sobota, 14 listopada 2015

Rozdział XIII

            Usiadłam cała obolała na podłodze. Dookoła leżały jakieś puste puszki i butelki. Za oknem dopiero się rozjaśniało, a w pokoju byłam tylko ja. Nigdzie nie mogłam znaleźć swojego telefonu. Na szczęście dalej miałam na sobie swoje ubrania, co trochę mnie uspokoiło. Brakowało tylko mojego buta. Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, ale nic przydatnego nie przychodziło mi do głowy. Pamiętałam tylko jak śpiewałam coś z Rozą i z kimś się kłóciłam. Ale z kim? I o co? Nie miałam bladego pojęcia. Wstałam powoli łapiąc się za głowę, która niemiłosiernie dawała o sobie znać. Wyszłam na korytarz, na którym leżały pozrywane w połowie dekoracje. Zdjęłam mojego buta, bo bardzo nie wygodnie mi się z jednym szło. Na dole zobaczyłam śpiącą Rozalię i robiącą kanapki Kamilę. Podeszłam do dziewczyny, z którą się przywitałam. Zachowywała się bardzo dziwnie. 
-Masz może jakieś tabletki?-spytałam z nadzieją.
-Nie piłam, więc nie brałam ze sobą. A pamiętasz co wczoraj robiłaś?-zapytała z powagą zaplatając ramiona.
-Nic, a nic.-powiedziałam słabo, zgodnie z prawdą.-A powinnam?
Zielonowłosa pokręciła bezradnie głową. 
-Wczoraj byłaś tak pijana, że się nie dziwię. Jak śpiewałaś z Rozą karaoke, to Kas powiedział, że masz o wiele lepszy głos od Debry, która to usłyszała. Zaczęłyście się kłócić i ona wyjechała z tekstem.. Coś w stylu "i tak on kocha tylko mnie". Ty coś powiedziałaś, żeby uważała, bo się może zdziwić. Kastiel się na nią wkurzył, zwyzywał ją. Nie pamiętam dokładnie. I ona się rzuciła na ciebie, ale szybko ją odciągnęliśmy, Leo ją wyprowadził na podwórko. Później ty wybiegłaś i rzuciłaś w nią swoim butem. 
Szczerze, to nie mogłam uwierzyć w jej słowa. Nigdy bym nie pomyślała, że bym była zdolna do czegoś takiego. Chociaż to by wyjaśniało kwestię mojego zaginionego buta. Zastanowiłam się chwilę. Kamila wyglądała na zdenerwowaną. Czy to możliwe, że tak na prawdę szkoda jej Debry? Ciekawa spytałam, czy coś jeszcze pamięta, ale ona milczała. Wędrowała nieobecnym wzrokiem po meblach. Ponowiłam pytanie, sprowadzając ją na ziemię. 
-Nic szczególnego.-spojrzałam na nią z głupkowatym wyrazem twarzy, na co zielonowłosa się zaśmiała. Podała mi mały talerzyk z kilkoma kanapkami, które przygotowała wcześniej. Postawiłam go na stole i wyszłam na podwórko, żeby sprawdzić, czy może przypadkiem nie ma tam mojego buta. Od razu poczułam chłodne powietrze, które dostawało się do środka. Wyszłam na taras i rozejżałam się. Ujrzałam w oddali czarny przedmiot, który leżał na końcu chodnika. Szybko po niego pobiegłam i wróciłam do środka. Postawiłam oba buty obok siebie na korytarzu i weszłam do salonu, gdzie zostawiłam talerzyk. Zobaczyłam siedzącego na kanapie Kastiela, który pałaszował ze smakiem moje jedzenie. 
-Głupku to było moje.-krzynęłam obrażona.
-Też mu to mówiłam.-rzuciła dziewczyna siedząca obok niego.
Chłopak tylko wzruszył ramionami. Usiadłam obok niego i dźgnęłam go w brzuch. Chłopak tylko się do mnie uśmiechnął. 
-Jesteś wredny.-wyjęczałam. 
-Zapomniałaś dodać przystojny i boski, ale wybaczam.
-Ciekawe z której strony.-prychnęła Kamila.
-Z każdej.-wyszczerzył się.
Zrezygnowana poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Na mojej zmęczonej twarzy znajdował się cały rozmazany makijaż. Zmyłam z siebie jego resztki. Poszłam do pokoju, w którym zostawiłam torebkę i wróciłam do toalety. Pomalowałam rzęsy i usta. Włożyłam kosmetyki do kosmetyczki. Zapragnęłam się odświeżyć. Zamknęłam drzwi od łazienki i się rozebrałam. Odsłoniłam zasłonkę, która zakrywała wewnętrzną część wanny. Ledwo powstrzymałam się od krzyku. Zatkałam usta ręką i szybko założyłam ubrania. W śroku leżał cały mokry Lysander. Boże, co by było jakby zobaczył mnie nago? Wolę o tym nie myśleć. Spaliłabym się ze wstydu. Poprawiłam sukienkę i starałam się obudzić białowłosego lekko klepiąc go w twarz, co nie przynosiło efektu. Spanikowana zawołałam Kastiela, który po chwili się zjawił. Gdy tylko zobaczył chłopaka dostał napadu śmiechu. Dopiero po jakimś czasie pozbierał się i go obudził. Lys wyglądał na kompletnie zdziwionego. Kastiel wyprowadził go z łazienki, a ja zamknęłam drzwi. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam na dół. Siedział tam Leo, Roza i jakiś chłopak, którego imienia nie pamiętałam. Przysiadłam się do nich i zaczęliśmy rozmawiać. Po jakimś czasie zjawili się Kastiel i Lysander, który miał jeszcze mokre włosy. Mimowolnie się uśmiechnęłam do chłopaków. Obok mnie usiadł czerwonowłosy i położył rękę na moim ramieniu, którą po chwili zabrał. Spojrzałam na miejsce, na którym jeszcze kilka sekund temu znajdowała się dłoń chłopaka. Zobaczyłam wielkiego pająka na którego widok głośno pisnęłam i wstałam. Wszyscy się na mnie popatrzyli jak na wariatkę i wybuchli śmiechem. Wszyscy oprócz białowłosego, który lustrował Kastiela wzrokiem. Zajęłam swoje miejsce i dałam chłopakowi kuksańca w bok. Pomyślałam sobie wtedy, że wydurnia się jak pięciolatek. Jeszcze ten jego cyniczny uśmieszek. Co ja w nim takiego widzę? 
-Chcecie coś wypić, porobić, czy wracacie?-spytała białowłosa. 
-Ja osobiście muszę nie długo wracać.-rzekł smutno niebieskowłosy.
-Ja też.-powiedziałam.
-To ja też.-rzucił Kas, posyłając mi zalotny uśmiech.
             Po godzinie znaleźliśmy się na naszym osiedlu, nie daleko mojego bloku. Przez całą drogę rozmawialiśmy o mało ważnych rzeczach. Powiedział, że pamięta bardzo dobrze wczorajszy dzień i że na przyszłość nie powinnam tyle pić. Gdy zapytałam go o naszą wczorajszą rozmowę, chłopak jakby lekko się zdenerwował. To było dla mnie niezrozumiałe. Szybko jednak, powiedział, że to zależy od tego, czy chcę z nim być. Nie odpowiedziałam od razu. Miałam w głowie kompletną pustkę. Przeanalizowałam wszystkie za i przeciw. Oczywiście więcej punktów zdobyła strona negatywna. Jednak mimo takiego wyniku, wyraziłam chęć bycia z nim. Kastiel tylko tajemniczo się uśmiechnął. Zaproponowałam mu, żeby do mnie wpadł, na co zaczął się wykręcać, że musi wyprowadzić psa. Nie chciałam się z nim jeszcze rozstawać, więc poszłam tam z nim. Chłopak wyciągnął klucze i otworzył nam drzwi. To był pierwszy raz, gdy byłam u niego w domu. Gdy tylko weszliśmy na chłopaka zaczął skakać pies. Oczywiście po chwili skoczył też na mnie, a ja niezdarnie się przewróciłam wywalając chłopaka. Poczułam wilgotny, szorstki język, który lizał mój policzek i bynajmniej nie był to Kastiel. Podniosłam się do pozycji siedzącej, a właściwie klęczącej. Na podłodze leżał chłopak, który podpierał głowę ręką. Miał roztrzepane włosy, jakby każdy kosmyk żył własnym życiem. Patrzył na mnie ożywionym wzrokiem. Może jestem szalona, ale on wyglądał tak zniewalająco seksownie. Podczołgałam się do niego i zawisłam nad jego twarzą. Zalotnie się uśmiechnął. Chciałam go pocałować, jednak powstrzymałam się. Wstaliśmy oboje i wyszliśmy z psem Kasa. Rzucałam mu patyk od czasu do czasu, a on biegł za nim zabawnie merdając ogonem. W końcu wyszło tak, że Demon nie mógł znaleźć rzuconego przez Kastiela. Pies skoczył na mnie, zostawiając ślady pazurów na moim brzuchu. Chłopak spojrzał na mnie z przejęciem, na co lekko się uśmiechnęłam, mówiąc, że nic się nie stało. Chociaż tak na prawdę czułam mocny ból spowodowany ostrymi szponami. Słońce powoli zachodziło i robiło się coraz zimniej, dlatego Kastiel oddał mi swoją bluzę i mnie przytulił. To było słodkie, jak się o mnie troszczył. Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam kreślić jakiś wzorki na jego klatce. Chłopak tylko się zaśmiał i zawołał do siebie psa. Zapiął mu smycz i zaprowadził do domu. Poczekałam na niego i poszliśmy do mnie. Moja siostra się tylko do nas uśmiechnęła i schowała u siebie. Zawsze tak robiła. Szybko skoczyłam do lodówki. Oboje zjedliśmy i weszliśmy do mojego pokoju. Kastiel dosłownie rzucił na moje łóżko.
-Gdyby nie było twojej siostry moglibyśmy się zabrać za poważniejsze rzeczy.-zaśmiał się.
-Mogliśmy zostać u ciebie.
-Niby tak, ale mój brat by nie długo wrócił. 
-Masz brata?-zapytałam zdziwiona.
-Tak.-westchnął.-jest starszy od mnie i wpada czasami na tydzień, albo dwa.
-Serio? Nie wierzę ci. 
-Myśl co chcesz.-westchnął kolejny raz.-Chodź tu bo nudno tak mi samemu leżeć.-powiedział kładąc mnie na łóżku. 
Położył rękę na moim biodrze i wpił się w moje usta. Zachłannie spijałam każdy pocałunek. Wplotłam ręcę w jego włosy, a on bardziej przyciągnął mnie do siebie. Przejechał językiem po moich ustach, po czym wsunął go w moje rozchylone wargi. Nie wiem jakim cudem, ale tym razem to ja znalazłam się na górze. Wsunęłam rękę pod jego koszulkę i poczułam twarde wyrzeźbione mięśnie. Po chwili leżałam przygnieciona ciężarem chłopaka, którego dłoń znalazła się na mojej piersi. Kastiel oderwał się ode mnie.
-Nieźle się całujesz.-powiedział z uśmiechem.
-Lepiej od ciebie.-rzuciłam zadziornie.
-Może jak cię przeszkolę.
-Dobra, dobra, ale mógłbyś już zabrać tą rękę.
-Sory.-wymruczał przesuwając dłoń na mój brzuch.-Szkoda, że nie masz gitary.-westchnął.
-Anka ma. 
-A przyniesiesz?-zapytał szyderczo.
-Jasne, jasne.
Po chwili wróciłam do pokoju z klasyczną gitarą w dłoni. Podałam ją chłopakowi, który usiadł na podłodze i oparł się o moje łóżko. 
-Raz, dwa, trzy, zamawiam ty śpiewasz.-krzyknął.
-Nie ma mowy.-burknęłam.
-Nie jęcz. Ktoś musi zastąpić Lysandra. A na dodatek śpiewałaś z Rozalią karaoke i teraz też możesz. 
-Ale wtedy było inaczej.-broniłam się.-Chyba, że zaśpiewasz ze mną to się zgodzę.
-Chciałabyś.-rzucił.
-A żebyś wiedział, że bym chciała. 
-Nie ma mowy.-zacytował mnie.
-No dajesz Kas, wierzę w ciebie.-zaśmiałam się.-Może nie będzie aż tak źle.-powiedziałam z wrednym uśmieszkiem.
-Dobra.-warknął.-Ale jak komuś powiesz, to cię zabiję, poćwiartuje itd.
-Zgoda.-uśmiechnęłam się.
             Po kilku sekundach z gitary dało się usłyszeć pierwsze dźwięki. Położyłam się na łóżku i spuściłam głowę w dół. Spojrzałam na chłopaka, który w skupieniu pociągał za struny. Widziałam cień uśmiechu na jego twarzy. Jednak nie jest taki zły jak się wydaje.
              Niebieskowłosa dziewczyna siedziała na łóżku, trzymając laptopa. Uśmiechnęła się na samą myśl o chłopaku, który przyszedł do jej siostry. To okropne uczucie zazdrości rozdzierało ją od środka. Była pewna tego, że nie powie nic dla szatynki. Bo, po co? Żeby rozpętać kłótnię, która przerodzi się w nienawiść? Nie chciała tego. Nie chciała zdradzać swojej krewnej, nad którą sprawowała opiekę. Wolałaby, żeby dziewczyna mieszkała z matką. Nie musiałaby się nią w żaden sposób przejomać. Byłaby dla niej obojętna, a jedyne co by je łączyło to więzy krwi. Jednakże wiedziała, że to nie możliwe. Musiała sama sobie poradzić ze swoimi uczuciami, nawet aż tak bardzo go przypominał. Ścisnęła usta w wąską linię, a po jej policzku zaczęły spływać łzy. Czy aż tak bardzo się zmieniła, że chłopak jej nie poznał? Czy może było to jednostronne uczucie? Do pokoju weszła jej siostra. Ania otarła łzy i spytała swoją zmartwioną siostrę, czy coś się stało. Sylwia dokładnie przyjrzała się siostrze, która zrzuciła winę na bardzo smutny moment w filmie, który rzekomo przed chwilą oglądała. Czarnowłosa przyjęła tą wersję i zapytała o instrument. Ania wskazała na miejsce, w którym już dość długo leżał. Żadko na nim grała. To zwykle zależało od jej humoru. Tamten chłopak podziwiał jej umiejętności grania na gitarze, która zawsze jej o nim przypominała. Gdy drzwi do jej pokoju zatrzasnęły się, odczuła lekką ulgę. Zawsze musiała udawać uśmiechniętą i wesołą dziewczynę. Udawała kogoś kim nie jest oszukując samą siebię. Przytuliła się do poduszki i zasnęła dalej łkając. 

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział XII-Halloween

Rozdział ten jest taki troszeczkę Halloweenowy, ale nie jest czymś w rodzaju one-shota. Może kiedyś taki powstanie ;) Dopiero co go napisałam dlatego, dopiero teraz go wstawiam. Mam nadzieję, że osoby świętujące dobrze się bawiły (*^▽^*).



             Znudzona lekcją spojrzałam na telefon. Niestety nie było tam nic, co przyciągnęłoby moją uwagę. Wstałam leniwie się rozciągając, gdy tylko zadzwonił dzwonek. Spakowałam wszystko do torby, którą zręcznie pochwyciłam i wyszłam na korytarz. Wolnym krokiem podeszłam pod salę, w której miała się odbyć następna, a za razem ostatnia lekcja. Obok mnie usiadła dziewczyna z mojej klasy. Uśmiechnęła się i zaczęła szukać czegoś w swojej torbie. Podkuliłam pod siebie nogi i oparłam na nich ręce. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. Chciałam o niczym nie myśleć, po prostu się zrelaksować. Słyszałam najmniejszy szmer w mojej okolicy.
-Buu!-ktoś burknął łapiąc mnie za ramiona, wywołując mój niekontrolowany krzyk.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na białowłosą ze złością.
-Chcesz żebym zeszła na zawał?-spytałam z wyrzutem.
-Nie, ale śmiesznie było.-uśmiechnęła się szeroko.
-Śmiesznie jak dla kogo. Jeszcze się za to zemszczę.
-Dobra, dobra. Tylko rób to jak będziesz miała genialny pomysł. Mnie nie łatwo przestraszyć.-rzuciła dumnie bijąc się w pierś.-A właśnie, á propos straszenia, przyjdziesz do mnie na imprezę.
-To pytanie?
-No chyba oczywiste, że i tak masz przyjść, więc stwierdzam fakty.
-Kiedy?
-W Halloween!-powiedziała uradowana.
-Ktoś jeszcze przyjdzie?-spytałam uważnie.
-A czy ty myślisz, że ja nie mam znajomych? Jasne, że przyjdą. Zaprosiłam już z 30 osób.
-Roza.-złapałam się za głowę.-gdzie ty ich wszystkich zmieścisz?
-No..-zastanowiła się chwilę.-u Lysia, idę mu to powiedzieć. Pa Syśka.-powiedziała biegnąc w stronę wyjścia.
           Po kolejnych 45 minutach, w końcu mogłam wyjść ze szkoły. Pogoda nawet dopisywała, bo jak na jesień było dość ciepło. Postanowiłam przejść się przez park. Nie miałam zbyt wielkiej potrzeby szybkiego wracania do domu. Co jakiś czas spadały mi na głowę jesienne liście. Przez korony drzew przedostawały się promienie słońca. W końcu weszłam do domu. Ania siedziała w salonie przeglądając gazetkę. Przywitałam się z nią i usiadłam obok.
-Co czytasz?-zapytałam.
-Oglądam przebrania. Idę w sobotę na imprezkę.
-Tę sobotę?
-Tak, tak. Taki jeden chłopak mnie zaprosił.-powiedziała rumieniąc się.
-Uu to super. A kto to taki?-spytałam ciekawa.
-Nic ci na razie nie powiem.-oznajmiła wystawiając język.
-No niech będzie. Lepiej pokaż mi tą gazetę. Ja też w sobotę wychodzę. Koleżanka mnie do siebie zaprosiła.-uśmiechnęłam się.
-O to wspaniale. Mogę ci dać trochę kasy jak chcesz. A jak tam z tym chłopakiem? Jak mu było..A! Z Kastielem?-zapytała ucieszona, a ja wzdrygnęłam się na dźwięk jego imienia. Może coś do niego czułam, a może to po prostu dlatego, że się o niego "troszczyłam". Sama nie wiem.
-Ma inną.-odpowiedziałam beznamiętnie, przerzucając stronę.
-Ale jak to? Nie wierzę. On jest głupi czy co?-oburzona zaplotła ramiona.
-Możliwe.-uśmiechnęłam się.-Jego nowa dziewczyna, to tak na prawdę jego była, która go kiedyś wykorzystała.
-Czyli jednak jest głupi.-westchnęła.-To co z tym zrobisz?-zapytała skupiając na mnie wzrok.
-Jak to co zrobię?-spytałam nierozumiejąc.
-No chyba tak tego nie zostawisz?! Takie ciacho z niego, a w dodatku na ciebie leci. Co ty tu jeszcze robisz? Trzeba się pozbyć tej laski.
-Za bardzo się w to wczuwasz. Ja się poddałam, więc się tak nie emocjonuj.
-Głupia jesteś?-spytała łapiąc mnie za rękę.-Walcz. Rozumiesz? Jeżeli nie dla siebie, to dla niego.
-Lepiej mi pomóż wybrać jakieś przebranie.
Po jakimś czasie niebieskowłosa zaczęła przeglądać ze mną stroje. Najbardziej spodobał mi się strój wampirzycy, ale jednak zdecydowałam, że poproszę Rozę o pomoc w wyborze kostiumu. W końcu ona się na tym najlepiej zna. Moja siostra wybrała strój pielęgniarki. Gdy ona poszła robić nam coś do jedzenia, ja napisałam do białowłosej sms-a. Po chwili uzyskałam odpowiedź, że jutro po lekcjach idziemy do sklepu i żebym znalazła sobie chłopaka, z którym pójdę. Nie miałam kompletnie do tego głowy, a to już po jutrze. Nie mogąc się powstrzymać, zapytałam Rozę, czy zaprosiła czerwonowłosego. Moje serce szybciej zabiło, gdy otrzymałam odpowiedź twierdzącą.
            Czekałam na białowłosą już ponad 15 minut. Przez myśl przeleciały mi różne scenariusze. Może zapomniała? Nie, to nie w jej stylu. Prędzej coś ją zatrzymało. Wyciągnęłam telefon i gdy wybierałam jej numer, zjawiła się u mojego boku. Przeprosiła mnie za to, że musiałam czekać. Musiała pożyczyć coś od dziewczyny z klasy. Poszłyśmy na przystanek, gdzie spotkałyśmy Ninę, którą, jak się okazało, Rozalia też zaprosiła. Gimnazjalistka ogromnie się ucieszyła, na wieść, że impreza odbędzie się w domu Lysandra. Wsiadłyśmy do autobusu zostawiając dziewczynę, która stała tam dalej, z ogromnym bananem na twarzy. Nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać.
-Uważaj, bo niedługo ty się tak będziesz zachowywała.-powiedziała Rozalia zachowując kamienną twarz, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
Dziewczyna opowiedziała mi kilka ciekawych rzeczy na temat małej blondynki. Jest ona ogromną fanką Lysa i jako jedyna należy do jego fanclubu. Mimo, że chodzi do ostatniej klasy gimnazjum, to ciągle przychodzi pod liceum, żeby zobaczyć białowłosego. Podeszłyśmy do sklepu, w którym były same straszne rzeczy. Od plastikowych pająków, które wprost urzekły białowłosą do peruk. Roza kupiła kilka dekoracyjnych rzeczy, a ja przeglądałam sukienki. Spodobała mi się jedna, ale dziewczyna powiedziała, że materiał z którego została uszyta jest okropny i strasznie szybko się zniszy. Zdałam się na jej wybór. Po przejściu się po 7 różnych sklepach w końcu coś wpadło w oko dla Rozy. Dała mi do przymierzenia sukienkę. Była ona czarnego koloru. Miała średniej grubości ramiączka, miała narysowany biały szkielet i rozszerzała się od pasa w dół. Osobiście bardzo przypadła mi do gustu. Kupiłam ją dość tanio. Roza spytała mnie czy już wymyśliłam z jakim chłopakiem pójdę na na bal. Oczywiście, nie miałam o tym zielonego pojęcia.
-A ty z kim idziesz Roza?
-Prawdopodobnie z Leo.
-Pogodziliście się?
-Nie, ale skoro tam będzie, to każdy może myśleć, że z nim tam jestem.
-Rozumiem. A masz może pomysł, z kim mogłabym tam pójść?-spytałam z nadzieją.
-No to wiem, że Nataniel idzie z Melanią, Dajan z Kamilą, Lysio z tego co wiem idzie z Niną. Możesz spytać Dake'a.-zaśmiała się.-Brakuje ci jeszcze podkolanówek. Idziemy.-rzuciła ciągnąc mnie w stronę sklepu.
Czy to dobry pomysł, żebym z nim poszła? W końcu po tym jak ostatnim razem go spotkałam to raczej wątpie, że będzie bardzo szczęśliwy z powodu, że mnie zobaczy. Byłam dla niego taka nie miła, a to wszystko dlatego, że się tak dziwnie zachowywał. Może powinnam go za to przeprosić? Sama już nie wiem. Im dużej o tym myślę, tym bardziej przechodzi mi ochota na pójście tam. Rozalia podała mi to co kupiła i poszłyśmy na przystanek. Mój autobus przyjechał pierwszy, więc pożegnałam dziewczynę i wsiadłam. Zajęłam miejsce na końcu przy oknie. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na numer, który należał do blondyna. Wpatrywałam się w niego już kilka minut, aż w końcu się przełamałam i zadzwoniłam. Po dwóch sygnałach odebrał.
-Cześć. Już myślałem, że nigdy nie zadzwonisz.
-No widzisz, a jednak.
-A kto dzwoni?-zrobiłam typowego facepalma.
-Sylwia.
-Sylwia, Sylwia, Sylwia. Aa Sylwia, co tam u ciebie?
-A w porządku. Zastanawiałam się, czy idziesz z kimś na imprezę do Rozalii.
-Idę z tobą piękna.
-Super.-rzuciłam cynicznie.-To co i jak?
-Może się spotkamy dzisiaj?
-Jestem umówiona z siostrą do kina.-skłamałam.
-Spoko. To jutro wpadne po ciebie o 16 dobra?
-Ok. To pa.
-Do zobaczenia.
Rozłączyłam się. Nie bardzo chciałam się z nim spotykać poza tą imprezą. Nie znałam go za dobrze. Nie wiem, czy po prostu się bałam, czy może go nie lubiłam.
                 Była godzina 15:00, a do przyjazdu blondyna pozostała godzina. Zrobiłam sobie szybki makijaż. Miałam całą białą twarz, dookoła oczu czarne cienie i czerwone usta. Ubrałam się w kupione wczoraj ciuchy. Spojrzałam w lustro. Bardzo podobały mi się te ubrania, ogólnie mój wygląd. Wielka szkoda, że tak mogę ubrać się tylko raz w roku. Spojrzałam na zegarek. Była 15:46. Dość dużo czasu mi to zajęło. Założyłam buty na obcasach i czekałam na chłopaka. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dostałam sms-a od Dake'a. Napisał mi, że czeka na dole. Zeszłam szybko po schodach uważając przy okazji na to, by się nie zabić. Przy motorze stał blondyn. Miał on na głowie diabelskie różki. Był w niebieskiej koszuli i czarnych dżinsach. Zdziwiło mnie, że nie ma żadnego fikuśnego przebrania, ale kto co lubi. Przywitał mnie komplementem i powiedział, żebym wsiadała na motor. Oczywiście to była moja pierwsza przejażdżka czymś takim więc okropnie się bałam. Chłopak podał mi kask i powiedział żebym mocno się trzymała. Oplotłam go rękoma i przylgnęłam do jego pleców. Jechał z dość dużą prędkością. Przez całą drogę towarzyszyła mi myśl, że zaraz możemy zginąć, ale gdy w końcu się zatrzymaliśmy lekko żałowałam, że to już koniec. Ruszyliśmy pod drzwi domu Lysa, z którego dobiegały śpiewt i okropnie głośna muzyka. Chłopak otworzył przede mną drzwi. W środku było pełno Halloweenowych dekoracji. Napisy, rysunki, dynie, serpentyny, dużo tego było. Widziałam przeróżne kostiumy. Wilkołaki, wampiry, duchy, skrzaty, wróżki. Oczywiście były też osoby z jakimś make-upem i tyle. W tłumie wyłapałam Kamilę i Lysandra, którzy ze sobą tańczyli. I jak na razie tylko tyle znajomych twarzy. Dake też gdzieś zniknął. Poczułam jak jakiś chłopak łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę parkietu. Miał on niebieskie włosy i był ubrany ekstrawagancko. Nie mając co robić przetańczyłam z nim dwie piosenki. Podeszliśmy do stołu z napojami. Powiedział, że nazwya się Alexy. Był bardzo miły i wyglądał bardzo ciekawie. Napiłam się pierwszej lepszej rzeczy, która była pod ręką i wyruszyłam w poszukiwaniu organizatorki imprezy. Siedziała ona na schodach całując się z Leo, więc postanowiłam im nie przeszkadzać. Po jakimś czasie wypita i zmęczona tańcem wyszłam na podwórko. Wdychałam świeże powietrze, gdy usłyszałam z boku domu czyjąś rozmowę. Wiedziałam, że nie powinnam podsłuchiwać, ale tym razem ciekawość wzięła górę. Podeszłam ostrożnie bliżej. Stała tam Debra. Tym bardziej chciałam usłyszeć o czym rozmawia.
-Tak, tak. Kastiel się nie dowie. Jestem pewna, że się zgodzi. Przecież i tak później się go pozbędziemy.-czego się nie dowie? zrobiłam krok bliżej, żeby lepiej słyszeć, ale popchnęłam niechcący kwiatek, który spadł i się rozbił.-Poczekaj, bo ktoś tu chyba jest strasznie ciekawski.-wbiegłam szybko do środka.
Jedyne co teraz pragnęłam to znaleźć czerwonowłosego. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii.
-Tutaj jesteś Charlotte. W końcu cię znalazłem.
Odwróciłam się w stronę osoby, która do mnie mówiła. Spojrzałam na niego z niezrozumieniem.
-Przepraszam, pomyłka.-powiedział zawstydzony chłopak drapiąc się po głowie, na co tylko się uśmiechnęłam.
Zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka. Bardzo chciałam iść zatańczyć, ale gdy tylko zobaczyłam czerwone włosy, zaczęłam iść w stronę chłopaka. Na moje nieszczęście wpadłam na Dake'a, który porwał mnie do tańca. Bardzo dobrze tańczy, muszę to przyznać. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliło bardzo nie wiele. Nie chciałam żeby mnie pocałował. Zręcznie wywinęłam się z jego objęć i poszłam w stronę, gdzie ostatnio widziałam czerwoną czuprynę. Niestety go już tam nie było. Zrezygnowana odwróciłam się w stronę wyjścia, gdy drzwi się otworzyły. Mało brakowało, a bym dostała nimi w głowę. W drzwiach stał czerwonowłosy. Zamilkłam. Nie miałam pojęcia co powiedzieć i tałam w bez ruchu. Chłopak usiadł na krześle. Miał na plecach czerwoną pelerynkę i rogi takie jak Dake. Spojrzał na mnie z podniesioną brwią. Stanęłam na przeciwko niego.
-Cześć.-powiedziałam niepewnie.
-Już myślałem, że na serio dasz się pocałować temu debilowi.
-O czym ty..A mówisz o Dake'u. Widziałeś?
-No skoro to mówię to chyba raczej tak.-burknął.
-Zazdrosny jestes?-zaśmiałam się pogardliwie.
-No jasne. Zwłaszcza, że jak na razie tylko ja cię całowałem.
-Skąd możesz to wiedzieć.
-Bo nie zaprzeczasz.
-Ty.. Nie ważne. Muszę ci coś powiedzieć.
-Zakładam, że wiem o co chodzi, ale mów.
-Chodzi o Debrę. Pewnie się zaraz wkurzysz, ale ona cię tylko wykorzystuje. Słyszałam jak..
-Czekaj.-przerwał mi.-Po co ty mi to mówisz?-spytał.-Myślałem że mi wyjedziesz z jakiś tekstem "zostaw ją, ja jestem lepsza", a ty mi takie scenki odwalasz? Dobrze wiem, co ona chce i nie pozwole jej się wykorzystać drugi raz. Rozumiesz?
To mnie kompletnie zbiło z tropu. Wie, że go wykorzystuje, ale jej się daje? To nie na moją głowę.
-To dlaczego z nią jesteś?
-Bo będę miał z tego zysk. Nie tylko ja, ale nasz cały zespół.
-Ale.. Czemu mi nic nie powiedziałeś!?
-Bo słodko wyglądasz jak jesteś zazdrosna.-powiedział kładąc mi rękę na policzku.
Byłam na niego okropnie zła, ale gdy spojżał w moje oczy, cała złość mi przeszła. Jakby wyparowała.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki.-odpowiedziałam rumieniąc się.
Jego brązowe oczy zalśniły. Mój oddech stawał się nierówny. Nawet nie wiem kiedy moja ręka powędrowała na jego szyję.
-Kastiel.
-Hm?
Chciałam mu to powiedzieć. Głos uwiązł mi w gardle i poczułam motyle w brzuchu. Próbowałam coś wydukać. Co przychodziło mi z wielkim trudem. W końcu kiedyś i tak musiałabym mu to powiedzieć. Sama nie byłam do końca pewna swoich uczuć, ale to, że za każdym razem, gdy go widzę, słyszę lub ktoś o nim wspomina i moje serve zaczyna szybciej bić, musi coś oznaczać. Trudno, może mnie odrzucić, ale dam radę. Wdech, wydech.
-Kocham cię.-powiedziałam z uśmiechem.
-Wiem.-powiedział zbliżając do mnie swoją twarz. Zatrzymałam go ruchem ręki. Spojrzał na mnie pytająco.
-A ty?
-Myślałem, że to oczywiste.-westchnął.-Ja też cię kocham.
Pokonał przestrzeń dzielącą nasze usta. Całował mnie z początku delikatnie, a później coraz bardziej zachłannie i namiętnie. Oparliśmy się o ścianę. W pewnym momencie otworzyły się drzwi. Odsunęliśmy się od siebie. Do środka weszła Roza. Uśmiechnęła się pod nosem na nasz widok.
-Co robicie?-spytała z chytrym uśmieszkiem.
-Gadamy.-rzucił Kastiel.
-Widać.-zaśmiała się.-Tylko zetrzyj szminkę zanim wyjdziesz.
Dotknęłam swoich ust i spojrzałam na chłopaka, który miał na twarzy moją pomadkę. Mimowolnie się zaśmiałam.
-Jak wam się podoba?-spytała.
-Jest super.-rzekłam.
-Super to będzie jak zobaczysz co przygotowałam dla Amber.-zaśmiała się złowieszczo.
Po chwili usłyszeliśmy głośny krzyk dobiegający z salonu. Blondwłosa dziewczyna z kręconymi włosami biegała dookoła próbójąc strzepnąć z głowy plastikowe pająki. Była cała w czerwonej farbie, która skapywała na podłogę. Wszyscy mieli z niej ogromny ubaw. Poszliśmy na górę, gdzie razem z Rozalią piłyśmy i śpiewałyśmy piosenki karaoke. Po jakimś czasie urwał mi się film.

---------------------------
Zapraszam do komentowania. ;)

niedziela, 18 października 2015

Rozdział XI

Wiem wiem wiem. Akcja leci strasznie szybko. Tylko, że ja po prostu nie chcę jej spowalniać, przynajmniej narazie. Możecie bić xD ale postanowiłam to postanowiłam.
         

           Rano obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła. Ospała, jak opażona ruszyłam szybko do miejsca, z którego słyszałam odgłosy. Weszłam do kuchni czego szybko pożałowałam. W moją stopę wbił się odłamek naczynia. Zaklęłam po cichu. Wykrzywiłam twarz w grymasie bólu po czym złapałam się za nogę.
-Sylwia, nic ci nie jest?-usłyszałam głos pełen troski.
Otworzyłam oczy i skierowałam wzrok na białowłosego, który stał tuż przy mnie. Chłopak obdarował mnie uważnym spojrzeniem, po czym zwrócił się do Rozalii.
-Mówiłem ci, żebyś uważała.-westchnął ze stoickim spokojem.
-Przepraszam, Syśka, proszę wybacz. Ja sama nie wiem jak to się stało.-powiedziała rozpaczliwie.-Zaraz to posprzątam. Tylko.. Gdzie masz zmiotkę?-spytała uśmiechając się przepraszająco.
Westchnęłam ciężko i wskazałam jej miejsce, gdzie znajdował się przedmiot. Z pomocą Lysandra dostałam się do salonu. W tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że jestem jeszcze w pidżamie. Na szczęście, nie była aż taka zła. Składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach, obie części były w babeczki, cukierki i jeszcze jakieś słodycze. Chłopak zaproponował, że wyjmie kawałek z mojej nogi. Od razu zaprotestowałam. Nie chciałam, żeby musiał coś takiego robić. Spróbowałam sama go wyciągnąć. Niestety, nie miałam w tym wprawy, ani odpowiedniego narzędzia, więc było to pewne, że mi się nie uda. Poprosiłam Lysandra, żeby przyniósł pęstetę z mojej kosmetyczki. Rozalia skończyła sprzątać i przyszła do pokoju, siadając na przeciwko mnie. Zauważyłam, że była jakaś nieobecna i krążyła wzrokiem. Było to dziwne, bo białowłosa jest zawsze wygadana i uśmiechnięta jak mało kto. Po chwili zjawił się chłopak, który zamiast podać mi narzędzie kucnął przede mną i wziął do ręki moją stopę. Nie mam pojęcia czemu, ale strasznie mnie to zawstydziło. Gdy skończył podziękowałam mu cała czerwona. Roza tylko lekko się uśmiechnęła i znów odpłynęła. Zajęłam miejsce obok niej i spoglądnęłam badawczym wzrokiem na dziewczynę. W jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach. Nie miałam pojęcia co robić, więc ją przytuliłam i spytałam o przyczynę jej płaczu, a ta jeszcze bardziej się rozkleiła. Lysander się nam przyglądał, więc postanowiłam to wykorzystać i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. On tylko wzruszył ramionami.
-B-bo Leoś..On, ja..-wyłkała mi w ramię.
-Roza, powiedz to na spokojnie bo cię ani trochę nie rozumiem.-poprosiłam ją delikatnie, na co ta jakby trochę się uspokoiła.
-Bo Leo ze mną zerwał.-wyjęczała.
Na tę wieść serce szybciej mi zabiło. Czyżby jednak nie byli tak idealną parą? Może często tak się kłócą? W końcu znamy się bardzo krótko. Ale..Lysander też wydawał się być zaskoczony i to nawet bardziej niż ja. Więc się to nie zdażało wcześniej.
          Po około godzinie Rozalia zasnęła w moich ramionach. Widać, że była wyczerpana. W końcu nie każdy dałby radę ryczeć przez taki czas bez przerwy, a na pewno nie ja. Przykryłam złotooką kocem i usiadłam w kuchni razem z chłopakiem. Zjedliśmy razem kanapki z wędliną i serem. Czułam się dość nieśmiało w jego towarzystwie. Może dlatego, że mało mówił i wydawał się przez to taki tajemniczy, a to jednocześnie mnie intrygowało i peszyło. W końcu po dość długim wpatrywaniu się w dwukolorowe tęczówki chłopaka zapytałam go o dwie nurtujące mnie rzeczy.
-Wiesz gdzie jest Kamila? Została u mnie na noc.
-Tak, wpuściła nas tutaj wcześniej. Postanowiliśmy, że poczekamy aż wstaniesz i mieliśmy ci zaproponować pójście z nami do kina.
-Nie mogliście po prostu napisać? Nie żeby mi przeszkadzało, że tu jesteście, tylko.. No rozumiesz.
-Rozalia się upierała, że chce przyjść.
-Aha, ale dalej nie wiem gdzie ona jest i czemu nie jesteście w szkole?.-zaśmiałam się.
-A no tak.-uśmiechnął się.-Musiała iść do domu coś zrobić. Tak nam przynajmniej powiedziała, a poza tym mamy dziś wolne. Święto szkoły i takie tam.
Znów zapadła cisza. Bardziej niezręczna niż wtedy. Lysander uporczywie nad czymś myślał. Coś go trapiło. Pomyślałam, że chodzi o Leo. Po jakimś czasie odezwał się. Zadał mi dosć dziwne pytanie.
-Pamiętasz może jak mówiłem ci o dziewczynie Kastiela?
Próbowałam odszukać wydarzenie w pamięci, jednak nie mogłam sobie nic przypomnieć, więc pokiwałam przecząco głową. Chłopak westchnął spuszczając głowę. Odruchowo położyłam rękę na jego dłoni. Białowłosy ożywił się i posłał mi posępne spojrzenie. Zrobiło mi się dość smutno z jego powodu. Nie często można go widzieć tak przybitego.
-O co chodzi z tą dziewczyną?-spytałam czule.
-Ona..Kastiel mnie zabije jak się dowie.-zaśmiał się.-Kiedyś była jego dziewczyną. Zakochany był jak mało kto. Grali razem na koncercie, jednak gdy tylko nadażyła się okazja zwiała, żeby podpisać kontrakt. Nie mógł się pozbierać dość długo. A teraz? Wróciła i w dodatku wczoraj spotkała się z Kastielem.
-To jest okropne.-wyszeptałam.-Jak ona tak może, co za..-zabrakło mi słów.
Przez myśl by mi nawet nie przeszło, że mogłabym zrobić coś takiego czyimś kosztem. To było czyste chamstwo. Jednak wpadłam na pomysł, żeby złożyć wizytę dla Kastiela. Dla białowłosego było to obojętne, więc się zgodził. Napisałam do Kamili, która także zgodziła się przyjść jak najszybciej. Pozostało nam tylko pytanie, co zrobimy z Rozalią.
           Pół godziny później we czwórkę staliśmy pod drzwiami czerwonowłosego. Zapukałam ostrożnie do drzwi. Poczułam jak serce zaczyna mi szybciej bić. W mieszkaniu było słychać różno odgłosy. Najbardziej zrozumiałe słowa, to były "kotek to do ciebie". Drzwi się otworzyły a w nich stanął Kastiel. Był on bez koszulki i miał potargane włosy. Obok niego stała jakaś dziewczyna. Brunetka miała niebieskie oczy, przesadny makijaż i tatuaże. Jej ubiór był bardzo śmiały, zbyt śmiały. Przytuliła się do chłopaka i przywitała nas ze sztucznym uśmiechem. To pewnie o niej mówił Lysander. Chłopak objął ją w pasie i spytał, czego tu chcemy. Zagotowało się we mnie na ten widok. Jeszcze kilka sekund temu chciałam mu pomóc, a teraz? Widać, że się dobrze bawi. Próbowałam zachować spokój. Niestety nie wyszło i po chwili wybiegłam na podwórko. Sama nie rozumiałam swojego zachowania. Czyżbym była zazdrosna? Nie. To nie możliwe. Usiadłam na pierwszej lepszej ławce i wyciągnęłam papierosa. Głośno przeklnęłam i podpaliłam fajkę drżącymi rękoma. Zaciągnęłam się i wypuściłam dym ze świstem. Po mojej prawej stronie ktoś stanął. Nie miałam ochoty patrzeć na tą osobę, więc to olałam. Ten ktoś wyrwał mi z ręki papierosa i rzucił go na ziemię. Zdenerwowana spojrzałam w twarz postaci. W jej oczach widziałam złość. Dziewczyna złapała mnie za brodę.
-Co ci odbiło?
-Nic. Po prostu nie chciałam przeszkadzać panu mam wszystko gdzieś.
-Sylwia. Weź się nie wygłupiaj.-powiedziała machając rękoma na wszystkie strony.-Swoją drogą, to Lysander chciał za tobą od razu pobiec. Ale Roza go zatrzymała i mnie wysłała. Ciekawe, ciekawe.-wymruczała do siebie.
-Co masz na myśli?-spytałam ze zdziwieniem.
-Dziewczyno gdzie ty masz oczy.-westchnęła bezradnie.
-Tutaj jesteście!-krzyknęła uradowana Roza, ciągnąc za sobą białowłosego. Przytuliła mnie do siebie i powiedziała zbulwersowana.-Tak mi przykro, jak on może cię tak zdradzać.
-Ja z nim nie jestem.-rzuciłam szybko.
-Czyli jednak wolisz Lysia?-uśmiechnęła się puszczając mnie.
-Roza co ty gadasz?-spytałam rumieniąc się razem z białowłosym.
-Widzisz Kami? Miałam rację.-zaśmiała się.
-Oh Roz dorośnij.-rzekła Kamila zakładając nogę na nogę.-A ty? Masz cały talerz ciastek, a podnosisz te z podłogi.
Nie dokońca rozumiem, co to miało znaczyć, ale chyba chodziło jej o Kastiela.
          Strasznie się nudziliśmy. Białowłosy zaproponował nam, żebyśmy spędzili trochę czasu u niego. Pojechaliśmy autobusem do domu chłopka. Wysiedliśmy po 6 przystanach. Później jeszcze 5 minut drogi i znaleźliśmy się pod mieszkaniem. Było dosć duże. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się. Piękny ogródek, kremowy kolor ścian i brązowe drzwi. Ciężko to opisać. Szczęka opadła mi z wrażenia, na co białowłosy się cicho zaśmiał. Weszliśmy do środka. Korytarz miał szare ściany. I stare meble, które wyglądały jakby były z innej epoki. Idealnie pasowały do stylu chłopaka. Weszliśmy do salonu, gdzie siedział szatyn. Białowłosa od razu chciała do niego podbiec, ale zatrzymała się. Spojrzała na niego smutno. Chłopak odwrócił się w naszą stronę. Lekko podpity, a może kompletnie pijany, trzymał w ręku wódkę.
-Chce się ktoś napić?-wybełkotał z trudem biorąc łyk.
-Leo!-krzyknęła Roza.-Mówiłam ci tyle razy żebyś nie pił.
-Co mnie to obchodzi? Nie jesteśmy już razem. Nie masz prawa wtrącać się w moje sprawy.
Oboje patrzyli na siebie z pogardą. Lysander stał załamany oparty o framugę, a Kamila stała obok Rozy. Nie wiedząc co mam zrobić, zajęłam miejsce obok Lysa. Leo wstał i spojrzał Rozie w oczy. Traciła zimną krew. Jednak starała się zachować kamienną twarz. Było mi jej strasznie szkoda.
-Mogę robić to co chcę i z kim chcę. Rozumiesz?-wysyczał jej w twarz.
-Patrz bo ci pozwolę.-rzuciła dziewczyna, a na twarzy szatyna pojawił się uśmiech.
Chłopak podszedł do Kamili, złapał ją za bluzkę i przyciągnął do siebie. Po czym złożył na jej ustach pocałunek. Zielonowłosa odepchnęła go z całej siły, tak, że przewrócił się i upadł na podłogę. Dziewczyna wytarła usta rękawem. I złapała Rozalię, zanim ta rzuciła się na Leo. Oboje podeszliśmy do niej i staraliśmy się ją utrzymać. Niestety, uderzyła Lysandra w brzuch i jakoś udało jej się wyrwać. Straciła nad sobą kontrolę. Rzuciła się na chłopaka i zaczęła go bić po twarzy. Ten tylko się uśmiechał, mimo bólu i tego, jaką sprawia przykrość dla Rozy.
          W końcu jakoś udało nam się uspokoić dziewczynę. Lysander powiedział, że odprowadzi ją do domu. Leo leżał na podłodze jeszcze, gdy wychodziliśmy. Wsiadłam do autobusu razem z Kamilą. Było dużo wolnego miejsca i usiadłyśmy na tyłach. Dziewczyna odezwała się do mnie niepewnym głosem.
-Sylwia. To był mój pierwszy pocałunek. Nie wyobrażałam go sobie tak, a już na pewno nie z Leo. Żeby chociaż nikt tego nie widział.. Może bym jakoś zapomniała. A teraz? Wiedziałam już, w kim się zakochałam. Miałam już plany, to jest bez sensu.-użalała się nad sobą.
-Nic nie jest bez sensu. Jeżeli chcesz możemy o tym zapomnieć.
-Nie, już trudno. Niech tak będzie.-uśmiechnęła się.
-To super. A tak właściwie, to w kim się zakochałaś?
Dziewczyna zrobiła się cała czerwona. Ale koniec końców, nic mi nie powiedziała na ten temat.

piątek, 9 października 2015

Rozdział X

          Niepewnym krokiem podeszłyśmy do drzwi balkonowych. Przez szybę udało mi się dostrzec osobę, która wcześniej pukała. Rozalia złośliwie się uśmiechnęła i odciągnęła mnie z powrotem na kanapę. Jak on się tam znalazł? Nie mam pojęcia. Najpierw mnie zostawia, gdzieś znika, a po chwili pojawia się jak gdyby nigdy nic. Najgorsze jest w nim to, że się mną bawi. Tak, bawi i nic więcej, a ja głupia myślę, że może się on dla mnie zmienić. Guzik prawda. Jestem naiwna, to muszę przyznać, a każdy dotyk jakiegokolwiek chłopaka sprawia, że tracę zdrowy rozsądek. Taka jestem i nic nie poradzę. Pewnie mi każdy by powiedział, że powinnam się leczyć. Rozalia delikatnie dotknęła mojego ramienia, co pozwoliło mi wrócić na ziemię.
-Ej słuchasz ty mnie?-zapytała z wyrzutem.
-Zamyśliłam się wybacz.-uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Zaczynasz mi przypominać Lysia.-westchnęła.-Pytałam czy chcesz go tu wpuścić.
-Wiesz co, nie bardzo chcę, ale raczej sam już nie zejdzie.-mruknęłam.
Białowłosa uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Może to był tylko uśmiech, ale odrazu spojrzałam na tą sytuację bardziej optymistycznie. Może nie będzie aż tak źle? Może po prostu wejdzie i wyjdzie? Chyba oczekuję niemożliwego. Dopóki jest tu ze mną Rozalia wszystko mamy pod kontrolą. Podeszłam kilka kroków i spoglądnęłam z zaciekawieniem za szybę. Stał tam czerwonowłosy chłopak w skurzanej kurtce paląc papierosa. Zapukałam ostrożnie w szkło tym samym wzbudzając jego uwagę. Odwrócił się naszą stronę.
-Może wpuścisz mnie do środka?-spytał sarkastycznie.
-A co z tego będziemy miały?-zadała pytanie Rozalia uprzedzając mnie.
-Towarzystwo bardzo przystojnego i uwodzicielskiego chłopaka.-rzucił narcystycznie.
-A co? Leoś przyjdzie?-zaśmiała się Roza.
-Albo Lysander.-dodałam.
Chłopakowi zrzedła mina, a białowłosa zaczęła się dusić ze śmiechu. Mnie też rozbawiła ta sytuacja. Spojrzałam na czerwonowłosego z politowaniem i otworzyłam drzwi. Chłopak na powitanie dmuchnął mi dymem w twarz. Przyjrzałam mu się skupionym wzrokiem, a ten uśmiechnął się uwodzicielsko. Usiadłam na kanapie obok Rozalii. Dziewczyna patrzyła na nas rozbawiona. Po chwili uspokoiła się i spojrzała na chłopaka poważnie.
-Co ci strzeliło do tej pustej głowy, żeby wchodzić po balkonach? Zabić się chciałeś?!-krzyknęła zdzielając go po głowie.
-No sory, tylko się opanuj dziewczyno.-warknął.
W tej samej chwili usłyszałam dzwonek w moim telefonie. Spojrzałam na wyświetlacz. Sms od Kamili. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Już miałam odczytać wiadomość, gdy obok mnie usiadł Kastiel. Może bardziej by pasowało, rzucił się na miejsce obok mnie. Uderzył do mnie zapach jego męskich perfum. Bezczelnie patrzył mi się w telefon, więc schowałam go za plecami. Rozalia usiadła na podłodze na przeciwko nas i obserwowała całe zdarzenie. Spojrzałam na chłopaka który zaczął się do mnie powoli zbliżać. Odsunęłam się gwałtownie. Niestety zatrzymała mnie poręcz od kanapy. Przeklnęłam w myślach. Najgorsze było w tym wszystkim to, że Roza w ogóle nie ragowała. Była biernym widzem.
-Co tam chowasz?-spytał chłopak opierając się na ręce, która była tuż przy moim brzuchu.
-Coś na pewno.-burknęłam.
-No dobra, skoro nie chcesz się tak bawić.-westchnął, po czym zaczął mnie łaskotać.
To była jedyna rzecz, która mnie najbardziej rozbawiała. W prost nie mogłam się powstrzymać od napadu śmiechu, a telefon który trzymałam jeszcze przed chwilą w ręku znalazł się na podłodze. Na szczęście białowłosa odciągnęła ode mnie chłopaka, który patrzył na mnie rozbrajającym wzrokiem. Wytarłam niewidzialną łezkę i podniosłam telefon, który na szczęście był cały. W końcu przeczytałam to, co napisała Kamila. "Wpuścisz nas w końcu?". Spojrzałam pytająco na Kastiela, który wzruszył ramionami. Wyszłam na balkon i rozejrzałam się. Na dole stały 3 osoby. Kolejno Dajan, Lysander, Kamila. Szybko założyłam buty i zeszłam na dół razem z moimi gośćmi. Na wstępie zostałam przytulona przez zielonowłosą. Przywitałam się też z resztą osób. Każdy trzymał reklamówkę, ze szklanymi butelkami, więc łatwo było się domyslić co tam mają.
          Po dwóch godzinach byliśmy u mnie w domu kompletnie pijani. Przynajmniej dziewczyny. Dołączył do nas jeszcze chłopak Rozalii, który trochę wcześniej skończył. Puszczaliśmy głośną muzykę. Na fioletowym dywanie leżał ledwo żywy ciemnoskóry chłopak. Lysander siedział na kanapie przysypiając, a o niego była oparta Rozalia. Leo siedział obok niej i jako, że przyjechał samochodem, nie pił. Kastiel i Kamila siedzieli obok mnie. Oboje jeszcze się trzymali. Czerwonowłosy co jakiś czas składał nam jakieś niemoralne propozycje, które oczywiście odmawiałyśmy. Osobiście uważam, że spędziliśmy bardzo miło, w ciekawym towarzystwie. Wiedziałam, że jutro muszę iść do szkoły. To nie tak, że mi na niej nie zależy. Ja po prostu cieszę się życiem i tyle. Wstałam powoli chwiejąc się i poszłam do kuchni. Usiadłam na krześle i wyjrzałam przez otwarte okno. Moją uwagę przykuł widok kota uciekającego przed psem. Wychyliłam się bardziej, żeby zobaczyć gdzie pobiegł. Na moje nieszczęście ręka na której się opierałam poślizgnęła się, przez co straciłam równowagę. Byłam pewna, że za chwilę znajdę się na samym dole. Na szczęście ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął do środka. Uderzyłam tyłkiem z impetem o podłogę. Po chwili zebrałam się w sobie i spojrzałam prosto w brązowe oczy osoby leżącej na mnie. Dziewczyna była cała czerwona, a jej włosy swobodnie opadały na moje ramiona. Nie powiem, że sama nie byłam zawstydzona zaistniałą sytuacją. Zielonowłosa mocniej zacisnęła rękę na mojej. Jakby z czymś walczyła. Pewnie to dziwne, ale wydawała mi się bardzo słodka. To nie tak, że ona mi się podobała. Po prostu uważałam, że jej reakcja była taka.
-Tutaj jesteś.-powiedział chłopak wchodzący do kuchni. Kamila szybko ze mnie zeszła i pomogła mi usiąść, nie patrząc mi w twarz.-Super. A więc schowałyście się tutaj, żeby pobaraszkować. Wybaczcie, że przeszkodziłem.-powiedział odwracając się.-A może chcecie żebym się dołączył?-spytał spoglądając na nas zalotnie.
-Nie dzięki Kastiel, dobrze się tu bawimy możesz już iść.
-Dopiero przyszedłem. Nie ważne. Roza wychodzi. Tyle.-rzucił po czym wyszedł.
Spojrzałam kątem oka na moją przyjaciółkę. Siedziała bez ruchu. Postanowiłam spytać czy wszystko z nią w porządku. Jednak mi nie odpowiedziała. Westchnęłam cicho i udałam się do pokoju. Rozalia ledwo  stała i próbowała założyć buta, co komicznie wyglądało. W mgnieniu oka podszedł do mnie jej chłopak.
-Poradzisz sobie tu z nimi?-zapytał niepewnie.
-Jasne. Jakoś dam radę, w końcu jestem tu z Kamilą.-zapewniłam go z uśmiechem.
-Dobrze. To my będziemy lecieć. Cześć wszystkim.-krzyknął po czym wyszedł razem z białowłosą.
Bardzo do siebie pasują-pomyślałam. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym jakie ma szczęście. Zastanawiałam się tylko co mam zrobić teraz z pozostałymi trzema chłopakami i Kamilą. Zwłaszcza, że nie długo ma wrócić Ania. Podeszłam do Kastiela, który uproczywie coś pisał. Gdy podeszłam do niego schował telefon za sobą lekko zmieszany i zapytał co chcę. Skrzyżowałam ramiona uważnie lustrując go wzrokiem. Byłam pewna, że coś przede mną ukrywa. Tylko co? Miałam już zadać mu pytanie, jednak mnie uprzedził. Powiedział, że ma coś do zrobienia i musi iść. Oczywiście było mi to na rękę, bo nie musiałam się z nim użerać, ale jednak trochę byłam zawiedziona. Może nie był on kimś, z kim byłam bardzo związana, ale na pewno stał się on już jakąś ważną dla mnie częścią życia. Chłopak ubrał się i wyszedł trzaskając drzwiami, co obudziło śpiącego Lysandra. Spojrzał na mnie zdezorientowanym wzrokiem. Rozejżał się po pokoju, po czym wstał. Miał on rozczochrane włosy, które śmiesznie opadały mu na zaspane, dwukolorowe oczy. Uśmiechnęłam się do niego, a on spytał: Gdzie są wszyscy?
-Roza i Leo pojechali do domu, Kastiel wyszedł przed chwilą, a Kamila jest w kuchni.
-A Dajan?
-On...-chwilę się zastanowiłam, ale nie miałam żadnych informacji o miejscu jego przebywania, więc wzruszyłam tylko ramionami.
Przeszłam się po domu w poszukiwaniu go, w końcu znalazłam go w łazience. Biedny siedział ledwo przytomny oparty o pralkę. Zawołałam do siebie resztę. Oboje ciężko westchnęli. Lysander, który ledwo stał, pomógł mi go zanieść i położyć w salonie. Był strasznie ciężki, ale jakoś nam się to udało. Wezwałam taksówkę dla chłopaków. Kamila spytała czy może u mnie przenocować, bo nie chce, żeby rodzice widzieli ją w takim stanie. Od razu się zgodziłam. Nie chciałam, żeby miała kłopoty.
           Po około godzinie zostałyśmy same. Siedziałyśmy w moim pokoju na łóżku. Zielonowłosa była strasznie cicha i ograniczała się do krótkich wypowiedzi. Zmartwiłam się, jednak nie chciałam dać tego po sobie poznać.
-Chcę zapalić.-oznajmiłam.-Idziesz ze mną?
-N-nie, zostanę tutaj.-wymruczała.
Westchnęłam cieżko i podeszłam do niej. Złapałam ją za rękę i spojrzałam prosto w twarz. Była strasznie zawstydzona. Zdziwiłam się strasznie tym, ale jej nie puściłam. Co więcej chwyciłam ją jeszcze mocniej. Była dla mnie bardzo bliska, więc chciałam jej pomóc. Cokolwiek by to nie było.
-Powiedz mi o co chodzi. Proszę.
-Sylwia..Ja..-wydukała.-Ja nie chcę ci się po prostu narzucać. Jeżeli chcesz mogę wrócić do domu.
-Nie wygaduj głupstw. Chcę żebyś tu została i kropka.-powiedziałam hardo.-Tylko o to chodziło?-spytałam niepewnie.
-Tak.-uśmiechnęła się.
-To się cieszę.
Udałyśmy się na balkon. Zapaliłam papierosa i zaczęłyśmy rozmawiać. Kamila położyła się na kanapie. Gdy wychodziłam powiedziała mi jeszcze "dobranoc". Wymęczona nie przebierając się położyłam się. Pomyślałam chwilę nad ostatnimi godzinami. Zauważyłam, że ostatnio przed snem bardzo często rozmyślam. Nie zdażało mi się to wcześniej. Jednego byłam pewna. Kamila mnie okłamała. Powiedziała, że zachowywała się tak, bo miała u mnie spać. Wiedziałam, że mnie oszukuje, ale skoro to zrobiła to musiała mieć powód. Prawda?

środa, 30 września 2015

Rozdział IX

Zapraszam wszystkich do czytania :))

          Spojrzałam na niego zdumiona. Nie spodziewałam się, że on tu przyjdzie. Co on sobie w ogóle myśli? Na twarzy mojej mamy malowało się nie zadowolenie. Z resztą nie ma co się dziwić. Zaniemówiłam. Na szczęście sytuację uratowała Ania. Podeszła do Kastiela po czym wzięła od niego reklamówki.
-To jest chłopak Sylwii. Poprosiłam go wcześniej żeby coś nam przyniósł. W końcu trzeba to jakoś uczcić, że przyjechaliście do nas.-rzekła uradowana grając na zwłokę, a ja dalej nie mogłam z siebie wydusić słowa.-No przedstaw go mamie.-dodała szturchając mnie w bok i zaniosła trunki do salonu w którym siedzieli mężczyźni. To co przykuło moją uwagę, było to, że Szymon patrzy na mnie chłodnym wzrokiem.
-A tak. Mamo to jest Kastiel.-powiedziałam wskazując na chłopaka.
-Miło mi panią poznać.-oznajmił uprzejmie uśmiechając się.
-Mnie również jest miło. Ale czemu mi wcześniej nie powiedziałaś, że masz już kogoś?
-Bo nie było czego mówić.-wyszeptałam.
-Jak to?-burknęła.
-Nie nic mamusiu. Po prostu nie chciałam psuć niespodzianki.-zaśmiałam się nerwowo.
-Mamo chodź już! Daj im chwilę.-krzyknęła Ania i po chwili moja mama zmyła się do pokoju.
Przejechałam po chłopaku morderczym wzrokiem. W tamtej chwili wyobrażałam sobie jak umiera. Tak bardzo się wstydziłam spojrzeć mojej mamie w twarz. W końcu w pewien sposób ją oszukałam. Prawda? Trudno, później jej to może jakoś wyjaśnię. Spojrzałam na Kastiela wymownie, wyszliśmy na klatkę. Ledwo się powstrzymałam przed uderzeniem go. Zapewne zrozumiał, że nie może tak lekceważąco podchodzić do wszystkiego. Było mu głupio. Widziałam to. Ale co by było gdybym na prawdę była sama w domu? W sumie on jest nie obliczalny, mógłby zrobić wszystko.
-Po co tu przylazłeś?-warknęłam.
-Chciałem cię upić i przelecieć.-rzucił bezwstydnie.
-Żarty sobie robisz?!-chyba zaraz szlag mnie trafi.
-Nie, a czemu miałbym?
-Idź stąd.-wycedziłam przez zęby, powstrzymując łzy, które z nikąd napływały do moich oczu.
-Ej, dopiero przyszedłem.-powiedział lekceważąco.
-Nie zbliżaj się więcej do mnie. Rozumiesz?-spytałam popychając go, już miałam dość jego zabawy, znudziło mnie to.
-Ty chyba nie mówisz poważnie.-prychnął pewny siebie.
-W przeciwieństwie do ciebie wiem kiedy powinnam być poważna.
-No już, ogarnij się i mnie przytul.-rzekł zbliżając się do mnie.
Miałam już go dość. Dość jego gierek, tego fałszywego uśmiechu, prób zdobycia mnie. To koniec. Nie chciałam, żeby myślał o mnie jak o pierwszej lepszej. Dziś całkowicie przegiął. Do tej pory się zastanawiam, co ja takiego w nim widzę, że za każdym razem, gdy jest blisko mnie czuję przyjemne ciepło. W jednej chwili, poczułam jak robi mi się słabo. Oparłam się o ścianę i zsunęłam wzdłuż niej. Ostatnie co widziałam, zanim kompletnie odpłynęłam to były brązowe włosy.
          Gdy otworzyłam oczy ujrzałam jasno niebieskie tęczówki wpatrujące się we mnie z przerażeniem i troską. Brunet dotknął zimną ręką mojego czoła, a później policzka. Patrzyłam na niego jakby nieobecnym wzrokiem. W końcu westchnął i odezwał się do mnie.
-Jesteś rozpalona. Dasz radę wstać?-spytał czule.
-Dam radę.-oznajmiłam, po czym spróbowałam się podnieść.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o chłopaka. Który spojrzał na mnie z politowaniem i wziął na ręcę. Wszedł do mieszkania zamykając drzwi lekkim pchnięciem nogą. Zaniósł do mojego pokoju i położył na łóżko. Po chwili zjawiła się niebieskowłosa. Usiadła obok mnie pytając co się stało. Sama nie dokońca wiedziałam co. Nawet nie wiedziałam gdzie się podział Kastiel. Zaraz, po co ja sobie nim jeszcze zaprzątam głowę? Przecież sama kazałam mu się ode mnie odczepić.
          Kilka godzin później wszyscy znaleźli się w łóżkach. Jako, że miałyśmy w sumie dwa łóżka i kanapę, musiałam spać z siostrą. Która cały czas się rozpychała, więc nie mogłam zasnąć. W końcu poddałam się i skierowałam do kuchni. Szymon siedział na kanapie oglądając telewizję. Gdy weszłam do salonu odwrócił głowę w moją stronę, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
-Lepiej się czujesz?-spytał anielskim głosem.
-Chyba tak.-rzekłam siadając obok niego.-Jeszcze ci nie podziękowałam za przeniesienie mnie tutaj. Pewnie byłam ciężka.-zmartwiłam się.
-Tak byłaś, powinnaś schudnąć.-rzucił z kamienną twarzą.-Dobra żartuję, nie ma za co dziękować.-zaśmiał się serdecznie. To było takie miłe doświadczenie siedzieć obok kogoś, kto nie skrywa się za maską. Ktoś, kto nie jest sztuczny i pusty.-Mam pytanie.
-Jakie?
-To nie jest twój chłopak prawda?-tego się nie spodziewałam, zupełnie nie wiedziałam jak mam odpowiedzieć, ale postanowiłam, że nie będę go okłamywała.
-Nie, jest chamskim, bezczelnym, naprzykrzającym się idiotą, ale czasem potrafi być miły. Rzadko, ale jednak.
-Rozumiem.
-Sama nie wiem czemu mnie tak traktuje.-westchnęłam.-Może jestem za brzydka.
-No coś ty, gdybym nie był twoim przyrodnim bratem to bym się w tobie zakochał, a on po prostu jest durnym egoistą.-powiedział oburzony.-Znaczy..no ten, rozumiesz nie?-dodał zarumieniony odwracając głowę.
-Haha weź przestań, bo jeszcze uwierzę, że się zakochałeś.-zaśmiałam się.
Po kilku minutach poszłam zrobić nam ciepłe kakao. Na prawdę, to zadziwiające, że mimo tego, że do tej pory unikaliśmy siebie nawzajem to odnaleźliśmy wspólny język. Wypiliśmy szybko zawartość kubków i włączyliśmy jakąś komedię. Oparłam głowę o jego ramię i oddałam się w objęcia Morfeusza.
          Obudziłam się z bólem pleców w objęciach chłopaka. Trochę mi było głupio, że przeze mnie było mu nie wygodnie. Postarałam się wykaraskać tak, żeby go nie obudzić, co ledwo mi się udało. Westchnęłam z ulgą, gdy zadzwonił jego telefon. A więc wszystko poszło na marne. Chłopak miał rozczochrane włosy i zasnanym wzrokiem przyglądał mi się chwilę po czym złapał za telefon. Rozmawiał chwilę po czym nie mogąc powstrzymać ciekawości spytałam kto do niego dzwonił.
-Moja dziewczyna, pytała się o której wracam.-powiedział jak gdyby nigdy nic.
Tylko dlaczego poczułam to dziwne ukłucie w sercu? Czyżbym była zazdrosna o mojego brata? Nie, to chyba jakieś żarty. Czysty przypadek i tyle. Ale dlaczego?
          Tego samego dnia pożegnałyśmy się ze wszystkimi. Trochę szkoda, że nie mogli zostać dłużej. Obiecałyśmy, że następnym razem to my do nich przyjedziemy. Resztę dnia spędziłyśmy na sprzątaniu i relaksowaniu się, przed kolejnym pracowitym tygodniem. Kilka razy ktoś do mnie dzwonił z nieznanego numeru. Trochę to dziwne. Nie miałam na nic ochoty i położyłam się spać.
          Rano wstałam ze złym samopoczuciem. Po zjedzeniu śniadania udałam się do łazienki. Przejrzałam się w lustrze. Zaczerwienione oczy i nos dawały o sobie znać. Poczesałam rozczochrane włosy. Oczywiście przez kołtuny zajęło mi to trochę czasu. Nałożyłam lekki makijaż i się ubrałam. Wzięłam torbę z książkami, po czym wyszłam z domu. Do rozpoczęcia lekcji zostało mi 20 minut więc się zbytnio nie spieszyłam. Niespodziewanie zadzwonił mi telefon. Odebrałam najszybciej. W słuchawce usłyszałam znajomy mi głos. Tylko nie mogłam dopasować do kogo należał.
-Hej piękna.
-Cześć. Kto dzwoni?-spytałam.
-No nie poznajesz?
-Nie.-rzekłam zgodnie z prawdą.
Poczułam jak ktoś gwałtownie położył rękę na moim lewym ramieniu i stanął po prawej stronie. Spojrzałam na osobnika. Był to blondyn o zielonych oczach. Spoglądnał na mnie przenikliwym wzrokiem i uśmiechnął się.
-Dalej nie poznajesz?
-Poznaję, ale..skąd masz mój numer?
-Twoja przyjaciółeczka mi dała.-uśmiechnął się szelmowsko. Czyżby był z niego drugi Kastiel? Tylko nie to..
-Miło było, ale idę do szkoły.-powiedziałam odchodząc.
-Ej to ja się dla ciebie zrywam z lekcji, a ty mi uciekasz?-zapytał łapiąc mnie za ramię.
-Tak. Masz jakiś problem?-rzuciłam wyrywając mu się.
-Nie chcę się naprzykrzać ale...
-To tego nie rób.-przerwałam mu.-Cześć.
Odeszłam kilka kroków i gdy usłyszałam za sobą czyjeś kroki, od razu przyspieszyłam. Chciałam się tylko znaleźć w sali. Przynajmniej mogłabym sobie odpocząć od tego ciągłego rozmyślania. Zatęskniłam za swoim starym domem. Byłam tylko ja i on. Zawsze się dogadywaliśmy, a kłótnie to była u nas rzecz z którą nigdy się nie spotykaliśmy. Nawet moja mama go lubiła, a teraz? Wyprowadził się już dawno temu. Nawet nie mam jego numeru. Bez uprzedzenia ktoś zagrodził mi drogę. Nie spodziewałam się ujrzeć dwukolorowe tęczówki białowłosego. Chłopak spojrzał na mnie trochę zmartwiony. Zaprowadził mnie na ławkę znajdującą się na dziedzińcu. Wypytywał mnie o to czy wiem gdzie podziewa się Kastiel. Oczywiście odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jak to ja, nie mogąc powstrzymać ciekawości spytałam czy ta cała Nina jest jego dziewczyną. Chłopak tylko się tajemniczo uśmiechnął i powiedział coś niezrozumiałego, po czym rzekł stanowcze "Nie".
          Po kilku nudnych, ciągnących się godzinach skończyły się lekcje. Na dziedzińcu pozostało kilka osób. Gdy mijałam próg szkoły, ktoś mnie zaczepił. Tym ktosiem była najbardziej denerwująca mnie w tamtej chwili osoba. Nataniel stanął przede mną z jakimś notesem w ręce i po chwili wydusił z siebie:
-Cieszę się, że cię złapałem.-jego sztywny ton przeszył mnie na wskroś.
-Nie podzielam wzjaemności.-powiedziałam krzyżując ręcę.-Co chcesz?
-Do jakiego klubu chcesz należeć?-spytał służbowo.
-Muszę?
-Jeżeli nie chcesz, będziesz musiała zostawać po lekcjach i pomagać nauczycielom w papierkowej robocie, zarządzenie pani dyrektor.
-A jakie są?-spytałam udając zainteresowanie.
-Mamy klub sportowy koszykarzy lub klub ogrodniczy.
-Duży wybór.-prychnęłam.-Zapisz mnie do ogrodników. Nie chce mi się latać za piłką.
-Tak właściwie, to miejsca w tym klubie są już zapełnione.-powiedział drapiąc się po głowie.
-To po co mi zawracasz głowę. Wpisz mnie gdziekolwiek. A kto jest w tym klubie oprócz mnie? Dużo osób?
-Około 20. Z twojej klasy to,-spojrzał do zeszytu.- Diana, Wiola, Amber i resztę mam zapisaną gdzieś indziej. -Dobra, to narka.
-Ej.-spojrzałam na niego.-Słuchaj, chcę cię przeprosić. Wtedy w parku ja, ja nie powinienem tego wysyłać. Już wiem jak to było na prawdę.-powiedział szczerze.
-Spoko. Przyczyniłeś się do rozpadu udawanego związku, który nie miał sensu więc ok. Mnie tam to zwisa.
-To się cieszę, że to już sobie wyjaśniliśmy. Także wiesz, ja wracam do pracy. Cześć.
Mimo tego jaki był dla mnie wcześniej, jakaś część mnie jest skłonna mu wybaczyć, więc czemu nie? Może nie poznałam go wystarczająco dobrze, żeby móc go osądzać i to dlatego wydaje mi się, że po dłuższej rozmowie jest z niego nawet dobry kolega.
          Gdy wracałam do domu moją uwagę przykuła biała czupryna. Postanowiłam zagadać i podeszłam do dziewczyny. Jej złote oczy zalśniły i uśmiech pojawił się na twarzy. Wyglądała mi na miłą osobę. Najbardziej w jej wyglądzie zadziwił mnie jej piękny strój.
-Gdzie kupiłaś tą sukienkę?
-Tą?-pomyślała chwilę, po czym pojawił się na jej twarzy uśmiech.-Leoś mi ją podarował. Brat Lysia.
-To ty i Lysander nie jesteście rodzeństwem?-zdziwiłam się.
-Nie no co ty.-zaśmiała się.-Czemu tak pomyślałaś?-spytała zaciekawiona.
-Bo macie identyczny kolor włosów.
-Aha, kiedyś Lysio jak występował musiał sobie pofarbować, żeby pasowały do jego stroju, a że mu się spodobały, to takie zostawił.
Pogadałyśmy jeszcze trochę. Namówiłam ją, żeby do mnie wpadła. Zgodziła się, bo i by musiała czekać aż Leo skończy pracę, a nie chce mu przeszkadzać. Usiadłyśmy wygodnie na kanapie i włączyłyśmy telewizję. Ni stąd ni zowąd do drzwi balkonowych ktoś zaczął się dobijać. Spojrzałyśmy po sobie zaskoczone. Nie pewnie podeszłyśmy do mojego balkonu.

sobota, 26 września 2015

Rozdział VIII

Z powodu drastycznego obniżenia obecności osób czytających jestem "zmuszona" do zrobienia ankiety
------------>
Proszę o wzięcie udziału w głosowaniu.



Także ten, miłego czytania ;)



          Następnego dnia byłam w wspaniałym nastroju. Czułam się tak, bo dowiedziałam się, że w natępny weekend przyjedzie do nas w odwiedziny mama. Nie będę kłamała, stęskniłam się za nią i to bardzo. Ostatni raz widziałyśmy się jakiś miesiąc temu. A poza tym, przyjedzie z nią mój przyrodni brat Szymon, syn mojego ojczyma z poprzedniego małżeństwa. Gdy ojciec nas zostawił, moja rodzicielka postanowiła ułożyć sobie życie z kimś innym. Tak więc padło na Mariana-faceta mojej mamy. Nie mamy zbyt dobrego kontaktu i chyba jak na razie nie zamierzamy mieć. Jest on chłopakiem podobnym do Nataniela, ale tylko z charakteru. No więc wracając. Ania miała dziś wolne. Oczywiście nie obyło się bez wypytywania, co chciał ode mnie Kastiel w środku nocy. Mimo, że nie chciałam być dla niej chamska, powiedziałam, że to nie jest jej sprawa. O około godziny 14 wyszła z domu wyszykowana. Umówiła się ze znajomymi na picie. Jako, że nie chciałam siedzieć sama w domu, postanowiłam z kimś wyjść. Jako, że nie miałam numeru jeszcze nikogo z mojej szkoły i na myśl przychodził mi tylko czerwonowłosy, szybko porzuciłam pomysł umawiania się z kimś. Ubrałam się, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Bez obranego celu, wędrowałam zwiedzając nowe zakamarki. Pomyślałam, żeby się przejść do parku. Usiadłam na ławce, a delikatny wiatr rozwiewał mi włosy. Dookoła było pełno jesiennych liści. Uwielbiałam tę porę roku, ogólnie lubiłam, gdy przychodziliśmy całą rodziną do takich miejsc jak to. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałam Kastiela.. Czy ja jestem w jakiś sposób od niego uzależniona? Nie, to jest nie możliwe. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie mogłam uwierzyć, że jednak dalej myślę o tym głąbie. Skarciłam się w duchu. Nagle na moich spodniach znalazł się patyk. Nim się spostrzegłam na moich kolanach znalazł się ogromny pies. Pisnęłam z przerażenia i wzdrygnęłam się. Mimo, że nie miałam fobii dotyczących psów, to się wystraszyłam. Usłyszałam za sobą śmiech. Męski śmiech. Kilku chłopaków. Zgoniłam bestię z siebie i wstałam obruszona karcąc psa wzrokiem, który lekko spuścił głowę. Szkoda mi się go zrobiło jednak nie miałam zamiaru zwracać już na niego uwagi. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie.
-Ej wystraszyłaś mi psa i sobie idziesz?-usłyszałam za sobą znajomy głos.-Tak nie ładnie.-chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć z powrotem. Kiedy ujrzałam czerwony kolor włosów, wiedziałam kto to jest.
-Puść mnie idioto.-warknęłam wyrywając się.
Przede mną stała grupka ludzi. Było po równo chłopaków jak i dziewczyn. Niektórych kojarzyłam, ale większości nie znałam.
-Kto to?-spytała jedna z nich patrząc na mnie lekceważąco trzymając Lysandra pod rękę.
-Moja dziewczyna.-rzekł Kastiel.
-Chciałbyś.-prychnęłam.-Chyba już z tobą rozmawiałam na ten temat.
-Oj no nie bądź taka i nie rób mi obciachu.-zaśmiał się obruszając ramionami.-Sylwia.
-Miło mi cię poznać.-uśmiechnęła się sztucznie blondwłosa dziewczyna lustrując mnie wzrokiem.-Jestem Nina.
-Dajan.-puścił do mnie oczko, chłopak o ciemnej karnacji i dredach.
-Rozalia, ale mnie już znasz.-zaśmiała się białowłosa, co prawda nie dane mi było z nią długo rozmawiać, ale wydawała się miła, nie to co ta jasnowłosa laleczka.
Zza grupki wyszła dziewczyna o ciemno-zielonych włosach. Przyjrzała mi się chwilę, po czym zalśniły jej brązowe oczy i szybkim krokiem do mnie podbiegła. Krzyknęła jeszcze "Sysia!", po czym rzuciła się na mnie tak jak tamten pies. Nie znałam tej dziewczyny, a przynajmniej tak mi się w tamtej chwili wydawało. Ale skąd znała moje imię?


Stała tak we mnie wtulona, po chwili poczułam jak moja koszulka robi się mokra. Dziewczyna zaczęła drżeć. Objęłam ją mocniej. Wszyscy przyglądali się nam jakbyśmy były atrakcją w jakimś zoo. Zielonowłosa spojrzała na mnie i spytała:
-Rozmazałam się?-na co wszyscy wybuchli śmiechem.
-Skąd mnie znasz?-zapytałam doszczętnie zdziwiona jej zachowaniem.
-No jak to? Nie pamiętasz mnie?- zasmuciła się.
-Wybacz.
-A może przypominasz sobie taką brunetkę, którą poznałaś na dyskotece? Paliłyśmy później w piwnicy razem z twoją siostrą.-zaśmiała się.
Próbowałam odszukać wydarzenie w pamięci. Co prawda była z nami wtedy dziewczyna, ale nie była ani trochę podobna do tej, która przede mną stała. Tamta była grubsza, miała jasne niebieskie oczy i miała inny kolor włosów. Po prostu nie dało się jej rozpoznać.
-Kamila?-spytałam niepewnie.
-Ty mnie się pytasz czy odpowiadasz?
-Brawo! Masz rację.-krzyknął blondyn, którego nie zdążyłam jeszcze poznać.
-Ale tak szczerze nie wyglądasz jak ona.
-Chciałam się zmienić. Zmieniłam kolor włosów, schudłam, noszę soczewki i seksowne ciuszki.-zaśmiała się serdecznie.
Rozmawiałyśmy o niej, o mnie, o wszystkim w zasadzie. Przyszła tu z Dajanem, bo chciała poznać nowych ludzi. Osobiście poznałam Dake'a. Czyli zielonookiego blondyna, od którego Kastiel nie odwracał wzroku. Może nie znałam żadnego z chłopaków za dobrze, ale wydawało mi się, że czerwonowłosy widział w nim swojego rywala. Po jakimś czasie Rozalia razem z Lysandrem i Niną poszli do domu. Pobawiłam się z psem Kastiela. Pies wydawał się dla mnie być słodszy niż jego właściciel. Dochodziła powoli godzina 20 więc nadszedł czas, żeby zbierać się do domu. Kamila podała mi swój numer, żebyśmy się mogły skontaktować. Trochę przerażała mnie myśl, że Kastiel i ja idziemy w tą samą stronę. Pożegnaliśmy się z Dajanem i zielonowłosą, nie daleko fontanny, która jeszcze działała. Usiadłam na jej brzegu, a chłopcy spojrzeli na mnie pytająco.
-Jak chcecie to idźcie ja sobie trochę posiedzę.
-Właśnie idź już Dake.-wymamrotał Kastiel.
-Gdyby nie to, że muszę gdzieś jeszcze zajść, to bym tu został.-rzekł uśmiechając się sztucznie do Kastiela.-Tak więc, miło mi było cię poznać.-rzekł całując mnie w policzek.-Narka.
-Pa.-powiedziałam zaczerwieniona.
-Cześć.-rzucił Kastiel.
Nie zaprzeczę, spodobał mi się ten chłopak. Był bardzo miły w stosunku do mnie, ale chłodność z jaką traktował innych mężczyzn lekko mnie odpychał. Spojrzałam w przeciwną stronę i zagarnęłam włosy, żeby Kastiel nie zobaczył tego, że się rumienię. Co raczej mi nie wyszło, bo poczułam na sobie jego intensywny wzrok. Spojrzałam na jego twarz. Miał uniesioną jedną brew do góry i przyglądał mi się z pogardą. Zrobiło mi się głupio, nie mam pojęcia dlaczego. W końcu nic do niego nie czułam. Więc dlaczego tak dziwnie się czułam.
-Podoba ci się.-skwitował.
-Co ty pleciesz?-spytałam z niepokojem w głosie czując motyle w brzuchu.
-A nic, ostatnio bawię się w psychologa.-prychnął.
-Ogarnij się.-rzekłam do niego wstając.
Chłopak tylko potrząsnął lekko głową, po czym wziął psa na smycz. Spojrzałam na zwierzę. Nie znałam się na rasach, więc nie mogłam powiedzieć jaka to rasa. Swoją drogą zaciekawiło mnie to dlaczego tak się nazywa. Pewnie Kastiel to wymyślił. W końcu spytałam o to czerwonowłosego.
-A myślisz, że pasowało by do niego coś w stylu Reksio albo Ciapek? Bo ja nie sądzę.-zaśmiał się szczerze.
To chyba pierwszy raz, gdy zrobił to tak naturalnie, nie sztucznie. Tak na prawdę, to wydawał mi się on w tamtej chwili bardzo pociągający. Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Szybko otrząsnęłam sję od tych myśli. Nigdy się w nim nie zakocham. Nie ma mowy. W końcu postanowiliśmy wrócić. Niestety odezwała się moja niezdarność i potknęłam się o własną nogę. W ostatniej chwili złapał mnie za rękę Kastiel.


Demon pociągnął go niestety i oboje wpadliśmy do wody. Kastiel głośno przeklął. Nie mam pojęcia dlaczego, ale śmieszyła mnie ta cała sytuacja. Chłopak wyglądał komicznie. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Mimo, że byłam przemoknięta do suchej nitki. Oboje wyszliśmy z wody, która lała się z nas strumieniami.
-Lepiej to zdejmij, bo się przeziębisz.-powiedział chłopak zdejmując koszulkę. Ujrzałam jego wyrzeźbioną klatkę i brzuch. Wyglądał uroczo.
-Wolę być chora niż żebyś oglądał mnie w staniku.
-W sumie i tak by nie było na co popatrzeć.-prychnął.
-Świnia.
-Miło mi, Kastiel jestem.
-Nienawidzę cię.-rzuciłam bezradnie.
-Jak ty lubisz mi to powtarzać.
-Kocham.
-Mnie?
-Chciałbyś.-zaśmiałam się rumieniąc się.
Mokra koszulka przyległa mi do ciała, eksponując moje kształty. Zauważyłam, że Kastiel przygląda mi się na cycki. Odwróciłam się do niego plecami cała czerwona.
-No w sumie to coś tam jednak masz.
-Zboczeniec.-krzyknęłam.
-Przecież się tylko droczę.-powiedział przytulając mnie od tyłu.
Poczułam na plecach jego mięśnie. Nie mogłam oprzeć się temu uczuciu. To prawda co mówią, że pożądanie zwycięża zdrowy rozsądek. W tej chwili nie myślałam o niczym więcej tylko o nim. Poczułam jak całuję mnie w szyję. Przyjemny dreszcz przeszył moje ciało. Wydałam z siebie ciche westchnienie, tym samym dając mu "pozwolenie" na dalsze działanie w moim kierunku. Szepnął mi do ucha coś w stylu mówiłem, że się we mnie zakochasz.. Tym samym rozjaśnił mi się umysł. On robił to tylko dla zabawy. Odsunęłam się od niego. Na co tylko cicho się zaśmiał. Był ode mnie lepszy. Miał duże doświadczenie w sprawach o których ja czytałam w książkach. Nie mogłam odepchnąć wrażenia, że tak łatwo dałam się podpuścić. Nie chciałam żeby myślał, że jestem łatwa. Chłopak wziął do ręki smycz i spytał, czczy możemy już wracać. Odwróciłam od niego głowę. Wstydziłam się sama za siebie. Gdyby nie to, że wpadliśmy do tej fontanny, byłabym już w domu w moim wygodnym łóżku z kubkiem kakao. A teraz? Stoję cała przemoknięta obok chłopaka, który chce mnie tylko wykorzystać.
-Wszystko ok?-spytał.
-Jakby cię to obchodziło.-wymruczałam.
-Bo obchodzi.
-Nie, ciebie nic nie obchodzi. Dobrze wiem jaki jesteś. Zdążyłam to już zauważyć.
-Ty to potrafisz zepsuć romantyczną chwilę.-westchnął ponuro.-Chodź.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
Zaciągnął mnie pod sam blok nie wypowiadając ani słowa. Sama również nie zamierzałam zaczynać rozmowy. Przyjrzał mi się uważnie.
-Siostra się nie będzie czepiała, że jesteś cała mokra?-spytał.
-Poszła na imprezę.
-Czyli masz wolną chatę?-spytał ucieszony. Po co mu to mówiłam?
-Nie wiem. Może wróciła.
-Zaryzykuję. To do zobaczenia.
Rzucił szybko po czym poszedł w stronę swojego bloku. Weszłam do mieszkania. O dziwo drzwi były otwarte. W środku siedziała moja mama, ojczym, Szymon i Ania. Spojrzałam na nich zszokowana. Szybko poszłam do pokoju przebrać się w suche ubrania. Wróciłam do pokoju, po czym rzuciłam się mojej mamie na szyję. Była to kobieta około czterdziestki. Miała krótkie kruczoczarne włosy i zielone oczy. Obok niej siedział siwy mężczyzna w okularach, z którym się również przywitałem. Na końcu podeszłam do chłopaka w moim wieku. Był to przystojny, wysoki brunet o niebieskich oczach. Na szczęście nie zadawali pytań dlaczego byłam mokra. Okazało się, że Ania źle zrozumiała się z mamą. Bo miała przyjechać w następny weekend, a okazało się trochę inaczej. Wszyscy rozmawialiśmy w salonie, gdy usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi na korytarzu.
-Sylwia! Kochanie gdzie jesteś?!
Szybko pobiegłam do drzwi w których stał Kastiel, trzymając w rękach reklamówki z alkoholem. Moja mama stanęła za mną i spytała lustrując nas wzrokiem:
-Kim jest ten chłopak?

wtorek, 15 września 2015

Rozdział VII

-Kastiel, uspokój się.-skierowaliśmy oboje głowy w stronę osoby, która wypowiedziała te słowa. Był to nie kto inny jak Lysander.
-Spóźniłeś się.-skwitował go czerwonowłosy.
-Pójdę już.-wymruczałam i udałam się w stronę swojego bloku.
-Poczekaj.-rzekł białowłosy na co Kastiel tylko prychnął. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.-Skończcie to, co zaczęliście.
-Ja już z nią skończyłem.
-A o co poszło?-spytał dociekliwie Lysander.
-Od kiedy ty jesteś taki ciekawski?-warknął chłopak.
-Od kiedy mój przyjaciel ma problemy. O co?
-Spytaj pani lekkich obyczajów.-zaśmiał się Kastiel.
Co to, to nie. Niech sobie nie wyobraża, że może bezkarnie mnie wyzywać. W końcu ja też mam uczucia. No nie? Nie wytrzymałam i uderzyłam go z liścia. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Lysander nie był w ogóle poruszony tym co się stało. Jakby to była dla niego norma, formalność, czy coś w tym stylu.
-Powiecie mi czy nie?-spytał wzdychając.
Opowiedzieliśmy my mu, każdy swoją wersję zdarzeń, a Lysander słuchał nas ze skupieniem. Z tego co się dowiedziałam, to mimo moich próśb Nataniel od razu wysłał to bezsensowne zdjęcie do Kastiela i to dlatego, gdy spotkałam go pod moim blokiem był taki inny. W końcu po wysłuchaniu nas zabrał głos białowłosy.
-Byłem wtedy w parku, o tej godzinie. Pisałem kolejną piosenkę i wtedy widziałem jak ty Kastiel niosłeś Sylwię, a potem odszedłeś bez słowa. Chciałem do was podejść, ale nie bardzo mi to odpowiadało, bo nie chciałem się mieszać w wasze sprawy.
-Teraz się jakoś mieszasz i ci to nie przeszkadza.
-To zupełnie inna bajka. Mniejsza o to. Sylwia wtedy została z Wiktorem, który się do niej przystawiał, że tak to ujmę. Chciał ją pocałować, jednak ona go odepchnęła. Później zaczęli się wykłócać z naszym gospodarzem.
-Z tym dupkiem.-wymamrotał czerwonowłosy.
-A mówiłeś, że go lubisz..-westchnęłam.
-Kto niby tak powiedział?-bronił się.
-Dacie mi dokończyć?-oboje zamilkliśmy.-Gdybym tylko wiedział, że będzie z tego taka afera, to bym jakoś interweniował. Tak więc Kastiel, Sylwia mówiła prawdę. Nie możesz być zły na rzeczy, na które nie masz wpływu.Chłopak stał jak wryty. Szczerze mówiąc, to ja też nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Trochę było mi głupio z tego wszystkiego i żal mi się zrobiło Kastiela. Pomyślałam, że go jakoś pocieszę, ale Lysander pokręcił tylko głową, gdy chciałam podejść do niego. Zaraz potem zaczął odchodzić, rzucając jakieś słowa do Lysadra. "Zdzwonimy się."
-Zostawmy go, musi to przemyśleć.
-No dobrze. Tak się cieszę, gdyby cię tam nie było, ta kłótnia skończyłaby się inaczej.
Lysader chwilę się wahał, jednak po chwili rzekł:
-Tak naprawdę, to tam nie przebywałem.
-Jak to?-spytałam nie rozumiejąc.
-Wierzę ci, więc musiałem was jakoś pogodzić.-powiedział z uśmiechem.
-Dzięki Lysiu.-powiedziałam przytulając go, ledwo powstrzymując łzy radości.
-Nie ma za co.
-Oj jest, jest.
-No dobrze. Tylko nie płacz już więcej. Masz takie piękne oczy.
-Dziękuję.-rzekłam puszczając go, próbując ukryć to, że się zarumieniłam.-Może chcesz do mnie wpaść? Bo miałeś chyba się spotkać z Kastielem, a w tej sytuacji to..
-Chętnie bym wpadł, ale przez te spotkanie miałem zrezygnować z moich planów. Tak więc mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeżeli odmówię.
-Nie no co ty. W porządeczku.-uśmiechnęłam się.
-To do jutra.-rzekł po czym poszedł w swoją stronę.
-Do jutra.-wyszeptałam.Udałam się do swojego mieszkania. Siostry nie było jeszcze w domu, tak więc miałam dom tylko dla siebie. Pomyślałam, żeby urządzić jakąś małą imprezkę, ale nie miałam na to zbytnio humoru. Wyjęłam produkty z lodówki i zabrałam się za robienie naleśników. Miałam na nie ochotę i pomyślałam, że moja siostra również będzie miała. Po godzinie wszytko było już zrobione, a ja zjadłam swoją porcję, siedząc i oglądając telewizję. Oczywiście miałam takiego pecha, że nie leciało nic ciekawego. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a po chwili w mieszkaniu znalazła się Ania. Dziewczyna wyglądała na bardzo zmęczoną. Przywitała się ze mną i usiadła obok na kanapie.
-Zrobiłam naleśniki.-rzekłam z uśmiechem.
-Spoko. To ja szybko zjem i idę spać. Jestem taka padnięta, że zaraz tutaj zasnę.-wyjęczała.-Tylko błagam nie budź mnie.
-Nie będę.-przyrzekłam.
Niebieskowłosa wzięła z kuchni talerz z naleśnikami i zamknęła się w swoim pokoju. Nie mając co robić poszłam do siebie i odpaliłam jakąś grę, dla zabicia czasu. Niby jutro miałam mieć kartkówkę z fizyki, ale po co się uczyć skoro i tak zawsze dostaję tą samą ocenę, niezależnie od nauki. Ogarnęłam się i tak minęła mi kolejna godzina. W końcu, gdy wybiła godzina 22 położyłam się spać. Nie byłam zbyt zmęczona i przewracałam się z boku na bok, ale w końcu jakoś zasnęłam.              
              Ze spokojnego snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 2:32. Zaspana wyszłam z pokoju i spojrzałam na Anię, która stała przy drzwiach. Miała rozczochrane włosy i była wyraźnie zdenerwowana faktem, że ktoś przerwał jej spanie. W sumie to się jej nie dziwie. Otworzyła lekko drzwi, po czym rzuciła szybkie "Do ciebie." i wróciła do swojego pokoju. Podeszłam niepewnie do drzwi i ujrzałam w nich Kastiela. Trzymał w rękach pudełko z czekoladkami. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
-Mogę wejść?-spytał patrząc mi w oczy. Oczywiście pomimo niechęci i późnej pory nie miałam serca, aby zostawić go na klatce.
-Wchodź.-rzuciłam niechętnie i odsunęłam się robiąc mu przejście.-Czy ty w ogóle wiesz która jest godzina?
-A co to ma do rzeczy?-zdziwił się
-A to ma do rzeczy, że normalni ludzie o tej porze śpią.
-Dobra nie ważne. Musimy pogadać.-rzekł przygaszonym głosem podając mi słodycze.
-Dzięki, to może wyjdziemy? Jakoś nie bardzo podoba mi się wizja wkurzonej Anki.-wzdrygnęłam się.
-Dobra. To ja poczekam na dole.
-Daj mi 5 minut.-rzuciłam wchodząc do łazienki.Szybko przeczesałam włosy i założyłam pierwsze lepsze ubrania. Zastanawiałam się, po co Kastiel tu przyszedł. Rozumiem, że Lysander prosił, żebym dała mu trochę czasu, ale nachodzenie mnie o tej porze? Czy on do reszty zwariował? Wzięłam klucze, zamknęłam dom i zeszłam na dół. Czerwonowłosy stał oparty o ścianę. Skierował głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął. Wyszliśmy przed klatkę. Dookoła było ciemno, zimno i ponuro. Spojrzałam na Kastiela wyczekując, aż coś powie, ale milczał patrząc beznamiętnie na plac. Widać było, że jest zamyślony. Postanowiłam przerwać ciszę, która trwała pomiędzy nami, lecz on w tym samym momencie się odezwał, przez co oboje zamilkliśmy.
-To po co tu przyszedłeś?-spytałam z nie małym zaciekawieniem.
-Chciałem cię przeprosić.-powiedział z trudem.
Tak jak się spodziewałam Kastiel nie jest typem osoby, której przepraszanie innych przychodzi z łatwością.
-Przez te parę dni..
-Tydzień.-poprawiłam go.
-Niech będzie tydzień. Po prostu zachowałem się jak dupek i chcę cię przeprosić.
-Wybaczam ci.-powiedziałam uśmiechając się pokrzepiająco.
-Serio?-spytał nieźle zdziwiony.
-No tak.Chłopak widocznie bardzo się ucieszył, bo już po chwili chciał się do mnie przytulić. Jednak, gdy zbliżał do się do mnie, odepchnęłam go. Oboje byliśmy zdziwieni moim czynem.
-Aha czyli jednak sobie żartowałaś. Dobra, mogłaś powiedzieć tak od razu.-powiedział obruszony.-Nie, czekaj. Ja.. Ja tak nie mogę. Z początku myślałam, że sobie żartujesz sobie z tym związkiem i tak dalej, ale ja cię po prostu znam tylko nie całe dwa tygodnie. No i w dodatku nie widziałam cię tyle czasu. To po prostu jest dla mnie dziwne. -Wolisz jego.-wymruczał denerwując się.-Nie. Wolę cię poznać zanim wplątam się w coś poważniejszego.
-To mnie poznaj. Cześć jestem Kastiel.-rzekł wyciągając rękę.
-Głupku, dobrze wiesz o co mi chodzi.-zaśmiałam się.
-Dobra, już dobra. Ale i tak cię zdobędę.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
-To się jeszcze okaże.-prychnęłam.
-To do zobaczenia jutro w szkole.-puścił mi oczko.
-Cześć. Rzekłam, po czym odwróciłam się i weszłam do klatki. Usłyszałam jeszcze za sobą swoje imię. Odwróciłam się i przed oczami przemknęły mi czerwone włosy. Poczułam jak ktoś mnie przytulił i wpił się w moje usta z wielkim pożądaniem. Ten Kastiel to potrafi mnie zaskakiwać. Odsunął się ode mnie i chytrze uśmiechnął, po czym odszedł. Czułam jeszcze jak wargi pulsują mi od nagłego pocałunku. Zupełnie nie rozumiałam jego toku myślenia, najpierw z nim, można powiedzieć, zrywam, a po chwili mnie całuje. Do tej pory nie daje mi spokoju fakt, że on tylko bawi się dziewczynami. Według mnie jest to okropne, ale może inni myślą inaczej. Kto wie? Weszłam po schodach i wolnym krokiem podeszłam do drzwi. Sięgnęłam do kieszeni, nie miałam przy sobie kluczy, ale przecież miałam je przy sobie, gdy...Kastiel. Miałam do wyboru dwie opcje, walić w drzwi i słuchać jutro cały dzień skarg siostry lub znaleźć chłopaka. Z dwóch opcji żadna nie wydawała mi się dobra. I pomimo, iż uważałam, że spotkanie z Kastielem raczej jest tą gorszą opcją, to i tak ją wybrałam, w końcu musiałam odzyskać swoje klucze. W duchu tak bardzo go znienawidziłam, że myślałam, że go zabiję jak tylko dopadnę. Choć z drugiej strony było to całkiem zabawne, że ucieka się do tak dziecinnych sztuczek. Wyszłam przed blok i na szczęście ujrzałam Kastiela. Podeszłam do niego i grzecznie spytałam:
-Oddasz mi moje klucze?
-Masz fajny breloczek.-powiedział spoglądając na małą figurkę żabki.-Wiesz trochę lipa z tym wyszła..
-W sensie?
-No bo chciałem, żebyś do mnie przyszła, ale dopiero przed chwilą zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiesz gdzie dokładnie mieszkam.-skrzywił się
-Jesteś niemożliwy.-westchnęłam
-A i tak będziesz mnie kochała.-uśmiechnął się.
-A skąd wiesz, że jeszcze cię nie kocham?
-Bo gdyby tak było, to byś mi się rzuciła na szyję.
-Aha dobrze wiedzieć. A mogę wiedzieć dlaczego mnie pocałowałeś?-spytałam rumieniąc się.
-Nie słyszałem sprzeciwu i dobrze wiem, że ci się podobało.
-Dobra, nie będę niszczyć twoich marzeń.
-Jesteś okrutna.-rzekł teatralnie.
-Dasz mi klucze?-spytałam.
-Dasz mi buzi?-wyszczerzył się.
-Nie to nie, pójdę obudzić siostrę.-odwróciłam się i ruszyłam do domu. Chłopak złapał mnie w talii.
-Nie psuj zabawy słoneczko.-szepnął mi do ucha.
-Dobra daj mi te klucze, jestem zmęczona i nie mam ochoty na te twoje gierki.
-Daruję ci ten jeden, jedyny raz.-wyraźnie podkreślił ostatnie słowa, po czym dał mi klucze.
-Dzięki, a teraz cześć. Po kilku minutach znalazłam się w domu. Nie mam pojęcia co mu strzeliło do głowy, ale tak w sumie, to cieszę się, że nie tkwił długo w żadnym dołku. Odłożyłam klucze na biurko, zrzuciłam z siebie ciuchy i położyłam się do łóżka. Byłam aż tak zmęczona, że od razu zasnęłam.
Zostaw komentarz ;) byle jaki, ale zostaw XD