam się i weszłam do klatki. Usłyszałam jeszcze za sobą swoje imię. Odwróciłam się i przed oczami przemknęły mi czerwone włosy. Poczułam jak ktoś mnie przytulił i wpił się w moje usta z wielkim pożądaniem. Ten Kastiel to potrafi mnie zaskakiwać. Odsunął się ode mnie i chytrze uśmiechnął, po czym odszedł. Czułam jeszcze jak wargi pulsują mi od nagłego pocałunku. Zupełnie nie rozumiałam jego toku myślenia, najpierw z nim, można powiedzieć, zrywam, a po chwili mnie całuje. Do tej pory nie daje mi spokoju fakt, że on tylko bawi się dziewczynami. Według mnie jest to okropne, ale może inni myślą inaczej. Kto wie? Weszłam po schodach i wolnym krokiem podeszłam do drzwi. Sięgnęłam do kieszeni, nie miałam przy sobie kluczy, ale przecież miałam je przy sobie, gdy...Kastiel. Miałam do wyboru dwie opcje, walić w drzwi i słuchać jutro cały dzień skarg siostry lub znaleźć chłopaka. Z dwóch opcji żadna nie wydawała mi się dobra. I pomimo, iż uważałam, że spotkanie z Kastielem raczej jest tą gorszą opcją, to i tak ją wybrałam, w końcu musiałam odzyskać swoje klucze. W duchu tak bardzo go znienawidziłam, że myślałam, że go zabiję jak tylko dopadnę. Choć z drugiej strony było to całkiem zabawne, że ucieka się do tak dziecinnych sztuczek. Wyszłam przed blok i na szczęście ujrzałam Kastiela. Podeszłam do niego i grzecznie spytałam:
-Oddasz mi moje klucze?
-Masz fajny breloczek.-powiedział spoglądając na małą figurkę żabki.-Wiesz trochę lipa z tym wyszła..
-W sensie?
-No bo chciałem, żebyś do mnie przyszła, ale dopiero przed chwilą zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiesz gdzie dokładnie mieszkam.-skrzywił się
-Jesteś niemożliwy.-westchnęłam
-A i tak będziesz mnie kochała.-uśmiechnął się.
-A skąd wiesz, że jeszcze cię nie kocham?
-Bo gdyby tak było, to byś mi się rzuciła na szyję.
-Aha dobrze wiedzieć. A mogę wiedzieć dlaczego mnie pocałowałeś?-spytałam rumieniąc się.
-Nie słyszałem sprzeciwu i dobrze wiem, że ci się podobało.
-Dobra, nie będę niszczyć twoich marzeń.
-Jesteś okrutna.-rzekł teatralnie.
-Dasz mi klucze?-spytałam.
-Dasz mi buzi?-wyszczerzył się.
-Nie to nie, pójdę obudzić siostrę.-odwróciłam się i ruszyłam do domu. Chłopak złapał mnie w talii.
-Nie psuj zabawy słoneczko.-szepnął mi do ucha.
-Dobra daj mi te klucze, jestem zmęczona i nie mam ochoty na te twoje gierki.
-Daruję ci ten jeden, jedyny raz.-wyraźnie podkreślił ostatnie słowa, po czym dał mi klucze.
-Dzięki, a teraz cześć. Po kilku minutach znalazłam się w domu. Nie mam pojęcia co mu strzeliło do głowy, ale tak w sumie, to cieszę się, że nie tkwił długo w żadnym dołku. Odłożyłam klucze na biurko, zrzuciłam z siebie ciuchy i położyłam się do łóżka. Byłam aż tak zmęczona, że od razu zasnęłam.
Zostaw komentarz ;) byle jaki, ale zostaw XD
To jest świetne.
OdpowiedzUsuń