Usiadłam cała obolała na podłodze. Dookoła leżały jakieś puste puszki i butelki. Za oknem dopiero się rozjaśniało, a w pokoju byłam tylko ja. Nigdzie nie mogłam znaleźć swojego telefonu. Na szczęście dalej miałam na sobie swoje ubrania, co trochę mnie uspokoiło. Brakowało tylko mojego buta. Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, ale nic przydatnego nie przychodziło mi do głowy. Pamiętałam tylko jak śpiewałam coś z Rozą i z kimś się kłóciłam. Ale z kim? I o co? Nie miałam bladego pojęcia. Wstałam powoli łapiąc się za głowę, która niemiłosiernie dawała o sobie znać. Wyszłam na korytarz, na którym leżały pozrywane w połowie dekoracje. Zdjęłam mojego buta, bo bardzo nie wygodnie mi się z jednym szło. Na dole zobaczyłam śpiącą Rozalię i robiącą kanapki Kamilę. Podeszłam do dziewczyny, z którą się przywitałam. Zachowywała się bardzo dziwnie.
-Masz może jakieś tabletki?-spytałam z nadzieją.
-Nie piłam, więc nie brałam ze sobą. A pamiętasz co wczoraj robiłaś?-zapytała z powagą zaplatając ramiona.
-Nic, a nic.-powiedziałam słabo, zgodnie z prawdą.-A powinnam?
Zielonowłosa pokręciła bezradnie głową.
-Wczoraj byłaś tak pijana, że się nie dziwię. Jak śpiewałaś z Rozą karaoke, to Kas powiedział, że masz o wiele lepszy głos od Debry, która to usłyszała. Zaczęłyście się kłócić i ona wyjechała z tekstem.. Coś w stylu "i tak on kocha tylko mnie". Ty coś powiedziałaś, żeby uważała, bo się może zdziwić. Kastiel się na nią wkurzył, zwyzywał ją. Nie pamiętam dokładnie. I ona się rzuciła na ciebie, ale szybko ją odciągnęliśmy, Leo ją wyprowadził na podwórko. Później ty wybiegłaś i rzuciłaś w nią swoim butem.
Szczerze, to nie mogłam uwierzyć w jej słowa. Nigdy bym nie pomyślała, że bym była zdolna do czegoś takiego. Chociaż to by wyjaśniało kwestię mojego zaginionego buta. Zastanowiłam się chwilę. Kamila wyglądała na zdenerwowaną. Czy to możliwe, że tak na prawdę szkoda jej Debry? Ciekawa spytałam, czy coś jeszcze pamięta, ale ona milczała. Wędrowała nieobecnym wzrokiem po meblach. Ponowiłam pytanie, sprowadzając ją na ziemię.
-Nic szczególnego.-spojrzałam na nią z głupkowatym wyrazem twarzy, na co zielonowłosa się zaśmiała. Podała mi mały talerzyk z kilkoma kanapkami, które przygotowała wcześniej. Postawiłam go na stole i wyszłam na podwórko, żeby sprawdzić, czy może przypadkiem nie ma tam mojego buta. Od razu poczułam chłodne powietrze, które dostawało się do środka. Wyszłam na taras i rozejżałam się. Ujrzałam w oddali czarny przedmiot, który leżał na końcu chodnika. Szybko po niego pobiegłam i wróciłam do środka. Postawiłam oba buty obok siebie na korytarzu i weszłam do salonu, gdzie zostawiłam talerzyk. Zobaczyłam siedzącego na kanapie Kastiela, który pałaszował ze smakiem moje jedzenie.
-Głupku to było moje.-krzynęłam obrażona.
-Też mu to mówiłam.-rzuciła dziewczyna siedząca obok niego.
Chłopak tylko wzruszył ramionami. Usiadłam obok niego i dźgnęłam go w brzuch. Chłopak tylko się do mnie uśmiechnął.
-Jesteś wredny.-wyjęczałam.
-Zapomniałaś dodać przystojny i boski, ale wybaczam.
-Ciekawe z której strony.-prychnęła Kamila.
-Z każdej.-wyszczerzył się.
Zrezygnowana poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Na mojej zmęczonej twarzy znajdował się cały rozmazany makijaż. Zmyłam z siebie jego resztki. Poszłam do pokoju, w którym zostawiłam torebkę i wróciłam do toalety. Pomalowałam rzęsy i usta. Włożyłam kosmetyki do kosmetyczki. Zapragnęłam się odświeżyć. Zamknęłam drzwi od łazienki i się rozebrałam. Odsłoniłam zasłonkę, która zakrywała wewnętrzną część wanny. Ledwo powstrzymałam się od krzyku. Zatkałam usta ręką i szybko założyłam ubrania. W śroku leżał cały mokry Lysander. Boże, co by było jakby zobaczył mnie nago? Wolę o tym nie myśleć. Spaliłabym się ze wstydu. Poprawiłam sukienkę i starałam się obudzić białowłosego lekko klepiąc go w twarz, co nie przynosiło efektu. Spanikowana zawołałam Kastiela, który po chwili się zjawił. Gdy tylko zobaczył chłopaka dostał napadu śmiechu. Dopiero po jakimś czasie pozbierał się i go obudził. Lys wyglądał na kompletnie zdziwionego. Kastiel wyprowadził go z łazienki, a ja zamknęłam drzwi. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam na dół. Siedział tam Leo, Roza i jakiś chłopak, którego imienia nie pamiętałam. Przysiadłam się do nich i zaczęliśmy rozmawiać. Po jakimś czasie zjawili się Kastiel i Lysander, który miał jeszcze mokre włosy. Mimowolnie się uśmiechnęłam do chłopaków. Obok mnie usiadł czerwonowłosy i położył rękę na moim ramieniu, którą po chwili zabrał. Spojrzałam na miejsce, na którym jeszcze kilka sekund temu znajdowała się dłoń chłopaka. Zobaczyłam wielkiego pająka na którego widok głośno pisnęłam i wstałam. Wszyscy się na mnie popatrzyli jak na wariatkę i wybuchli śmiechem. Wszyscy oprócz białowłosego, który lustrował Kastiela wzrokiem. Zajęłam swoje miejsce i dałam chłopakowi kuksańca w bok. Pomyślałam sobie wtedy, że wydurnia się jak pięciolatek. Jeszcze ten jego cyniczny uśmieszek. Co ja w nim takiego widzę?
-Chcecie coś wypić, porobić, czy wracacie?-spytała białowłosa.
-Ja osobiście muszę nie długo wracać.-rzekł smutno niebieskowłosy.
-Ja też.-powiedziałam.
-To ja też.-rzucił Kas, posyłając mi zalotny uśmiech.
Po godzinie znaleźliśmy się na naszym osiedlu, nie daleko mojego bloku. Przez całą drogę rozmawialiśmy o mało ważnych rzeczach. Powiedział, że pamięta bardzo dobrze wczorajszy dzień i że na przyszłość nie powinnam tyle pić. Gdy zapytałam go o naszą wczorajszą rozmowę, chłopak jakby lekko się zdenerwował. To było dla mnie niezrozumiałe. Szybko jednak, powiedział, że to zależy od tego, czy chcę z nim być. Nie odpowiedziałam od razu. Miałam w głowie kompletną pustkę. Przeanalizowałam wszystkie za i przeciw. Oczywiście więcej punktów zdobyła strona negatywna. Jednak mimo takiego wyniku, wyraziłam chęć bycia z nim. Kastiel tylko tajemniczo się uśmiechnął. Zaproponowałam mu, żeby do mnie wpadł, na co zaczął się wykręcać, że musi wyprowadzić psa. Nie chciałam się z nim jeszcze rozstawać, więc poszłam tam z nim. Chłopak wyciągnął klucze i otworzył nam drzwi. To był pierwszy raz, gdy byłam u niego w domu. Gdy tylko weszliśmy na chłopaka zaczął skakać pies. Oczywiście po chwili skoczył też na mnie, a ja niezdarnie się przewróciłam wywalając chłopaka. Poczułam wilgotny, szorstki język, który lizał mój policzek i bynajmniej nie był to Kastiel. Podniosłam się do pozycji siedzącej, a właściwie klęczącej. Na podłodze leżał chłopak, który podpierał głowę ręką. Miał roztrzepane włosy, jakby każdy kosmyk żył własnym życiem. Patrzył na mnie ożywionym wzrokiem. Może jestem szalona, ale on wyglądał tak zniewalająco seksownie. Podczołgałam się do niego i zawisłam nad jego twarzą. Zalotnie się uśmiechnął. Chciałam go pocałować, jednak powstrzymałam się. Wstaliśmy oboje i wyszliśmy z psem Kasa. Rzucałam mu patyk od czasu do czasu, a on biegł za nim zabawnie merdając ogonem. W końcu wyszło tak, że Demon nie mógł znaleźć rzuconego przez Kastiela. Pies skoczył na mnie, zostawiając ślady pazurów na moim brzuchu. Chłopak spojrzał na mnie z przejęciem, na co lekko się uśmiechnęłam, mówiąc, że nic się nie stało. Chociaż tak na prawdę czułam mocny ból spowodowany ostrymi szponami. Słońce powoli zachodziło i robiło się coraz zimniej, dlatego Kastiel oddał mi swoją bluzę i mnie przytulił. To było słodkie, jak się o mnie troszczył. Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam kreślić jakiś wzorki na jego klatce. Chłopak tylko się zaśmiał i zawołał do siebie psa. Zapiął mu smycz i zaprowadził do domu. Poczekałam na niego i poszliśmy do mnie. Moja siostra się tylko do nas uśmiechnęła i schowała u siebie. Zawsze tak robiła. Szybko skoczyłam do lodówki. Oboje zjedliśmy i weszliśmy do mojego pokoju. Kastiel dosłownie rzucił na moje łóżko.
-Gdyby nie było twojej siostry moglibyśmy się zabrać za poważniejsze rzeczy.-zaśmiał się.
-Mogliśmy zostać u ciebie.
-Niby tak, ale mój brat by nie długo wrócił.
-Masz brata?-zapytałam zdziwiona.
-Tak.-westchnął.-jest starszy od mnie i wpada czasami na tydzień, albo dwa.
-Serio? Nie wierzę ci.
-Myśl co chcesz.-westchnął kolejny raz.-Chodź tu bo nudno tak mi samemu leżeć.-powiedział kładąc mnie na łóżku.
Położył rękę na moim biodrze i wpił się w moje usta. Zachłannie spijałam każdy pocałunek. Wplotłam ręcę w jego włosy, a on bardziej przyciągnął mnie do siebie. Przejechał językiem po moich ustach, po czym wsunął go w moje rozchylone wargi. Nie wiem jakim cudem, ale tym razem to ja znalazłam się na górze. Wsunęłam rękę pod jego koszulkę i poczułam twarde wyrzeźbione mięśnie. Po chwili leżałam przygnieciona ciężarem chłopaka, którego dłoń znalazła się na mojej piersi. Kastiel oderwał się ode mnie.
-Nieźle się całujesz.-powiedział z uśmiechem.
-Lepiej od ciebie.-rzuciłam zadziornie.
-Może jak cię przeszkolę.
-Dobra, dobra, ale mógłbyś już zabrać tą rękę.
-Sory.-wymruczał przesuwając dłoń na mój brzuch.-Szkoda, że nie masz gitary.-westchnął.
-Anka ma.
-A przyniesiesz?-zapytał szyderczo.
-Jasne, jasne.
Po chwili wróciłam do pokoju z klasyczną gitarą w dłoni. Podałam ją chłopakowi, który usiadł na podłodze i oparł się o moje łóżko.
-Raz, dwa, trzy, zamawiam ty śpiewasz.-krzyknął.
-Nie ma mowy.-burknęłam.
-Nie jęcz. Ktoś musi zastąpić Lysandra. A na dodatek śpiewałaś z Rozalią karaoke i teraz też możesz.
-Ale wtedy było inaczej.-broniłam się.-Chyba, że zaśpiewasz ze mną to się zgodzę.
-Chciałabyś.-rzucił.
-A żebyś wiedział, że bym chciała.
-Nie ma mowy.-zacytował mnie.
-No dajesz Kas, wierzę w ciebie.-zaśmiałam się.-Może nie będzie aż tak źle.-powiedziałam z wrednym uśmieszkiem.
-Dobra.-warknął.-Ale jak komuś powiesz, to cię zabiję, poćwiartuje itd.
-Zgoda.-uśmiechnęłam się.
Po kilku sekundach z gitary dało się usłyszeć pierwsze dźwięki. Położyłam się na łóżku i spuściłam głowę w dół. Spojrzałam na chłopaka, który w skupieniu pociągał za struny. Widziałam cień uśmiechu na jego twarzy. Jednak nie jest taki zły jak się wydaje.
Niebieskowłosa dziewczyna siedziała na łóżku, trzymając laptopa. Uśmiechnęła się na samą myśl o chłopaku, który przyszedł do jej siostry. To okropne uczucie zazdrości rozdzierało ją od środka. Była pewna tego, że nie powie nic dla szatynki. Bo, po co? Żeby rozpętać kłótnię, która przerodzi się w nienawiść? Nie chciała tego. Nie chciała zdradzać swojej krewnej, nad którą sprawowała opiekę. Wolałaby, żeby dziewczyna mieszkała z matką. Nie musiałaby się nią w żaden sposób przejomać. Byłaby dla niej obojętna, a jedyne co by je łączyło to więzy krwi. Jednakże wiedziała, że to nie możliwe. Musiała sama sobie poradzić ze swoimi uczuciami, nawet aż tak bardzo go przypominał. Ścisnęła usta w wąską linię, a po jej policzku zaczęły spływać łzy. Czy aż tak bardzo się zmieniła, że chłopak jej nie poznał? Czy może było to jednostronne uczucie? Do pokoju weszła jej siostra. Ania otarła łzy i spytała swoją zmartwioną siostrę, czy coś się stało. Sylwia dokładnie przyjrzała się siostrze, która zrzuciła winę na bardzo smutny moment w filmie, który rzekomo przed chwilą oglądała. Czarnowłosa przyjęła tą wersję i zapytała o instrument. Ania wskazała na miejsce, w którym już dość długo leżał. Żadko na nim grała. To zwykle zależało od jej humoru. Tamten chłopak podziwiał jej umiejętności grania na gitarze, która zawsze jej o nim przypominała. Gdy drzwi do jej pokoju zatrzasnęły się, odczuła lekką ulgę. Zawsze musiała udawać uśmiechniętą i wesołą dziewczynę. Udawała kogoś kim nie jest oszukując samą siebię. Przytuliła się do poduszki i zasnęła dalej łkając.
